Historia Chen. Rozdział 7 – Uczucia

Zapraszam do lektury najnowszego, emocjonującego rozdziału pióra Ady!

~Painted Lady

***

Nigdy nie chodziła do obozu jeńców. Nie chciała się przyznać, ale przerażał ja smród niemytych ciał. Przypominał jej o ojczyźnie, o ulicach pełnych biedaków, o zapachu biedy i nędzy. Omijała ten obszar szerokim łukiem. Nie to, co Księżniczka Valje. Ona chodziła tam częściej, niż raz dziennie. To nie mogło się skończyć dobrze. Musiało się coś wydarzyć. Chen nie dziwiło, gdy dobroć Księżniczki obróciła się przeciwko niej. Senna została raniona nożem i to dosyć poważnie. Od razu zwołano masę żołnierzy, medyków i zielarzy. Renna cały czas trwała przy bratanicy i leczyła ją swoją magią. Za to Chen cieszyła się po cichu, że wreszcie pozbędzie się odwiecznej rywalki. Teraz drzwi do serca Yuna stoją otworem. Tylko co będzie z Iroh..? Na pewno szybko się pocieszy, był w końcu generałem. Każda kobieta była jego. Dziewczyna pobiegła do obiektu swych westchnień i z niebywałą radością spytała, czy może mu pomóc. Chłopak zgodził się.
- Więc co będziemy robić? – zapytała, choć podejrzewała, że będzie chciał odszukać zamachowca.
- Odpłacimy im pięknym za nadobne. Zabijemy cały obóz – powiedział tak, jakby planował popołudniowe picie herbatki. Dziewczynie zrobiło się gorąco i poczuła, jak oblewa ją zimny pot.
- C-co? – wychrypiała z trudem.
- Posłuchaj, Chen… Tylko ty mnie rozumiesz. Na pewno zrozumiesz. Zabijemy tych brudasów, póki Senna jest nieprzytomna. Oni tylko zajmują niepotrzebne miejsce. Kiedy Senna się obudzi, będzie już po wszystkim – powiedział spokojnie. O ile Senna w ogóle się obudzi – pomyślała Chen. To… to był zły pomysł. Nie chciała znowu zabijać. Ale nie potrafiła przeciwstawić się Yunowi. Była mu coś winna. To on ją ocalił. On był jej wybawicielem. Ze zgodą pokiwała głową, a chłopak uśmiechnął się do niej, tak jak za dawnych czasów. Wtedy, kiedy nic ich nie dzieliło.

***

Iroh zobaczył gęste kłęby dymu i z niepokojem pobiegł w stronę obozu, gdzie trzymali ludzi Jian. To co zobaczył, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Patrzył i nie mógł uwierzyć. Chen. Jego Chen i ten okropny wieśniak zwijali ciała i rzucali na wielki stos. Pomagali im żołnierze. Jego żołnierze. Jak to było możliwe? Co tam się działo?! Mężczyzna podbiegł do Chen i szarpnął ją za ramię.
- Co ty robisz?! Oszalałaś? Pomagasz mu… w tej rzezi? – zaczął krzyczeć. Nie mógł zapanować nad sobą. Dziewczyna odciągnęła go od Yuna. Bała się, że go rozgniewa i Iroh będzie w niebezpieczeństwie. Nadal się o niego bała.
- Yun poprosił mnie o pomoc. Nie… nie mogłam mu odmówić. Zrozum! – błagała, ale generał kręcił z niedowierzaniem głową. Kiedy zrozumiał, że to nie jest koszmar, tylko rzeczywistość, odszedł bez słowa. Chen nie pobiegła za nim, nie zatrzymała. Patrzyła tylko bezradnie, jak odchodzi. W tamtej chwili zrozumiała, że szanse na ich wspólną przyszłość odeszły bezpowrotnie. Wróciła do Yuna, który z dziką satysfakcją przyglądał się, jak żołnierze wykonują jego rozkazy. Był władcą idealnym.
- Co ten twój kochaś chciał? – zapytał z ironicznym uśmieszkiem.
- To nie jest mój kochaś – powiedziała dziewczyna – Już nie – dodała cicho.
- Jeśli Senna nie przeżyje wojny… – zaczął chłopak, dumnie się prostując – Zostaniesz nową Władczynią Miasta Ludów – dokończył. Dziewczyna szeroko otworzyła oczy. Co on wygadywał? Wtedy jej uwagę przykuła inna postać. Przyglądała się, jak Valje z determinacją maszeruje w kierunku Yuna. Starała się ja zatrzymać. Sama nie wiedziała po co, po prostu czuła, że z jej konfrontacji z Yunem nie wyniknie nic dobrego. Ale Księżniczki nie dało się powstrzymać. Sunęła, niczym okręt podczas sztormu. Chen nie słyszała, co do niego mówi, ale cała się trzęsła. Po chwili Yun wymierzył jej siarczysty policzek. Chen nieświadomie rozchyliła usta z oszołomienia. Ten dzień to był jakiś koszmar. Co działo się z Yunem? Czy oszalał? W jednej chwili pokazał, jak niewiele znaczy dla niego czysta krew Senny. Pokazał, jak niewiele znaczy dla niego ona sama. Miłość. Nie mogła na to dłużej patrzeć, musiała zareagować! Stanęła między pokłóconymi kochankami. Yun bez mrugnięcia okiem kazał odprowadzić Valje do namiotów. Był bardzo wzburzony i zirytowany.
- Co tu się stało? – szepnęła mu do ucha Chen, ale ten tylko ją odtrącił. Z nikim się nie liczył.

***

Wieczorem, jak zwykle po kolejnej wygranej bitwie, cała armia poszła świętować. Chen też wyszła ze swego namiotu, jednak obiecała sobie, że tym razem nie tknie alkoholu. Po nim język zbyt bardzo się jej odplątywał i mówiła rzeczy, których nie powinna. Udała się do namiotu biesiadnego, gdzie wódka lała się strumieniami. Nagle Yun stanął na środku i zaczął wygłaszać przemowę. Gdy zaczął mówić o tym, jak poślubi Sennę i jak razem będą panowali w Narodzie Ognia, zrobiło jej się słabo. Dopiero teraz dotarło do niej, że oni nadal są razem. Łudziła się, że to ona zajmie jej miejsce, ale bardzo się pomyliła. Senna żyła i nadal była przyszłą Królową. Nieszczęśliwa dziewczyna wybiegła z namiotu. Oddaliła się kilka metrów i wybuchła niepohamowanym szlochem. Nie zauważyła, że ktoś szedł za nią i był tuż koło niej. Myślała, że to Yun przyszedł ją pocieszyć i zapewnić o swojej miłości. Ale to nie był on. To był ktoś, kto trwał przy niej w każdej chwili, akceptował jej decyzje, nawet te najgorsze. I mimo, że kompletnie nie rozumiał jej wyborów, nadal kochał ją całym sercem. Dziewczyna spojrzała w emanujące dobrem oczy Iroh i przywarła do generała. Oboje nic nie mówili. Stali tak kilka dobrych chwil. Mężczyzna nie pytał, dlaczego płacze, ona nie mówiła o nieszczęśliwym uczuciu. W tym momencie traktowała go jak przyjaciela, nie ukochanego. Gdy pierwsze emocje opadły, Iroh poszedł w kierunku namiotów, a ona została sama ze swoim rozgoryczeniem.

***

- Nie tak się umawialiśmy! – potrząsnął mocno dziewczyną. Była blada jak ściana. Tłumaczyła, że nic nie wiedziała o planach Yuna, że nadal nie chce tronu, ale mężczyzna i tak jej nie wierzył. Kilka metrów dalej rozgrywała się identyczna rozmowa.
- Więc jednak to ona zostanie Królową? – zapytała dziewczyna łamiącym się głosem, choć było to bardziej stwierdzenie, niż pytanie.
- Przecież ci tłumaczyłem. Nie wierzę, że jesteś aż tak głupia. Przecież Senna prędzej czy później i tak zginie. Ja muszę tylko umacniać swoją pozycję – powiedział, nawet się do niej nie odwracając – A nawet, jeśli przeżyje, to sam ją zabiję. Potrzebuję królowej z krwi i kości, a nie popychadła, którym można do woli manipulować – zaśmiał się. Chen odrobinę się uśmiechnęła. Gdy poszła za Yunem do namiotu Senny, nie spodziewała się, że spotka tam Iroh. Było jej głupio, gdy ten znów zobaczył ją w towarzystwie narzeczonego Księżniczki. Nie patrzyła mu w oczy. Jeszcze chwilę temu tonęła w jego ramionach, a teraz stała murem za Yunem. Czy była fałszywa? Po prostu… pogubiła się. Póki nie miała kontaktu z Yunem, była pewna uczuć do Iroh, ale wobec nowych obietnic składanych przez Yuna była bezsilna. Musiała to w końcu przyznać. Kochała go. Niestety.

***

Iroh był wściekły. Miał ochotę spalić cały ten obóz, łącznie z Yunem i jego chorymi gierkami. Zabrał mu wojsko, autorytet, pozycję i Chen. Nawet ona dawała się jego manipulacjom. Nie widziała, że był tylko natrętną muchą. Bezczelnym wieśniakiem, który nagle dorwał się do władzy i uderzyła mu ona do głowy. Kiedy problemu go przerastały, udawał się do matki. Była mądrzejsza od niego i mimo częstych kłótni między tą dwójką, zawsze sobie pomagali. Teraz była razem z nimi Azula. I Moren. Pomimo śmierci Meijiego nie byli sami. Nadal mieli rodzinę. Małą i rozbitą, ale rodzinę. Iroh kompletnie by się załamał, gdyby któremuś z nich coś się stało. Po cichej naradzie poszedł odpocząć, a jego rodzice udali się na mały spacer. Mimo że Moren miał już rodzinę, jego pierworodny liczył na to, że zostanie z nim i jego matką. Zachowywał się egoistycznie, ale tamta druga rodzina miała go na tyle długo, by się nim nacieszyć. On nie. Poza tym, doskonale wiedział, kim jest Song. Azula wszystko mu wyjaśniła. To przez jej knowania ojciec zostawił matkę. A potem bez skrupułów sama się z nim związała. I na dodatek urodziła mu dzieci. Nie znał jej, ale już jej nienawidził.

***

Chen wróciła do swojego namiotu. Była wściekła. Jakim prawem Yun znów poszedł spać z Senną? Sam przecież stwierdził, że jej nie kocha. Dlaczego więc, ciągle utrzymywał z nią dosyć… zażyłe stosunki? W co on do cholery grał? Nagle dziewczynie zakręciło się w głowie. Szybko chwyciła za wiadro postawione w kącie i zwymiotowała do niego. Świetnie. Przez nerwy, jeszcze się pochoruje. Miała dość tego całego koszmaru. Kiedy ta wojna wreszcie się skończy? I na dodatek musi porozmawiać z Iroh. Co mu powie? Kłamstwem będzie stwierdzenie, że go nie kocha. Ale w porównaniu z Yunem, miał o wiele mniejsze szanse. Nienawidziła tego okropnego uczucia. Nienawidziła tej sytuacji. Zmęczona przez natłok emocji, zasnęła.

Historia Chen. Rozdział 6 – Kamień

Kolejny rozdział opowiadania autorstwa Ady. Zachęcam do lektury.

~Painted Lady

***

Chen obudził pulsujący ból w górnej części czaszki. Głowa bolała ją, jak nigdy. Czy wypiła aż tak dużo? Kompletnie nic nie pamiętała z poprzedniego wieczoru. Jak znalazła się w swoim namiocie? I co robiła zanim straciła kontrolę nad umysłem? Wyszła spod kołdry i ubrała się. Postanowiła dowiedzieć się, jak się wczoraj zachowywała. Skierowała swoje kroki ku namiotowi Iroh. Niepostrzeżenie weszła do środka. Mężczyzna studiował mapy. Kiedy ją usłyszał podniósł głowę, lecz gdy tylko zobaczył, że to Chen, ze smutkiem znów pochylił się nad papierami. Nie chciał z nią rozmawiać. Większość ludzi w takiej sytuacji zechciałaby znać prawdę, ale on wolał ciągle snuć się między kłamstwami. Nie mógł pogodzić się z prawdą, ale był generałem i musiał być silny. Nie mógł się załamać. Dopiero w tamtej chwili dopadły go słowa matki, zrozumiał ich sens. To nie był czas na miłość. Musiał w pełni oddać się ratowaniu tego, co pozostało z jego dziedzictwa. Musiał uratować tron, na którym wkrótce zasiądzie.
- Witaj – powiedziała nieśmiało dziewczyna, wyrywając go z rozmyślań. Co miał jej odpowiedzieć? Nie mógł udawać, że nic się nie stało. Milczał, nie odrywając wzroku od mapy.
- Nic nie mówisz. Coś cię martwi? – zapytała ostrożnie, starając się wybadać, czy wszystko w porządku. Iroh zmarszczył brwi. W sumie nie miał dowodów na to, że coś łączyło ją z Yunem.
- Muszę iść na naradę z Księżniczką Valje i Azulą – odparł szorstko, niepewny swoich uczuć. Wstał i wyminął ją, wbijając wzrok w ziemię. Chen patrzyła jak znika w oddali, zastanawiając się, co go ugryzło. Nie mogła wiedzieć. Wyszła zaraz za nim. Chciała go dogonić, złapać za ramię i zapytać, jak może mu pomóc, ale znikł gdzieś między ludźmi. Stanęła w tłumie, nie wiedząc, co ma robić. W sumie mogła pójść na naradę, ale nie miała ochoty na kolejne, mało pozytywne spojrzenia, które posyłała jej Renna, kąśliwe uwagi Zhou i całe to zamieszanie wokół Senny. Po napadzie Makkeda, wzrok Yuna ciągle za nią podążał, szczególnie do sypialni. Nawet do uszu Chen doszły plotki odnośnie ich… życia intymnego. Na początku śmiała się w najlepsze, ucieszona naiwnością Księżniczki, ale potem uniesione kąciki ust zaczęły opadać, gdy zrozumiała, jak prostacko zachowywał się Yun. Czy wobec niej też by tak postąpił? Nie, na pewno nie. Znała go aż za dobrze. Valje była tylko zabawką, porcelanową lalką, która ciągle siedziała z przyklejonym do twarzy, sztucznym uśmiechem. A Yun musiał coś robić, zapewniać sobie zabawę. Przynajmniej tak zdawało się Chen.

***

Iskierka w oku Iroh znów rozbłysła, gdy widział gorzejących do walki żołnierzy. Byli męscy i gotowi na śmierć. Bali się, jak wszyscy, ale w żadnym stopniu nie dawali tego po sobie poznać. W ich żyłach płynęła krew, zimniejsza niż stal. Nie byli sami. To on nimi kierował. Kochał wojsko. Kochał tych ludzi. To byli jego ludzie, sam ich wyszkolił. Drżał na myśl, że którykolwiek z nich może zginąć. Wiedział, że to nieuchronne, tak jak czas, życie i śmierć płynęły, wiążąc się ze sobą niewidzialną nicią. Jedni umierali, by drudzy mogli żyć. Tak było zawsze i tak będzie. Każdy miał świadomość nadchodzącego krańca życia. Armia, nosząca mundury Jian, przybyła. walka się rozpoczęła. Już po kilku minutach, w mokrą ziemię wsiąkała krew poległych. Chen walczyła najlepiej jak mogła, ale to nie wystarczało. Na jej twarzy pot mieszał się z kroplami deszczu, który padał, przystosowując się do ponurego wydarzenia. Czy natura zawsze musiała wszystko utrudniać? Dziewczyna asertywnym ruchem odparła zamachującego się na nią żołnierza. Kolejny chciał podejść ją od tyłu, ale skutecznie obroniła się kopniakiem w męską część jego ciała. Jak łatwo było go znokautować. Odwróciła się ponownie, czując, że z tyłu już ktoś czyha na jej nieuwagę. Zobaczyła młodą dziewczynę, a właściwie nastolatkę, parę lat młodszą od niej. Dziewczyna nieśmiało wyciągała nóż w jej stronę. Kolejny dowód na to jak podle Jian wykorzystuje do walki bezbronne dzieci. To nie pierwszy raz, gdy Chen widziała dziecko z bronią w ręku. Na kogo wyrosną ci młodzi ludzie, skoro już od najmłodszych lat zmuszani są do siania terroru? Dokąd zmierza to społeczeństwo? Dziewczyna zdołała na tyle odwrócić jej uwagę, by ta nie zauważyła kolejnego osiłka, starającego się odebrać jej życie. I straciłaby je, gdyby nie jej osobisty ochroniarz. Iroh już stał przy niej, nie pozwalając, by spadł jej włos z głowy.
- Przepraszam! – wykrzyczał, próbując przedrzeć się przez głosy walczących. Rzucił się na dziewczynę. Dopiero teraz zrozumiał, jakim głupstwem było się na nią gniewać. Przez chwilowe zaślepienie zazdrością, zapomniał przydzielić jej strażnika. Jaki był głupi! A gdyby nie zdążył? Wolał o tym nie myśleć. Nie minęła chwila, gdy już musiał bronić własnego życia. Wrócił do walki i zobaczył jak Yun dyryguje ludźmi. Za kogo on się uważał? Iroh przeniósł wzrok na most i zrozumiał jego działania. Żołnierze Jian z determinacją przedzierali się na drugą stronę. Pobiegł, zostawiając Chen samą na polu bitwy, by wydać rozkazy, ale po chwili zdał sobie sprawę, że nikt go nie słucha. Jego ludzie wykonywali polecenia tego chłopaka ze wsi. To on był generałem. To jego mieli słuchać. Ale nie słuchali. Nawet nie zwracali na niego uwagi. To dzięki Yunowi znowu wygrali.

***

W ciemnym namiocie paliła się tylko jedna świeca. Zazwyczaj było w nim bardzo duszno, ale gdy na dworze szalała ulewa, a wiatr targał gałęziami drzew, ta duchota wydawała się zbawienna. Chen przypatrywała się, jak wosk powoli kapie na drewniane biurko. Płomień żarzył się porywczą czerwienią, dając światło. Przyłożyła do niego rękę, czując ciepło. Zawsze zastanawiała się, jak to jest trzymać płomień w dłoniach. Jak wtedy czuli się magowie? Czy to bolało? Dawniej chciała zapytać o to Yuna, ale on już z nią nie rozmawiał, bynajmniej nie na takie tematy. Jeśli chodziło o Iroh, to nie był to czas na tak luźne pogawędki. Mężczyzna był sfrustrowany. Chodził nerwowo po ziemi, w tę i z powrotem, nie mówiąc nic. Chen wstała i podeszła do niego. Stał, obrócony plecami. Był głęboko zamyślony. Dziewczyna objęła go w pasie, kładąc głowę na jego ramieniu.
- Nie rozumiem czym się tak zadręczasz – powiedziała, wolno i spokojnie.
- Ten dzień to dla mnie jedna wielka porażka. Wygłupiłem się. Jak mogłem pozwolić, by Yun przejął dowodzenie? To ja jestem generałem, nie on! Skoro nie potrafię zapanować nad wojskiem, jaki ze mnie będzie Władca Ognia? Jak pokieruję narodem?! – podniósł głos, obracając się do niej. Blask świecy okalał jej sylwetkę.
- Nie traktujesz go zbyt surowo? – zapytała z nutą niezadowolenia w głosie.
- Bronisz go?! A więc jednak! Ty go kochasz, Chen – powiedział ze smutkiem w głosie, a ostatnie zdanie brzmiało jak stwierdzenie, niż oskarżenie. Dziewczyna zadrżała, na dźwięk wypowiedzianych przez niego słów.
- O czym ty mówisz? To.. nieprawda – broniła się. Skąd Iroh wysuwał takie wnioski? Czyżby dowiedział się, co dawniej ich łączyło?
- Sama mi to powiedziałaś – przyznał, patrząc jej prosto w oczy – Gdy odnosiłem cię do namiotu, zalaną w trupa. Upiłaś się z Tonraqiem. Razem leczyliście złamane serca – stwierdził smutno. Dziewczyna zaczęła przypominać sobie urywki wspomnień. Jak mogła być tak nieodpowiedzialna. Cholerny alkohol. Zawsze powodował u niej rozwiązłość języka. Mogła się tego spodziewać. Nic co dobre, nie trwa wiecznie. Nie patrzyła mu w o czy. Było jej wstyd. Wbiła wzrok w czubki swych butów.
- Czy to prawda? Czy ty go kochasz? – zapytał po chwili ciszy, łapiąc ją za rękę. Tak bardzo chciał, by zapewniła go, że nic nie czuje to tego bezczelnego smarkacza, który teraz tytułował się pułkownikiem. Tak bardzo chciał znów poczuć smak jej ust, nie martwiąc się, że pocałunki mogą być nieszczere. czy ona w ogóle kiedykolwiek mówiła prawdę? Dziewczyna nabrała powietrza w płuca, gotowa zadeklarować mu swe uczucia, gdy niespodziewanie poły namiotu uchyliły się i w nikłych odmętach światła zarysowała się postać smukłego chłopaka.
- Chang? – zapytał Iroh, przyglądając się młodszemu bratu z niedowierzaniem. Odskoczył od dziewczyny, przyglądając się ciągle bratu. Chciał się upewnić, czy to na pewno on. Ale to nie mógł być nikt inny. Po chwili niezręcznej ciszy, generał poprosił Chen, by poszła po ich matkę. Musieli porozmawiać we trójkę.

***

Krople nie przestały spadać z nieba, co jeszcze bardziej dołowało dziewczynę. Nie lubiła takiej pogody. Było mokro i przygnębiająco. Stała pod drzewem, a woda spływała po niej, wdzierając się do przemokniętych ubrań, włosów i butów. Przyglądała się cieniom tańczącym na wykonanej ze skóry, zewnętrznej części namiotu. Wysoka kobieta mocno gestykulowała dłońmi. To samo robił jej starszy syn, którego spłodził młody mag ognia, zakochany w o wiele młodszej Księżniczce. Gdy Chen żyła na ulicach Miasta Ludów, nie miała pojęcia o takich historiach. Nie wiedziała wielu rzeczy. W czasie, gdy przebywała z dala od smrodu psów Jian, wiele nauczyła się o szlachcie, rodzinach królewskich i dworskich manierach. Czuła na sobie obowiązek utrzymania linii arystokracji Narodu Ognia. Przypomniała sobie, o czym mówił Iroh, zanim do namiotu wparował jego młodszy brat. Nie mogła zaprzeczać, miał piękne plany. Ona jako Królowa Ognia? Nie obraziłaby się za taki tytuł. Ale wyszłaby za niego, nawet gdyby był ulicznym grajkiem. Cholera, chyba naprawdę go kochała. Powie mu to. Yun i tak nigdy jej nie pokocha. Pora się z tym pogodzić. Nie ma co liczyć na to, co nigdy nie nadejdzie.

***

Iroh wstał wcześnie. Perspektywa dnia spędzonego w papierkach nie malowała się zbyt wesoło. Generał nie powinien bawić się w pisarza, ale ktoś musiał to zrobić. Do pomocy przydzielono mu Minga, który swymi zgrabnymi dłońmi szybko i zręcznie posługiwał się piórem. W ciszy rozległ się dźwięk wydobywający się z wnętrza Iroh. Kiedy jadł śniadanie? Zapewne dawno. Musiał coś jeść, ale, jak dowiedział się od swojego pomocnika, przysługiwał im tylko jeden posiłek dziennie. Reszta szła dla jeńców. Niedługo będą traktowani lepiej, niż żołnierze. Valje nie nadawała się na Królową. Do pomieszczenia wparował Yun. Jego postawa jak zwykle biła pewnością siebie i złowrogą dumą. Za kogo on się uważał? Zaczął mówić, a każde wypowiadane przez niego słowo nawet nie dochodziło do uszu Iroh. Starał się go słuchać, ale patrząc w otchłań jego pustych oczu, zastanawiał się tylko, jak jego Chen, mogła go kochać. Wprawdzie nie odpowiedziała na zadane przez generała poprzedniego wieczoru pytanie, ale Iroh czuł się na straconej pozycji. Otrząsnął się z transu dopiero wtedy, gdy usłyszał, że ten szaleniec chce zabić jeńców. Tak, to byli wrogowie, ale gdzie podział się jego kręgosłup moralny? A może w ogóle go nie miał? Wszystko na to wskazywało. Iroh nigdy za nim nie przepadał. Jego obecność tylko irytowała mężczyznę.
- Wyjdź – powiedział stanowczo. Ten gnojek nie będzie się mu tu panoszył, jak pan na włościach. „Być może nie nadajesz się na generała, Iroh” szumiało mu w głowie, gdy kochanek Senny opuścił namiot.

***

Takiego obrotu spraw Chen się nie spodziewała. Makked uciekł. Nie powinna się bać, nie była jego celem. Ale dobrze wiedziała, że ten człowiek jest nieobliczalny i lubuje się we krwi przypadkowych osób. Od razu pobiegła do Iroh. Tylko przy nim czuła się bezpieczna. Czy to źle? Czy nie potrafiła sama się obronić? Przez te wszystkie lata życia w mieście, w którym bała się zasypiać, wybudowała wokół siebie mur. Tylko ona miała wstęp do swojej własnej fortecy. Nawet Yun nie przekraczał niektórych granic. Iroh był inny. Przy każdym spotkaniu burzył jedną cegłę, sprawiając tym samym, że ten wysoki, budowany przez lata mur, w końcu pękał, aż kompletnie się zburzył. Skierowała kroki ku jego namiotowi. Właśnie ubierał się w ognisty, czerwony mundur, gdy bez słowa wparowała i rzuciła mu się na szyję.
- Naprawdę pomyślałeś, że moje pijackie wyznania coś znaczą? Kto wie co wtedy miałam na myśli? – zapytała z udawanym śmiechem. Mężczyzna nic nie odpowiedział, odwzajemniając jej uścisk. Tak bardzo mu tego brakowało. Jej dotyku, zapachu. Bardzo nie chciał, ale musiał oddać się obowiązkom. Pocałował ja delikatnie, ujmując jej twarz w dłonie i wyszedł. A czuł się, jakby wielki kamień spadł mu z serca.

Historia Chen. Rozdział 5 – Znajoma pustka

Kolejny rozdział historii trudnej miłości Chen i Iroh pióra Ady. Zapraszam :)

~Painted Lady

***

Iroh ze skupieniem powtarzał słowa ojca. Musiał nauczyć się tkać pioruny jako pierwszy. Nie zniósłby, gdyby Yun szybciej opanował tą sztukę. Przez chwilę zastanowił się, co robi Chen, lecz szybko wrócił do słuchania. Moren zabawnie tłumaczył, a raczej starał się to robić. Wtem przerwała mu jakaś kobieta. Iroh z zaciekawieniem odwrócił się i ujrzał Azulę. Księżniczkę Azulę. Przybyła, by pomóc im walczyć. To dobrze. Nie będą sami. Wywiązała się miła rozmowa, podczas której Wieczna Księżniczka porównała Iroh do Zuko. Kolejna osoba, która zauważyła to podobieństwo. Będzie idealnym królem. Jak Zuko. Nie popełni błędów Kenaia. On poddał się woli swej Mistrzyni Magii Ognia i stracił wszystko. Władzę, szacunek, życie, ale – co najważniejsze – rodzinę. Zabił własną kobietę. Ukochaną, która obdarzyła go wielkim uczuciem. Matka nie lubiła o tym mówić, ale tą krwawą historię słyszał od Meijiego. Nie spodziewał się, że Sorela zdążyła wydać na świat dziecko. Tym bardziej nie spodziewał się, że okaże się nim Senna. Nie nadawała się na Królową. Lepiej pasowało by do niej życie zakonne. Oddałaby wszystko ubogim i otoczyłaby opieką uciśnionych. Choć z tego, co opowiadał Yun, wynikało, że dziewczyna lubi się zabawić. Kiedy słuchał jak jej kochanek z dumą opowiada o szczegółach ich pikantnych spotkań, odczuwał do niego coraz większe obrzydzenie. Żeby tak targać honor Księżniczki Ognia. Ale to nie była jego sprawa. On miał Chen. Nigdy by jej nie zdradził. Nigdy by nie zawiódł. Zrobiłby wszystko, by była szczęśliwa. Miał nadzieję, że mu na to pozwoli. Przyjrzał się ojcu. Stał przy Rennie. Tak dobrze razem wyglądali. A ona potrzebowała teraz kogoś, kto pozwoli jej zapomnieć o smutku i wyrwać się z chaosu, panującego w jej głowie. Potrzebowała kogoś, kto uratuje ją od szaleństwa.

***

Chen nie rozumiała, co się dzieje, kiedy wszyscy w panice szukali Senny. Jedni zaglądali do namiotów, inni biegali w obozie jeńców. Ona sama nie wierzyła, by stało się jej coś złego. Była przekonana, że znowu polazła kochać się z Yunem. Gdy usłyszała, że ta idiotka znów uciekła mackom śmierci i, że Makked, TEN Makked był zamachowcem na jej niewinne życie, osłupiała. Przypatrywała się, jak tysiące rąk prowadzą ją do medycznego namiotu. Opatrywali rany, których nie było zamiast zająć się biednym Tonraqiem. Chen poniekąd go rozumiała. On też ciągle gonił za niedostępną miłością. Nagle przypomniała sobie, jak w Mieście Republiki udawali, że są sobą zainteresowani, by wzbudzić zazdrość Senny i Yuna. To było tak dawno temu. Tyle się wydarzyło od tego momentu. Poznali ludzi, którzy nie zawsze dobrze im życzyli, napatrzyli się na śmierć niewinnych, odkryli tajemnice, które miały pozostać w grobach, pogrzebane niczym przeszłość, razem ze zmarłymi. Chen oddaliła się od tej całej maskarady i poszła do swojego namiotu. Przeglądnęła się w lustrze. Jej włosy nabrały połysku. Teraz mogła je czesać i układać w wymyślne warkocze. Jej ciało nabrało kobiecych kształtów. Nie wyglądała już jak wątła nastolatka, ale jak dojrzała kobieta. Nie zmieniła się tylko fizycznie. W jej psychice również wiele się działo. Zakochała się. Musiała to w końcu przyznać. Starała się zdusić w sobie to uczucie, ale nie mogła. Pozwoliła mu się rozwinąć, rosnąć i dojrzewać. Nie żałowała tego. Ale ciągle pamiętała o długu, który miała wobec Yuna. Już go nie kochała, ale nigdy go nie zostawi. On był przy niej, gdy tego potrzebowała. Ona też będzie. Poczeka, aż nadarzy się okazja i wtedy mu pomoże. A kiedy dług będzie spłacony, wróci do Iroh.

***

Wszyscy już spali, gdy Iroh przemierzał pole namiotów. Zakradł się do tego, w którym spała Chen. A przynajmniej powinna spać. Był już ubrany w nocne odzienie, tak jak ona. Siedziała na zimnej ziemi, nie zdając sobie sprawy, że może to nadużyć jej zdrowie.
- Dlaczego nie śpisz? Jest już późno – zapytał spokojnie.
- Miałam nadzieję, że przyjdziesz – powiedziała, wstając i przytulając się do niego.
- Hej, co jest? – zaśmiał się, mocno odwzajemniając uścisk. Tak bardzo lubił czuć ją w swoich ramionach. Jej włosy pachniały szczawiem, zapewne od szamponu z tej rośliny.
- Ja… Boję się. Nie wiem co przyniesie jutro. Mogę cię stracić. Nie chcę tej wojny. Wcześniej wszystko było mi obojętne, ale teraz… – otworzyła się. Znów się przed nim otworzyła. Co takiego w sobie miał, że to robiła? Czy to jego umiejętność słuchania? A może rozumienia? Nie wiedziała. Kochała go całego, takiego jakim był. Za błysk w jego oczach, za uspokajający ton głosu, za gęste, czarne włosy, za mądrość, za to jak umiał ją obejmować. Za wszystko. Chciała mu to powiedzieć. Chciała, żeby wiedział. Ale brakowało jej odwagi. Nie była Senną, która od razu wyjawiła, co czuje do Yuna. Nie była Tonraqiem, który jawnie okazywał Valje swoje uczucia. I w końcu, nie była Zhongiem, który wykrzyczał Cahai swe uczucie w publicznym lokalu. Ona tak nie potrafiła.
- Spokojnie – znów usłyszała ten głos, który wprawiał ją w drżenie – Wszystko będzie dob… – nie zdążył dokończyć, bo dziewczyna gwałtownie go pocałowała. Zrzucili z siebie ubrania i spędzili razem całą noc.

***

Takiej radości Chen już dawno nie widziała. Wszyscy pili, jedli i tańczyli. Makked został schwytany. I ona skorzystała z zabawy, zgadzając się na taniec z Iroh. Ku jej zdziwieniu, generał wymienił ją na Valje, a ona została posłana w ramiona Yuna. Obserwowała, jak rozmawiają, zastanawiając się o czym. Spojrzała na swojego partnera. Trzymał ją tak pewnie. Nie. Nie chciała, by uczucia znów powróciły.
- Dawno nie rozmawialiśmy, Chen – powiedział, przekrzykując muzykę i bawiących się ludzi. Położył nacisk na ostatnie słowo. Czyżby czaiła się w nim nutka żalu?
- Byłeś zbyt zajęty zabawą w wojsku i Valje – odcięła się. Nie miała ochoty, by znów dawał jej nadzieję. Niech zajmie się swoją kochanicą.
- Och, przykro mi, że nie miałem dla ciebie czasu – odrzekł. Dziewczyna zastanawiała się, czy mówił poważnie. Chciała coś wyczytać z jego oczu, ale pojawiała się tam tylko znajoma pustka. Przerażająca pustka – Musimy to nadrobić – szepnął jej do ucha. Wykrzywiła się.
- Co masz na myśli? – zapytała, niepewna słów chłopaka. Ten tylko uśmiechnął się do niej. Uśmiech przywołał wszystkie wspomnienia, o których chciała zapomnieć. Znów poczuła dawne uczucie. Wybąkała przeprosiny i wybiegła na świeże powietrze. Niedaleko zobaczyła ogień. Na wpół pijany Tonraq siedział przy ognisku. Podeszła bliżej i zobaczyła butelkę po winie. Chłopak trzymał w ręce piwo, a obok niego stała nienapoczęta wódka. Dziewczyna usiadła obok niego.
- Zabawnie się złożyło – zaśmiała się. Chłopak uniósł brew i popatrzył na nią z ukosa. Nie widział, czy alkohol miesza mu w głowie, czy dziewczyna naprawdę siedzi obok niego. Nawet nie zauważył, kiedy przyszła – Ty kochasz Sennę, której już nie ma, a ja nadal coś czuję do Yuna, ale nie jest to miłość – rzekła, a w jej słowach kryła się prawda. Senna powoli załamywała się pod ciężarem korony. Pozostała już tylko Valje. Yun za to nie mógł dać Chen tego, co dawał jej Iroh, ale miał w sobie coś, co przyciągało. Czy była to wspólna przeszłość? A może przyszłość? Znów te cholerne pytania, na które nie ma odpowiedzi. Dziewczyna otworzyła butelkę trunku i upiła duży łyk. Wnet zaszumiało jej w głowie. Potem urwał się jej film.

***

Iroh zamienił z Księżniczką kilka słów podczas tańca. Rozmawiali o swoich planach i o dalszych etapach wojny. Oboje martwili się o swoich bliskich. Wtedy Iroh zobaczył jak zatroskana Chen wybiega na dwór. Wyszedł za nią, zobaczyć czy wszystko w porządku. Dziewczyna rozmawiała z Tonraqiem, więc uznał, że nie będzie jej przeszkadzał. Wrócił do bawiących się ludzi. Nie pił wiele, rano umówił się z Morenem na ćwiczenia. Po dwóch godzinach zaglądnął do Chen. To co zobaczył, przeraziło go. Wokół dziewczyny walały się puste butelki po mącących umysł napojach. Dziewczyna mocno gestykulowała rękami i krzyczała. Była kompletnie pijana.
- Chen… – generał powiedział sam do siebie – Chodź – wziął ją w pasie. Dziewczyna stała i zatoczyła się. Mężczyzna przytrzymał ją mocno, by się nie przewróciła. Dziewczyna zwymiotowała, ale nie odwrócił się od niej. Kochał ją mimo wszystko i w takich sytuacjach nie mógł jej zostawić. Dziewczyna, ciągle pod wpływem alkoholu rzuciła mu się na szyję i wydukała szczęśliwie:
- Yun… przyszedłeś.
- O czym ty mówisz? – zapytał zdezorientowany.
- Tak bardzo cię kocham. Jesteś mój Yun. Tylko mój – powtórzyła. Iroh bez słowa wziął ją na ręce i odniósł do namiotu. Dziewczyna zasnęła w swoim łóżku. Mężczyzna upewnił się, że wszystko z nią w porządku i wyszedł. Nie wiedział, czy wróci.