Book 4 Chapter 19 – Nowe drogi

Od zwycięstwa nad Ozaiem minęły już dwa tygodnie. Nie był to lekki czas. Był to czas powrotów i pożegnań, czas ważnych decyzji i przedsięwzięć. Każdy na swój sposób starał się odnaleźć w nowej rzeczywistości.
Żołnierze, którzy służyli Ozaiowi, na wiadomość o jego śmierci uklękli i oddali hołd nowemu Władcy Ognia, Zuko. Chłopak nie za bardzo wiedział, co z nimi zrobić. Już raz go zdradzili i nie mógł im zaufać, ale gdyby zadecydował umieścić ich wszystkich w więzieniu, podnieśliby bunt i sprowokowaliby kolejną bitwę. Nie mógł na to pozwolić. Poza tym i tak nie miał więzienia, bo zostało ono zburzone przez Bumiego i Toph.
Zuko nie chciał ponownej koronacji. Uznał to za zbędne, zwłaszcza, że korona już i tak należała do niego. Poza tym wiązałoby się to z publicznym odprawieniem uroczystości pogrzebowych jego ojca. Obawiał się, że przerodziłyby się w manifestację, dlatego też Ozaia pożegnała tylko jego najbliższa rodzina, czyli starszy brat Iroh i jego dzieci, Zuko i Azula.
Nikt nie wiedział, o czym tak naprawdę rozmawiali, siedząc nad zwłokami byłego Władcy Ognia i patrząc, jak pożerają je płomienie. Ludzie jedynie przypuszczali, że wówczas załatwili między sobą co ważniejsze kwestie dotyczące władania nad Narodem Ognia oraz wyjaśnili sobie dawne żale. To drugie odnosiło się zwłaszcza do Azuli. Księżniczka ciężko zniosła śmierć ojca, mimo iż ostatnimi czasy przemocą odbierał jej moc. Ostatecznie jednak ona, kochana tylko przez ojca, i jej brat, kochany tylko przez matkę, spotkali się i wyjaśnili sobie wszystko.

Wszyscy, którzy wzięli udział w bitwie, tymczasowo zamieszkiwali królewski pałac. Zuko udostępnił im swoje komnaty, a ci z wdzięczności wzięli się za naprawę dachu, który zniszczyła Toph, by utorować wejście Appie.
Laneth poświęcał wolny czas na naukę magii ziemi. Toph nie odstępowała go ani na krok. Cały czas chodziła za nim, domagając się, aby spędzał z nią czas, oczywiście pod pretekstem ćwiczeń. Zawsze jednak było tak samo: gdy tylko Laneth ujrzał gdzieś Azulę, grzecznie przepraszał Toph i szedł do niej, co niewidomą dziewczynę doprowadzało do szewskiej pasji.
Azula i Laneth spędzali długie godziny na wspólnych rozmowach i spacerach. Wkrótce chłopak stał się dla księżniczki jedynym oparciem. Tylko on z nią rozmawiał, reszta nawet bała się na nią spojrzeć. Nie ufali jej.

Przede wszystkim jednak trwały też przygotowania do ślubu królewskiej pary. Wszędzie sprzątano, myto i czyszczono. Ludzie ozdabiali swoje domostwa. Każdy pragnął wziąć wreszcie udział w czymś miłym i choć na chwilę zapomnieć o wojnach.
W końcu nadszedł ten dzień.
Katara jak co rano obudziła się w miękkim łóżku w swojej nowej komnacie. Choć może obudziła się nie było najlepszym sformułowaniem, bo przez całą noc nerwowo się wierciła, nawiedzana przez najrozmaitsze wizje i twarze tych, których znała. Wciąż bała się, że lud jakimś cudem dowie się, że to ona zadała Ozaiowi ostateczny cios. Oficjalna wersja była taka, że męzczyzna zginął, strawiony przez nadmiar skradzionej mocy.
Niedługo później siedziała już przed wielkim, kryształowym lustrem. Wokół niej kręciły się służące, które ubierały ją, czesały i malowały. Gdy po tych zabiegach Katara spojrzała w zwierciadło, nie poznała samej siebie. Dziwnie wyglądała, odziana w purpurowe szaty królowej, bogato haftowane i przetykane złotem. Zresztą cała jej garderoba teraz tak wyglądała… Gdy nikt nie patrzył, Katara powiesiła do szafy swoją starą, niebieską sukienkę z Plemienia Wody. Choć stara i podarta, zawisła wśród tych nowych, aby przypominać Katarze o tym, skąd pochodzi.
Podążyła niepewnym krokiem w stronę wyjścia z jej części pałacu. Wszyscy goście i zwykli obywatele zgromadzili się już na zewnątrz. Słyszała ich stłumione przez pałacowe mury oklaski i wiwaty. Musiała rytualnie przejść ze swojej części pałacu do części, którą zamieszkiwał Zuko.
Po drodze zapatrzyła się w wielkie lustro. Kobieta, która przed nią stała, była Katarą, lecz całkiem inną od tej, którą znała. Te szaty, uczesanie, makijaż… Wszystko było takie niesamowite! Miała wrażenie, że jeszcze chwila, a wszystko zniknie i okaże się jakimś dziwnym, szaleńczo pokręconym snem…
Nagle ujrzała w zwierciadle czyjąś twarz. Kobieta miała jakby znajome rysy, jednak Katara, zdenerwowana własnym ślubem, nie mogła ich sobie skojarzyć. Uśmiechała się delikatnie.
Katara odwróciła się, by z nią porozmawiać, jednak za nią nikogo nie było. Spojrzała ponownie w lustro. Dziwne.
- Lepiej się pospiesz, Kataro! Wszyscy już na ciebie czekają.
To był jej ojciec. Ubrany w odświętny strój Południowego Plemienia Wody, miał ją wziąć pod rękę i odprowadzić do przyszłego męża.
- Z początku cię nie poznałem – powiedział. Głos mu się łamał. – Wyglądasz pięknie, choć nie wiem, czy kiedykolwiek przywyknę do tej czerwieni.
- Ty nie chcesz, bym wychodziła za Zuko, prawda? – spytała.
Hakoda zasępił się. Było oczywiste, że gdyby miał wybierać jej narzeczonego, wybrałby kogoś z ich plemienia. Albo Avatara, którego już od dwóch tygodni nie widzieli i który nie dawał znaku życia…
- Szanuje twoją decyzję, Kataro. Zawsze będę z tobą, cokolwiek postanowisz – powiedział.
Córka rzuciła mu się na szyję.
- Tak cię kocham, tato – załkała.
- Tylko mi tu nie płacz! Zmażesz sobie makijaż – zaśmiał się Hakoda. Wziął ją pod rękę. – Gotowa?
- Gotowa – odparła Katara. Wzięła głęboki oddech. Gdy przejdzie przez te wrota, jej życie się zmieni. Zmieni się nie do poznania.
Ale nie było już odwrotu.

Powitały ją głośne wiwaty. Ludzie z Narodu Ognia przybyli tłumnie, aby ujrzeć swą nową królową. Wielu wzdychało nad jej egzotyczną w tych stronach urodą, zwłaszcza nad śniadą cerą. Niektórzy jednak krzywili się z niesmakiem, i powtarzali pod nosem wieśniaczka. Jakieś dziewczyny z Narodu Ognia, jej rówieśniczki, spoglądały na nią z zazdrością. Zapewne myslały, że każda z nich równie dobrze mogłaby być na jej miejscu… Katarę pokrzepił nieco widok twarzy jej przyjaciół. Stali i wpatrywali się w nią z szeroko otwartymi oczyma. Suki szeptała coś do Toph, zapewne opowiadała jej, jak Katara wygląda.
Boleśnie rzucał się w oczy brak jednej, drogiej jej twarzy. Twarzy Aanga…
Katarę onieśmielał cały ten przepych i ci wszyscy ludzie na placu. Cieszyła się, że ma oparcie w postaci Hakody, bo inaczej niechybnie potknęłaby się i przewróciła.
Przed nimi szło całe jej plemię z Sokką na czele. Wszyscy dumnie wyprostowani, szli prężnym krokiem i nie dawali po sobie poznać, że czują się obco w Królestwie Ognia. Gdy doszli do Zuko, pokłonili się i rozstąpili, zostawiając miejsce dla Hakody i Katary.
Dziewczyna nie myślała już o niczym, gdy tylko ujrzała Zuko. On też włożył najlepsze, królewskie szaty, i spiął włosy w kok, na którym tkwiła korona. Drugą, mniejszą i przeznaczoną dla niej, trzymał w swych dłoniach.
Jego brwi uniosły się na jej widok. Katara nieśmiało spuściła oczy, zupełnie tak, jakby dopiero co się poznali, jakby mieli jeszcze przed sobą pierwsze miłosne wyznania.
Uklękła przed nim. Zuko nałożył na jej głowę koronę. Tłum zamilkł.
Katara wstała. Ona i Zuko chwycili się za ręce.
- Wezmę cię za to, kim jesteś, jeśli ty weźmiesz mnie za wszystko – powiedział Władca Ognia. Wielokrotnie ćwiczyli z Katarą tę scenę, aby się nie pomylić. Słowa przysięgi obydwoje znali na pamięć.
Teraz jednak pamięć Katary nie działała najlepiej. Słyszała jakieś szepty, jakieś podpowiedzi, i choć rozpaczliwie starała się je usłyszeć, nie mogła tego zrobić. Stała tylko, nie mogąc wykrztusić ani słowa. Nie pamiętała, co miała powiedzieć…
Nagle tłum wokół niej zniknął. Wszystko zlało się w jedną całość, muzyka przycichła. Nie dostrzegała niczego oprócz stojącego przed nią Zuko. Tylko on dla niej istaniał w tej chwili.
Za nic nie mogła przypomnieć sobie słów przysięgi, postanowiła więc przejść do następnego punktu ceremonii: zbliżyła się do Zuko i pocałowała go.
Nieco zdezorientowani widzowie zaczęli klaskać. To naprawdę się działo, stali tam, na środku pałacowego dziedzińca, i całowali się. Zuko objął Katarę z czułością. Moją żonę, pomyślał. Jak dziwnie to brzmiało! Żona.
Katara myslała o tym samym, tonąc w objęciach męża.
Trzymając się za ręce, podeszli do specjalnie przygotowanego podestu. Stanęli na nim, ogarniając spojrzeniem cały lud.
- Wiele razem przeszliśmy – zaczęła Katara. Wiedziała, że miała przygotowaną jakąś przemowę, ale jej też nie mogła sobie przypomnieć. – Sami przekonaliście się, do czego doprowadziła nas droga nienawiści. Naród Ognia i Plemię Wody zawsze wojowały między sobą, ale teraz nastała nowa era. Era pojednania. Era współpracy. Teraz jestem już jedną z was, jednak w sercu zachowam moje plemię. Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie do swojeo grona. Mnie i każdego innego, kto zechce do niego dołączyć!
Jej przemowę zakończyła burza oklasków. Ludzie skandowali jej imię. To nie mogła być prawda. To z pewnością był sen…

Po oficjalnej części uroczystości przyszedł czas na ucztę weselną, na którą młoda para zaprosiła tylko najblizszych przyjaciół. Stoły uginały się od nadmiaru potraw, grała muzyka. Wszędzie chodziły służące z tacami, rozdając przekąski i napoje.
Katara nie miała problemów z listą gości. Miała wielu przyjaciół, a większość z nich i tak znajdowała się na miejscu. Na jej zaproszenie przybył między innymi Haru, zaprzyjaźniony mag ziemi, któremu niegdyś pomogła uciec z więzienia i odzyskać wiarę. Szczególnie jednak ucieszyło ją przybycie babci. Chyba po raz pierwszy cała jej rodzina była w komplecie! Rozglądała się po twarzach gości w poszukiwaniu Aanga, jednak nie było go. Było jej przykro z tego powodu. Nawet więcej niż przykro.
W przeciwieństwie do swej małżonki, Zuko miał większe problemy z zaproszeniami. Nie miał wielu przyjaciół czy znajomych. Zaprosił tylko Ty Lee, Mai, Jin i Song. Wątpił, by dwie ostatnie odpowiedziały na zaproszenie, mieszkały przecież bardzo daleko.
Z Mai wiele rozmawiał przez ostatnie dwa tygodnie. Dziewczynie udało się przeżyć walkę, choć otrzymała ciężkie obrażenia. Sama Katara ją uzdrowiła, choć Mai długo się przed tym wzbraniała i nie dawała się namówić. Sytuacja była bowiem więcej niż niezręczna. Uzdrawiała ją przecież ta, która zajęła jej miejsce i zgarnęła wszystko to, co już niemal zdawało się należeć do niej: koronę, pałac i miłość Zuko. Mai nie miała jednak do niej żalu. Niewiele rzeczy było w stanie ją poruszyć. A Katarę… Katarę nawet mogła zaakceptować. Ostatecznie.
Okazało się jednak, że wszystkie dziewczyny odpowiedziały na zaproszenie. W chwili, gdy Zuko ujrzał je przed sobą, przyciągające zdumione spojrzenia zgromadzonych, zaczął wątpić, czy zaproszenie wszystkich swoich byłych na swój własny ślub było dobrym pomysłem.
Pierwsza podeszła do niego Jin. Uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Długo nie wierzyłam twojemu stryjowi, gdy wyjawił, że jesteś Władcą Ognia – zaśmiała się. – Szkoda, że nie mieszkasz już w Ba Sing Se…
- Ta dziewczyna ma wielki potencjał! – wtrącił przechodzący obok Iroh. – Szybko się uczy. Zgłębiła już większość tajników parzenia wyśmienitej herbaty…
- Pracuję teraz w herbaciarni twojego stryja – wyjaśniła Jin. – Zatrudnił mnie jako pomocnicę.
- Eee… Cieszę się – odparł Zuko.
- A więc znacie się z Ba Sing Se? – spytała nagle Katara, która pojawiła się tuż przy nich.
- Tak. Zuko, pamiętasz naszą randkę?
Jin zaśmiała się na jej wspomnienie. Zuko też by się zaśmiał, gdyby nie groźne spojrzenie Katary. Tamta randka była kompletnym niewypałem. Na miejscu Jin zwiałby z niej już w połowie, lecz dziewczyna dzielnie dotrwała do końca. Owszem, spotkanie zakończyło się pocałunkiem, ale potem już więcej się nie spotykali. Jin może nawet miała na to chęć, ale Zuko nie chciał jej oszukiwać. Nie mógł jej powiedzieć, kim naprawdę jest, bo ściągnęłoby to na nią kłopoty. A on sam nie mógł być z osobą, którą nieustannie musiałby oszukiwać.
Najwięcej spojrzeń przyciągnęła jednak Song, która przybyła wraz ze swoją matką. Wyglądała bajecznie w długiej sukni, która mogła konkurować jedynie z kreacją samej panny młodej.
- To jest właśnie Song, o której ci opowiadałem – zwrócił się Zuko do Katary.
- To ty pomogłaś mi, gdy byłam w śpiączce – powiedziała Katara, uśmiechając się z wdzięcznością do Song. – Dziękuję ci.
Zuko w swojej opowieści oczywiście zgrabnie pominął fakt, że Song wyznała mu miłość.
Dziewczyna nie za bardzo wiedziała, jak się zachować. Ukłoniła się przed młodą parą.
- Daj spokój, Song – rzekł Zuko, podnosząc ją. – Nie musisz się nikomu kłaniać.
- Nawet nie masz pojęcia, jakie poruszenie zapanowało w mojej wsi, gdy wjechali do niej królewscy posłańcy Narodu Ognia i zatrzymali się przed moim domem – powiedziała Song, rumieniąc się. – Przez cały czas jakaś część mnie kazała mi mysleć, że to, co powiedziałeś, jest tak nieprawdopodobne, że nie może być prawdą! Myślałam o tobie. O tym, czy udało ci się dotrzeć na Biegun i uratować Katarę… Gdy przyszło zaproszenie na twój ślub… Twoi posłańcy musieli mieć niezłe powody do śmiechu z mojej reakcji i miny mojej matki!
Jej oczy świeciły. Zuko domyslił się, że wciąż musi być w nim zakochana. Upewnił się w tym przekonaniu, gdy dziewczyna stanęła na palcach i ucałowała go lekko w policzek. Wszyscy patrzyli na tę scenę z szeroko otwartymi oczami. Kim jest ta piękna, nieznajoma dziewczyna, która pozwala sobie na taki poufały gest wobec samego Władcy Ognia? Pytanie to miało być na ustach ludzi jeszcze długo po zakończeniu wesela.

Wyjątkowo pięknie tego dnia wyglądała również Toph, która na co dzień nie przywiązywała wagi do ubioru. Dzięki spiętym w wytworny kok włosom i eleganckiej sukience wreszcie wyglądała na to, kim była – dziedziczką fortuny Bei Fongów, panienką z zamożnego rodu. Nawet na Lanecie zrobiła wrażenie. Chłopak nie poznał jej w pierwszym momencie. Dotrzymywał jej przez jakiś czas towarzystwa, jednak jego wzrok błądził po weselnych gościach w poszukiwaniu innej dziewczyny…
W końcu ją ujrzał. Stała pod ścianą z kieliszkiem w ręku i powoli sączyła znajdujący się w nim napój. Ona też włożyła dziś królewskie szaty, tyle że przeznaczone dla księżniczki.
- Zostawię cię na chwilę – powiedział Laneth. Toph aż spurpurowiała ze złości. Już wiedziała, co się święci.
- Oczywiście – odpowiedziała przez zaciśnięte zęby.
Mahdotonta podszedł do Azuli.
- Nie powinnaś tak sama tutaj stać – zagadnął.
- Teraz sam widzisz – prychnęła. – Nikt do mnie nie podejdzie, by porozmawiać. Nikt. Nie znoszą mnie. Najchętniej spaliliby mnie żywcem…
- Nie mów tak – przerwał Laneth, łapiąc ją za wolną rękę. – Ja tu przecież jestem! Rozmawiam z tobą i nie dbam o to, czy komuś się to podoba, czy nie.
Uporczywie wpatrywał się w jej złote oczy, aż Azulę przeszedł dreszcz. Odepchnęła jego rękę.
- To nie ma sensu, Laneth – powiedziała i odeszła do stołu z przekąskami.
Chłopak stał pod ścianą jeszcze długo, nim dotarło do niego to, co się stało. Choć wychowywany w atmosferze wzajemnego zrozumienia i łagodności, poczuł, że ma ochotę w coś uderzyć. Albo w kogoś…
Nagle na ramię Lanetha wskoczyło coś białego i puchatego.
- Momo? – zdziwił się na widok lemura. – Ale… Co ty tu robisz? Przecież Avatar zabrał cię ze sobą…
Spojrzał w stronę drzwi, które właśnie ktoś otwierał szeroko.
- Aang! – wykrzyknął Sokka. – Ty to masz wejście!
Cała Drużyna Avatara podbiegła do niego, aby go uściskać. Wszystkim spadł kamień z serca.
Jedynie Katara i Zuko zachowali dystans.
Gdy Aangowi udało się wydostać z objęć przyjaciół, podszedł do królewskiej pary. Nie poznał Katary. To już nie była ta sama dziewczyna, którą spotkał na Biegunie Południowym. Była starsza, piękniejsza i bardziej doświadczona przez los. Nosiła królewskie szaty. Była żoną Władcy Ognia… Czy jednak pozostało w niej coś, co znał? Na przykład uśmiech. I oczy. Oraz jej serce. Zawsze otwarte na krzywdę innych… I na niego.
- Nie mogłem przegapić ślubu dwójki moich przyjaciół – powiedział na początkek. – Byłem w obu Świątyniach Powietrza. Szukałem spokoju. Ta samotna podróż była mi potrzebna. Dzięki niej coś zrozumiałem. Coś ważnego.
Nie powiedział tego na głos. Nie było to proste. Był Avatarem i musiał być ponad to. Los biegł swoim torem, jego przyjaciele podorastali i wybierali swoje drogi. Ci, których kochał, rozstawali się i schodzili, jednak zachowywali pamięć o sobie nawzajem. To, co przeżyli, już na zawsze w nich pozostanie.
Katara też o tym wiedziała. Nie mogła tak po prostu zmusić Aanga, by wyzbył się wszystkich niewygodnych uczuć do niej. Teraz najbardziej liczyło się dla niej to, że był tutaj, koło niej. Że nie uciekł, nie zamknął się w sobie.
Padli sobie z Aangiem w objęcia.
- Dziękuję – powiedziała. Szepnęła mu jeszcze przepraszam, ale tak cicho, że nie była pewna, czy usłyszał.
Zuko i Aang uścisnęli sobie ręce. Przed nimi była jeszcze długa droga.

- Nie powinnaś tak spławiać Lanetha. Jest przystojny – powiedziała Ty Lee, podchodząc do stołu z przekąskami i stając koło Azuli.
Dziewczyna spojrzała na dawną przyjaciółkę zdumiona. Sadziła, że oprócz Mahdotonty nikt się do niej nie odezwie.
- Sama słyszałaś. To, że jest przystojny, jest wystarczającym argumentem, by się z nim bliżej poznać – dodała Mai, która nagle znalazła się koło nich. Uśmiechnęła się do Azuli. – Cieszę się, że wróciłaś. Miałam już dosyć bezsensownej papalaniny Ty Lee…
- Hej! Tylko bez takich! – obruszyła się dziewczyna. – Azula, powiedz jej coś! Tylko ciebie słucha. Mnie ma w głębokim poważaniu…
Nagle wszystkie trzy utonęły w uścisku.
- Dziękuję wam – powiedziała Azula cicho. – Myślałam, że nie chcecie mnie znać. Tak, jak reszta tego towarzystwa…
- Nie mówmy o tym – ucięła Mai. Nie chciała poruszać drażliwych tematów. Wciąż bała sie o kondycję psychiczną księżniczki. Zresztą sama nie miała łatwiej. Jej ojciec, jako przywódca buntu, jako jeden z nielicznych siedział teraz w zaimprowizowanym więzieniu.
- A więc co z Lanethem? – zaczęła znowu Ty Lee. Najwyraźniej tylko temat facetów był w stanie ją zainteresować. – On cię lubi. To widać.
- Ja… Nie mogę – westchnęła Azula. – On nie wie, kim byłam. Gdyby znał mnie taką, jaką byłam przed dwoma laty, nawet by na mnie nie spojrzał. No, chyba że z nienawiścią.
- Ale teraz jesteś inna, prawda? I on zna ciebie taką. To się liczy – powiedziała Ty Lee.
Inna. Zmieniła się? Czyżby? Azula sama nie wiedziała. Dziwnie się czuła. Ale jak miał czuć się ktoś, kto dwa lata miał wymazane z życiorysu? Mimo to trzeba było jakoś dalej żyć. Więc czemu nie zacząć już teraz?
- Dobra. Idę do niego. Ale jeśli coś pójdzie nie tak… Wtedy na powrót stanę się dawną Azulą – zagroziła.

Mahdotonta stał na tarasie. Podobnie jak inni, ucieszył się z powrotu Aanga, ale inne sprawy zaprzątały jego głowę bardziej.
- Czy wiesz, co robiłam ostatnim razem, gdy znalazłam się sam na sam z chłopakiem na tarasie?
Odwrócił się, choć nie musiał, by rozpoznać jej głos.
- Azula – zdziwił się. Z tego, co zrozumiał, nie chciała kontynuować tej znajomości. Co więc tu robiła? – Nie mam pojęcia. Pewnie zrzuciłaś go z tarasu, wcześniej uderzając kulą ognia i dziesięcioma piorunami. Czy tak?
- To by pasowało do historii o tym, jaka kiedyś byłam – odparła. – Zdziwiłbyś się, ile w tym prawdy. Ale nie tym razem. Niezupełnie o to mi chodziło.
- Co więc z nim zrobiłaś? Jeśli nie ogień i pioruny, to może… Pomyślmy… Wezwałaś żołnierzy, by odwalili brudną robotę za ciebie, a potem uczyniłaś go swoim więźniem?
- Jesteś złośliwy, Laneth – zauważyła. – Chyba nie tak cię wychowano. Ach, co z tobą zrobił Naród Ognia…
Położyła mu ręce na ramionach.
- Jeśli jesteś ciekawy, jak potraktowałam tamtego chłopaka, zamknij oczy.
Azula przywykła do tego, że wszyscy słuchali jej rozkazów i spełniali wszystkie zachcianki. Laneth jednak zachował się inaczej. Nie czekając na jej ruch, objął ją w pasie i pocałował.

Gdy Katara podeszła do swoich dziadków, ci uśmiechali się podejrzanie.
- O co chodzi? – spytała.
- Postanowiliśmy, że przeniesiemy się na Biegun Południowy – wyjaśnił Pakku. – Teraz to ja będę tam jedynym magiem wody, gdy ciebie zabraknie…
- A ja wrócę do domu – dodała Kana. – Nie podobało mi się na Biegunie Północnym.
- Ach, tak ciężko cię zadowolić – westchnął Pakku z rezygnacją.
Katara zaśmiała się.
- My też wracamy – oznajmił Hakoda. Popatrzył na Sokkę. – A ty, synu?
Sokka spojrzał na stojącą koło niego Suki. Nie chciał jej opuszczać.
- Ja też wracam – odpowiedział. Poczucie obowiązku wobec plemienia było w nim mocno zakorzenione.
- Czy… Czy znajdzie się miejsce dla mnie?
Wszyscy spojrzeli na wojowniczkę Kyoshi tak, jakby widzieli ją pierwszy raz w życiu. Zwłaszcza Sokka.
- Suki… Jak ja cię kocham! – wykrzyknął i rzucił się jej na szyję, powalając swoją dziewczynę na podłogę.
- Sokka, ty świrze! Zejdź ze mnie! – rozkazała, ale chłopak nie słuchał. Nie wierzył, że kiedykolwiek mu się ułoży. Teraz nie tylko jego siostrę czekało nowe życie. Jego też.

Aang usiadł koło Toph. Dziewczyna była wyraźnie nadąsana. On może nie, ale jego nastrój był równie paskudny.
- Fajnie, że wróciłeś – powiedziała. – Przeczuwałam, że wrócisz. Nie powiedziałeś jeszcze ostatniego słowa, prawda?
Aang otworzył szeroko oczy. Jak to możliwe? Tłumił to pragnienie, tłumił tę myśl, a Toph i tak wszystko wyniuchała!
- Czy aż tak bardzo to widać? – spytał. Wciąż obserwował Katarę. – A ty? Chyba też masz nienajlepszy humor.
- Nienajlepszy?! – prychnęła. – Nasz nowy przyjaciel Laneth woli towarzystwo zbzikowanej, niebezpiecznej księżniczki niż moje! I jak tu nie czuć się paskudnie?
- Zuko i Azula nieźle dali nam w kość – powiedział Aang.
- A to dopiero początek – dodała Toph.
Coś w jej głosie powiedziało Avatarowi, że nie zamierza poddać się bez walki. A on? Co mógł jeszcze zrobić?
- Razem jakoś damy radę, Toph – pocieszył ją, klepiąc ją po plecach.
Obydwoje byli samotni. Aang postanowił, że za wszelką cenę postara się dziś rozweselić przyjaciółkę. Musieli trzymać się razem.

Uroczystości weselne trwały aż do poźnej nocy. Dopiero, gdy wszyscy goście się rozeszli, Katara mogła odetchnąć z ulgą. Była taka zmęczona!
Nagle ktoś przewiązał jej oczy przepaską.
- Hej! Co to ma…
- Mam dla ciebie niespodziankę – powiedział Zuko. Wreszcie zostali sami. – Zaprowadzę cię.

Z tego, co udało jej się wywnioskować, wydostali się z pałacu. Jeśli się nie myliła, musieli być gdzieś za nim, w okolicy pałacowych ogrodów. Nie mogła się jednak zorientować, w której konkretnie części. Zrobiło jej się zimno. Wyraźnie słyszała szum wody, a z tego, co sobie przypominała, oprócz niewielkiej sadzawki żadnej wody w ogrodach nie było…
Nagle opaska opadła z jej oczu. Rozciągnął się przed nią niezwykły widok.
Na ogród otoczony wysokimi skałami padało blade światło księżyca, tworząc niezywkłą atmosferę. Po niewielkim strumyku pływały lampiony ze świecami w środku, zupełnie tak, jak na Festiwalu Świateł w Omashu. Wszędzie było pełno fontann, jednak tym, co najbardziej zdumiało dziewczynę, był lód. Sceneria przypominała jej Biegun Południowy. Na środku stała altana, otoczona śniegiem i lodowymi figurami.
- Och… Ale jak…
Katarze zaparło dech w piersiach. Natychmiast wzięła śnieg w swoje ręce. – Zuko! Jak to zrobiłeś?
- Na pomysł wpadłem już w Oazie Duchów – powiedział. – To jedyne miejsce na Biegunie Północnym, w którym rośnie trawa. Od dzisiaj w Królestwie Ognia mamy miejsce, w którym jest lód i śnieg. Będzie ci przypominał o domu. Pomogli mi magowie wody i ziemi. Nie wiem tylko, jak je nazwać…
- Tu jest pięknie – przerwała mu. – Niesamowicie…
Przeszedł ją dreszcz. Sama nie wiedziała, czy z ekscytacji, czy z zimna.
- Może wejdziemy do altany – zaproponował Zuko.
Wewnątrz było przyjemnie ciepło. Nigdy niegasnący ogień płonął na palenisku, rzucając światło na ściany ozdobione obrazami przedstawiającymi zimowe pejzaże i innymi zdobieniami.
- To ten sam ogień, który płonie w diamencie, który ci podarowałem – wyjaśnił Zuko. – Pomyślałem, że sprowadzę go jeszcze trochę i umieszczę tutaj. To takie symboliczne miejsce…
- Oaza Dwóch Żywiołów – wpadła na pomysł Katara. – Miejsce, w którym woda spotyka się z ogniem.
- Tak jak my – dodał Zuko.
Katara pociągnęła za rzemień, który spoczywał na jej szyi, i wyjęła zza dekoltu naszyjnik.
- Załozyłaś go! – ucieszył się Zuko. – Płonący Diament. Po tym, ile przysporzył nam problemów, nie sądziłem, że kiedykolwiek choćby na niego popatrzysz.
- Wiesz, o czym teraz pomyślałam? Stare przesądy mojego plemienia wcale nie są głupie. Podarowałeś mi ten naszyjnik na szesnaste urodziny i tym samym związałeś ze mną swój los. Sprawdziło się – powiedziała, gładząc powierzchnię diamentu.
- I myślisz, że niby tylko dlatego jesteśmy razem? Nie sądziłem, że jesteś taka naiwna – zadrwił Zuko. Uśmiechnął się jednak ciepło, co zepsuło efekt.
Nareszcie byli sami. Tutaj, w Oazie Dwóch Żywiołów, nikt nie mógł im przeszkodzić. Po tylu przejściach ostatecznie wylądowali w swoich ramionach. Ich usta złączyły się.
Teraz byli już jednością.

THE END

P.S.  Długo wpatrywałam się w te dwa wyrazy wyżej z niedowierzaniem. Koniec. Nawet nie macie pojęcia, ile razy zaczynałam coś pisać, i ile razy rezygnowałam. Tym razem mi się udało doprowadzić historię do końca. Może dlatego, że miałam motywację? Bardzo dziękuję Wam za to, że byliście ze mną. Dziękuję wszystkim, którzy komentowali moje rozdziały, a także przyjaciółkom, które też czytały to, co napisałam. Zwłaszcza jednej, która spóźniła się na spotkanie ze mną, ponieważ… zaczytała się w moim opowiadaniu ;)
Specjalne podziękowania dla niżej wymienionych czytelników:

milka
saya14

Easy Boy

Wonder Girl

Song

Za to, że byliście ze mną. A raczej z Zuko i Katarą :)

Zdradzę Wam, że mam jeszcze mnóstwo pomysłów. Martwi mnie jednak to, że kończą się wakacje i czasu nie będzie już tak wiele. Będę się jednak starała wciąż pisać. Może nie tak często, jak w wakacje, ale będę. Zwłaszcza, że wymyśliłam już co nieco :)

~Painted Lady

30 Komentarze

  1. Oj to my Tobie dziękujemy za to co zrobiłaś.Przyznać to musi każdy że to nie lada wyczyn napisać taką historię i doprowadzić ją do końca.Dużo się w niej działo były rozstania i nowe związki była złość i chwile trudne i za to Ci dziękuje.Mam nadzieje że dasz rade jeszcze nas zadziwić swoimi pięknymi tekstami i na takowe będę cierpliwie czekał :)

  2. To nie może być koniec! Po prostu nie! Wybacz, że wręcz krzycze, ale to niemożliwe! Dobrze. Już się uspokajam. Świetnie wymyśliłaś fabułę, początek i zakończenie. Czytałam twoje opowiadanie z zapartym tchem. Na każdy rozdział czekałam, z obcą u mnie niecierpliwością. Ta opowieść potrafiła mnie rozbawić do łez, lub wywołać wzruszenie. Nie wiem co jeszcze napisać. Masz prawdziwy talent i wyobraźnię. Czytałam wiele blogów o różnej tematyce i jeszcze więcej opowiadań. Ale do żadnego, nie przywiązałam się tak bardzo, jak do twojego. Nigdy nie czytałam takiej opowieści i napewno już nigdy nie przeczytam. Mimo że, padły te ciężkie do zniesienia słowa: The End; to nie może być koniec. Jest wiele niewyjaśnionych spraw. Jeżeli to prawdziwy koniec – będę tęsknić. Ale mam nadzieję, że jeszcze nie raz zaskoczysz nas swoją pomysłowością :) Będę tu zaglądać podczas roku szkolnego. Może jeszcze coś napiszesz – taką mam nadzieję :) Ja nie stracę nadziei i nadal będę czekać :)
    PS. Dziękuję za podziękowania :)

  3. Jeny!!!! Ty masz OGROMNY TALENT :)
    Wybacz że tak długo nie komentowałam, ale nie miałam czasu.
    Bardzo szybko mineły te rozdziały! szkoda że to koniec.
    Pewnie z polskiego masz same 6 !!!! :) ;) A jak już zaczełam o ocenach to twój blog jest najlepszy!! po prostu na 6 ;)

  4. powiem ci tak, dupa ! To nie może być koniec ! Nie dokończyłaś dalszego, żałosnego zycia Aanga. Najpierw pozbawiłaś go miłości, a teraz nie chcesz zakończyć jego życia w normalny sposob. Proponuje samobójstwo. XD Nie możesz mi tego zrobic ! informuję cie, że się nie poddam, gdyż pożycie małżeńskie może być bardzo ciekawe. Na przykład rozwód ;D. Hm, a pomyślałaś nad historią innej pary ? Mogłabyś opisać teraz życie azuli. Ooo ! Ja bym prosiła o cos jeszcze. Może taki hentai ? :>>> Wiem, okropna jestem. I wybacz. Bede bardzo tesknic za twoimi opowiadaniami !

  5. Wspaniałe opowiadanie naprawdę,muszę przyznać,że uratowałaś mi nim moje beznadziejne wakacje.Szkoda,że się kończą…Tak jak historia przez Ciebie napisana.Mam nadzieję,że jednak dotrzymasz słowa i będziesz dalej pisać.Nieważne czy tą samą opowieść (chociaż bym chciała^^).Będę przeglądać Twojego bloga i z cierpliwością czekać na nowe pomysły.Do tego czasu będę też czytać to wszystko jeszcze raz bo to mi się nigdy nie znudzi!!!
    Ps.Oby wena Cię nie opuściła droga Painted Lady i szkoła nie przeszkodziła Ci w pisaniu!!! ;)

  6. Zapraszam Cie do przeczytania nowego rozdziału na http://temari-hidan.blog.onet.pl/
    Mam nadzieję, że wspomożesz mnie radą czy po prostu wskażesz jakiś błąd. Bardzo liczę się z twoją opinią, więc byłabym wdzięczna gdybyś przeczytala to opowiadanie.

  7. Dziewczyno to jest genialne!Dokładnie w stylu avatara i wogule..(też byłam za tym żeby zuko był z katarą)Powinni to puścić jako księgę 4!(przy igloo wstawiłoby się cenzurę) ;P

  8. Księga 4: powietrze. Jest to najlepsza księga jaką kiedykolwiek czytałam. Opisuje to co najważniejsze. Miłość dwojga ludzi, którzy wbrew wszystkim są razem. Są jednością. Opowiadania, które piszesz potrafią wciągnąć czytelnika na kilkanaście godzin. Obyś nie straciła motywacji i pisała dalej o najlepszej parze, czyli Zutarze. :*

  9. Szczerze nie mogłam pisac komentarza pod kazdym rozdziałem ponieważ czytałam bez przerwy. Kocham cię za tę historie mimo iż cię nie znam<3
    jest fantastycznie wymyślona i wprowadzona w życie. ponieważ kocham Avatara i w ogóle wiem co się tam działo jak i w serii z Korrą.
    Ty wszystko fantastycznie połączyłaś:d
    Masz ajebisty talent… pisz więcej
    buziaki dobry duszku:*:*:*:*:*:*:*:*

  10. „zaczął wątpić, czy zaproszenie wszystkich swoich byłych na swój własny ślub było dobrym pomysłem.” – jebłam XDD

    No, na szczęście wpadłam na ten blog trochę później i wiem, że jest więcej o Zutarze, ale ciekawa jestem co dokładnie w tym będzie. Gratuluję ;)

  11. Wczoraj tak bardzo się nudziłam. Przypomniał mi się Twój blog, w pośpiechu znalazłam go w zakładkach. Klik, klik i już mam. Czwarta księga została pochłonięta w dwa wieczory. Uwielbiam czytać, ale to nie o to chodzi. Twoje opowiadanie tak mnie wciągnęło aż zapomniałam o Bożym świecie. Jesteś niesamowita. Chciałabym pisać tak jak Ty. Choć widać, że to są Twoje początki to i tak pisałaś fenomenalnie. Czytałam wcześniej Legendę Senny i widać równicę. Nie mogę doczekać się kiedy zacznę piątą księgę. Mam już zaplanowany jutrzejszy wieczór, ale fajnie! No cóż mogę więcej napisać? Mogę jeszcze jedno. Kiedy tak czytam Twoje opowiadanie to mam wrażenie, że naprawdę lepiej byłoby, aby to Zuko był z Katarą. Nie jest ani za kataangiem, ani za zutarą, ale jednak bardziej widzę zutarę.
    Oh, Serdecznie Pozdrawiam
    PS: Pisałam ten komentarz wczoraj wieczorem, tyle, że coś mi się działo z internetem.

    • Bardzo dziękuję za opinię. Cieszę się, że dostrzegłaś różnicę między Księgą Czwartą a Legendą Senny. Skoro ludzie ją dostrzegają, to znaczy, że ona naprawdę jest, co mnie ogromnie cieszy :) Sama bym nie pomyślała, że ta zabawa stanie się dla mnie też nauką. Jeszcze wiele przede mną, dużo muszę się nauczyć, sama to widzę. Na szczęście mam silną motywację. Jeszcze raz dziękuję!

  12. znowu potrzebuję pomocy.Jak zrobić tak jak ty zrobiłaś,że naciskamy „Księgę 4″ i wyskakują spisy rozdziałów i jak się naciśnie nazwę to wyskakuje opowiadanie.Mam nadzieje że dobrze wytłumaczyłam.
    A opowiadanie sjuuper !! Uwielbiam jak piszesz <3

  13. Ja na twoim miejscu dowiedzialabym sie jaki jest adres nickelodeon i wyslala im to niech zrobią 4 ksiege

  14. Czytałam to chyba już 4 raz w tym tygodniu i nie znudziło mi się proszę napisz jeszcze 5 księgę plisssssss
    PPS.Lalka ten pomysł nie jest zły ale chyba troche nierealny

  15. według mnie ta historia jest fajna ale zuko nie pasuje do katary i to nie ma sensu katara powinna być z Aangiem bo na tym się opiera historia legendy korry bo tam kaya bumi i tenzin to syn katary i aanga

  16. Niesamowite, jak uderzająca jest różnica pomiędzy Księgą 4, a Legenda Senny. Relacje między bohaterami są tutaj lekko powierzchowne, brakuje tej głębi co u Senny. W rozdziale, gdzie pojawiła sie Yue, spoglądająca na Sokke z góry, zastanawiałam się, co musiała sobie myśleć, widząc jak mężczyzna zdradza Suki…

    • Masz rację ;) Jest ogromna różnica między moim pierwszym i ostatnim tekstem na tym blogu. LS pisałam parę lat później, więcej wówczas wiedziałam i umiałam :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.