Book 5 Chapter 13 – Tajemnice Aeiti Ajaa

Zuko spał niespokojnie. Śniły mu się jakieś dziwne rzeczy, jedna wielka mieszanina tego, co ostatnio przeżył… Najgorsze jednak było to, że w każdym z jego snów pojawiała się Alena. Nie potrafił tego wytłumaczyć. Owszem, była piękną kobietą, ale zupełnie nie w jego typie! Dlaczego więc nie mógł wyrzucić jej z głowy? Śniła mu się tym częściej i tym bardziej natarczywie, im bardziej starał się myśleć o Katarze i przywoływać w myślach jej uśmiechniętą twarz… Na szczęście nie musiał się tym aż tak bardzo przejmować.

Po wspólnym śniadaniu ta, która tak uporczywie nawiedzała Władcę Ognia w snach, wstała i uśmiechnęła się szeroko.

- Proponuję dziś wycieczkę do wioski! – powiedziała, klaszcząc w dłonie. – Nie wiem jak wam, siostry, ale mnie siedzenie w wieży niemiłosiernie się znudziło. Oczywiście Lee i Joni idą z nami.

- Bardzo dziękujemy za zaproszenie – odparł Zuko uprzejmym, lecz stanowczym głosem – Ale dzisiaj ja i mój syn musimy przygotować się do podróży. Jesteśmy wam bardzo wdzięczni za nocleg i posiłek, ale musimy wrócić do swoich. Jeśli posiadacie jakiś okręt, albo chociaż łódź, którą moglibyśmy popłynąć na Biegun Południowy…

Im dłużej mówił, tym bardziej opuszczała go pewność siebie. Aeiti Ajaa zerkały na siebie z wyrazem uprzejmego zdziwienia.

- Lee, chyba się nie zrozumieliśmy – przerwała mu nagle Kerga. – Poznałeś wszystkie nasze tajemnice. Miałeś szansę przyjrzeć się z bliska cywilizacji, o której istnieniu nie wie nikt na świecie. Pokazałyśmy ci, na czym polega magia ducha… Czy naprawdę byłeś na tyle naiwny, by sądzić, że po tym wszystkim puścimy cię z powrotem?

Zuko i Kenaia oblał zimny pot. Tego żaden z nich się nie spodziewał. Najgorsze było jednak to chłodne, wystudiowane opanowanie Aeiti Ajaa. Na ich idealnie gładkich twarzach wciąż tkwiły zwodnicze, sztuczne uśmiechy.

- Wyspy Galean się nie opuszcza – dodała Funi. – Potomkowie tych, którzy opuścili ją przed wiekami, mieszkają teraz na biegunach. Oni byli ostatni. Od tamtej pory nikt stąd nie odpłynął.

- To jak? Idziemy? – spytała Alena, klaszcząc w dłonie.

Aeiti oddaliły się. W ślad za nimi podążyła Mineka. Była osowiała. Szła w ślad za swoimi mistrzyniami, od czasu do czasu rzucając tylko przelotne spojrzenia Zuko lub Kenaiowi.

Władca Ognia był załamany. Gdy tylko wrócił do swojego pokoju, uderzył pięścią w ścianę. Jego syn przysiadł na skraju łóżka.

- Co robimy? – spytał.

- Nie wiem – odpowiedział mu cicho. Po raz pierwszy nie miał zupełnie niczego, nawet małego zalążka planu.

- Nie martw się – pocieszył ojca Kenai. – Może w wiosce uda nam się znaleźć kogoś, kto nam pomoże… Wydostaniemy się stąd, zobaczysz!

Na zwyczajną wyprawę do wioski Aeiti Ajaa zabrały tyle, że starczyłoby im na rok lub nawet jeszcze dłużej. Wzięły ze sobą mnóstwo kufrów i pakunków, które dźwigać musieli ich służący. Przez niemal całą drogę szły jakieś kilkanaście kroków przed nimi i rozmawiały ze sobą przyciszonymi głosami. Co i raz pokazywały coś Minece; wyglądało to tak, jakby usiłowały jej coś wytłumaczyć. Zuko z niecierpliwością czekał na moment, w którym dadzą byłej wojowniczce choć chwilę wytchnienia. Musiał z nią porozmawiać… Niestety, chwila ta nie nadeszła. Jedyną chwilą, w której któraś Aeiti zwróciła na niego uwagę, była ta, w której Funi łaskawie poinformowała Kenaia, że jeszcze dziś zapiszą go do szkoły. Chłopak skrzywił się i popatrzył żałośnie na ojca, jednak żaden z nich nie mógł nic na to poradzić.

Dostali te same pokoje, które uprzednio, podczas pierwszego dnia pobytu na wyspie. Kenaia wysłano do szkoły, a Zuko pozostawiono samemu sobie.

Nowy uczeń wywołał w niewielkiej szkółce niemałą sensację. Nieczęsto przecież pojawiał się w niej ktoś, kto nie urodził się na wyspie.

Zajęcia bardzo rzadko odbywały się w budynku. Większość lekcji przeprowadzano w terenie. Nauczycielki prowadziły klasy do miasteczka, pokazując i tłumacząc różne rzeczy. Czasem szli do którejś z rzemieślniczek i uczyli się jej fachu. Zdarzało się też, że chodzili do dżungli i siadali na polanie, słuchając wykładu.

Społeczność uczniowska podzielona była na klasy. W każdej było maksymalnie po dziesięć osób. Znajdowali się w nich zarówno dziewczynki, jak i chłopcy, którzy już w tym wieku doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że czeka ich przyszłość pracza, sprzątacza bądź opiekuna niemowląt.

Gdy tylko nauczycielka ogłosiła przerwę, cała klasa otoczyła Kenaia.

- Jak się nazywasz?

- Ke… Joni.

- Skąd jesteś?

- Z Narodu Ognia.

- Z Narodu Ognia? – zdziwili się. – To tak daleko stąd!

- Kiedyś nauczycielka opowiadała nam o was – powiedziała jedna z ciemnoskórych dziewczyn. Miała prostą, zasłaniającą czoło grzywkę i lekko faliste włosy. Część z nich była spleciona w warkocze, reszta zaś spoczywała na jej ramionach w nieładzie. Wpięła w nie również kilka wstążeczek i koralików. – To przez was wybuchła ta straszna wojna. Chcieliście zniewolić inne narody…

- Obecny Władca Ognia jest inny – zaprotestował szybko Kenai, w porę gryząc się w język, by nie użyć słowa ojciec. – Zależy mu na innych narodach. Nie chce ich zniewolić, chce z nimi współpracować i pomagać im.

- Skąd masz pewność, że to nie jest tylko zwykła propaganda? Przecież nie wiesz, jaki on naprawdę jest. Może jest okrutnikiem?

- Nie wiem… Może – zmieszał się. Ich rozmowa zeszła na niebezpieczne tereny.

Wtem jednak pojawiła się nauczycielka i wszyscy zajęli swoje miejsca. Dziewczyna, która zadawała Kenaiowi tak wiele niewygodnych pytań, usiadła tuż przed nim. Mógł z bliska przyjrzeć się jej gęstym włosom i kolorowym wstążeczkom. Nie mógł wręcz oderwać od nich oczu.

Gdy lekcje się skończyły, chciał wrócić do Zuko, lecz nowi znajomi zaproponowali, by poszedł z nimi pograć w piłkę na placu. Przystał na tą propozycję. Nie chciał się do nikogo przywiązywać, wciąż żył nadzieją, że uda mu się stąd wyrwać. Mimo wszystko jednak chciał zdobyć nowych znajomych, parę życzliwych mu dusz.

Dzieciństwo było jedynym czasem, w którym chłopców traktowano na równi z dziewczynkami. Mogli bawić się w wojowników, rąbać drwa z pracującymi w tym zawodzie kobietami, a także robić wiele innych rzeczy, które na wyspie Galean były zakazane dla mężczyzn.

W końcu nadeszła pora obiadu. Wszyscy rozeszli się do domów.

- Zapraszam cię na obiad – zaproponowała Sorela, dziewczyna ze wstążkami. – Moi rodzice chętnie cię poznają.

Niewielki domek, w którym żyła, znajdował się niedaleko brzegu. Musieli przejść kawałek przez dżunglę dobrze wydeptaną przez Sorelę i jej rodziców ścieżką.

Matka Soreli była potężną, mocno zbudowaną kobietą, pracującą w zawodzie stolarza. Jej ojciec był zupełnym przeciwieństwem małżonki. Niski, chudy i dość blady jak na Galeańczyka, pracownik pralni.

Zjedl szybko, bo Sorela koniecznie chciała mu coś pokazać. Poszli na wybrzeże. To, co chciała mu pokazać, ukryte było za zaroślami.

Kenai wytrzeszczył oczy ze zdumienia.

- To łódź! – wykrzyknął. – Skąd ją masz? Chyba to jest tu nielegalne.

- Owszem – przyznała. – Ale mój ojciec bardzo lubi żeglować po morzu. Lubi też ryby – zaśmiała się. – Kiedyś, gdy był młodszy, zapuścił się dalej niż zwykle. Nie było go przez dwa dni. Na szczęście nikt nie zauważył! Opowiadał potem, że widział z daleka Biegun Południowy. Wyobrażasz to sobie? Twarde, zimne płyty… Lód, czy jakoś tak… I te białe płatki spadające z nieba…

- Śnieg? – podpowiedział Kenai.

- Tak. Śnieg… Ale skąd ty to wszystko wiesz?

- Moja matka pochodzi z Bieguna – wyjaśnił.

- Tęsknisz za nią, prawda?

Spuścił głowę.

- Tak – przyznał. – I dlatego muszę stąd uciec. Ja i mój ojciec mamy pewne obowiązki… Zwłaszcza mój ojciec.

- Będziecie mogli wziąć tę łódź. O ile rodzice się zgodzą… Ale z tym chyba nie będzie problemu.

- Naprawdę? To… Byłoby cudownie!

Sam nie wierzył w to, co usłyszał. O coś takiego właśnie mu chodziło!

- W zamian pragnę tylko jednego – powiedziała Sorela. – Powiedz mi, kim naprawdę jesteś. Wiem, że nie mówisz całej prawdy, i że twoje imię jest zmyślone. Nie potrafię tego wytłumaczyć… Po prostu czuję to.

Kenai zawahał się. Pamiętał, co mówiła dziś o Narodzie Ognia. Czy nie rozmyśli się, jeśli powie jej prawdę?

Wtedy przypomniał sobie słowa ojca. Zawsze mu je powtarzał. Mówił, że w przeszłości usłyszał je od swojej matki. Bardzo mu pomogły odnaleźć siebie i swoją drogę.

Pamiętaj o tym, kim jesteś.

- Jestem Kenai, syn Władcy Ognia, lorda Zuko, i prawowity następca tronu – powiedział. Wyczarował kilka płomieni ognia na potwierdzenie swych słów.

Sorela szeroko otworzyła oczy.

- Coś takiego! – wykrzyknęła. – Teraz rozumiem, co miałeś na myśli, mówiąc o ważnych obowiązkach! Jesteś księciem Narodu Ognia!

- To znaczy, że mi pomożesz?

- Tak. Pomogę ci.

- Ale… Dlaczego? Dlaczego mi pomagasz? Nawet teraz, gdy już wiesz, kim jestem?

Zarumieniła się lekko.

- Przeczucie. Gdy tylko cię zobaczyłam, wiedziałam, że muszę ci pomóc. Kolejna rzecz, której nie potrafię wyjaśnić – zakończyła z uśmiechem. – Poza tym… Lubię cię.

Chłopak zmierzwił włosy.

- Ach… Tak – odparł, też się rumieniąc. Otrząsnął się. – Idę do ojca powiedzieć mu o wszystkim. Oby się udało!

Zuko chodził bez celu po wiosce. Nie wiedział, gdzie się podziać ani co począć. Chciał porozmawiać z Mineką, ale ta jak na złość cały czas spędzała wśród Aeiti Ajaa. Zamknęły się w domu, potem razem wyszły do dżungli. Gdy wróciły, znów zniknęły…

Zrezygnowany Zuko postanowił w końcu wybrać się do łaźni.

Gdy pojawił się w holu, podszedł do niego pracujący tam mężczyzna.

- Ty jesteś Lee, prawda?

Skinął głową.

- Prywatna łaźnia już czeka – oznajmił, uśmiechając się życzliwie. – Proszę za mną.

Władca Ognia ucieszył się. Już obawiał się, że każą mu siedzieć w części publicznej… Na szczęście chyba zrozumieli, że nie przywykł do tutejszych zwyczajów.

Mężczyzna ukłonił się i zostawił go przed drewnianymi drzwiami. Już zupełnie zrelaksowany Zuko wszedł do środka. Jakie było jego zdziwienie, gdy odkrył, że w parującej łaźni ktoś na niego czeka.

Spanikowany zakrył się ręcznikiem.

- Wreszcie jesteś, Lee. Czekałam na ciebie… A ty przyszedłeś sam, nawet nie musiałam używać magii ducha!

- Bo użyłaś podstępu, Aleno – warknął. – Wychodzę.

Aeiti zacmokała.

- Nigdzie nie idziesz – rzekła i Zuko poczuł nagle przemożną chęć, aby usiąść w wodzie razem z Aleną.
Ocknął się dopiero wtedy, gdy siedział już koło niej.

- Znów to zrobiłaś! – wykrzyknął.

- Z natury jestem niecierpliwa – odparła od niechcenia. – Czy wiesz, ilu dałoby sobie głowę uciąć, by znaleźć się na twoim miejscu? Zaproszenie którejkolwiek Aeiti jest zaszczytem, to zasada numer jeden. Zasada numer dwa: Aeiti się nie odmawia.

- Ale… Dlaczego? – wyjąkał.

- A ile można patrzeć wciąż na te same twarze? Znudzili mnie już moi służący. Ty jesteś czymś innym. Czymś oryginalnym…

Przysunęła się w jego stronę. Zuko odsunął się.

- Nie obchodzi mnie, kim jesteś, ani jakie zasady panują na tej przeklętej wyspie! Ja mam żonę, rozumiesz? Wychodzę!

Alena warknęła z niecierpliwością. Zuko znów poczuł, jak ogarnia go obce, przemożne pragnienie, żeby objąć ją i pocałować. Magia ducha… Nie miał pojęcia, jak się przed nią bronić. Powtarzał w myślach imię Katary, mając nadzieję, że to go uratuje. Katara. Katara, Katara, Katara…

Ręka, którą bezwolnie wyciągał w stronę Aleny, cofnęła się.

- O! To coś nowego – zdziwiła się Aeiti. – Jeszcze nigdy nie widziałam, by ktoś obronił się przed moim mentalnym nakazem. Musisz mieć wyjątkowo silną wolę…

- Dość tego – rzekł Zuko. Wstał, założył ręcznik i udał się do wejścia.

- Czy naprawdę jestem tak odstręczająca, lordzie Zuko?

Władca Ognia gwałtownie zbladł. Powoli obrócił się w stronę kobiety.

- Skąd… Skąd znasz moje imię?

Zaśmiała się.

- Och, jaki ty jesteś naiwny! Ty i twój synek Kenai. Wiem o tobie wszystko. Wiem, że jesteś Władcą Ognia, że byłeś banitą… Widziałam tą, która tak namąciła ci w głowie, twoją nieposłuszną córkę, szaloną siostrę, Avatara. Wiem, skąd masz swoją bliznę…

Zuko przeraził się nie na żarty.

- Skąd to wiesz?! – wykrzyknął.

- Czy śniłam ci się może ostatnio? Czy nie widziałam w twych snach całego twojego życia?

- Nie! – krzyknął i złapał się za głowę. To już przekraczało granice jego pojmowania.

Wybiegł z łaźni, nie oglądając się za siebie. Słyszał tylko okrutny, drwiący śmiech Aleny.

Władca Ognia aż cały się trząsł. Wiedział, że tej nocy nie zaśnie. Bo jak niby mógł spokojnie spać ze świadomością, że jakaś podstarzała erotomanka w ciele młódki grzebie w jego głowie?

Z wściekłości skierował się w stronę domu Aeiti Ajaa, jednak skręcił szybko do dżungli, niechcąc, by ktoś go zauważył. Jakie byłó jego zdziwienie, gdy przy niewielkim strumieniu ujrzał kogoś, kogo od rana szukał.

- Mineka! – zawołał. – Stój! Muszę z tobą porozmawiać!

- Nie wolno mi z tobą rozmawiać – odpowiedziała. Rozglądała się nerwowo na boki. – Aeiti mi zabroniły…

- Czy to prawda? Czy wszystkie możecie szpiegować moje sny?

- Skąd… Skąd wiesz? – wydukała.

Zaśmiał się ironicznie.

- Od Aleny, oczywiście! Zaciągnęła mnie ze sobą do łaźni. Kiedy okazało się, że tak łatwo jej ze mną nie pójdzie, wkurzyła i się i palnęła o parę słów za dużo.

Mineka oniemiała. Zuko spojrzał na nią wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu.

- Wy wszystkie wiecie, kim naprawdę jestem. I ty też.

Westchnęła.

- Tak, Zuko – odparła po chwili. – Ja też.

- Dlaczego? – nie mógł zrozumieć. – Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?

- Nie mogłam! Aeiti od razu by się o tym dowiedziały. One kontaktują się nawzajem przez sen. Ja też posiadam tę umiejętność. Pierwszego dnia twego pobytu na wyspie przekazałam im, że się zbliżamy. Tak, wkradłam się do twoich snów… Ale wierz mi, nie zapuszczałam się zbyt daleko. Potrzebowałam tylko niezbędnych informacji: twojego imienia, pochodzenia, związków z Avatarem…

- Związków z Avatarem?

- Nigdy nie trafiłbyś na tę wyspę, gdybyś nie miał z nim nic wspólnego. To moc pradawnego czaru Aeiti przyciągnęła tu ciebie i twojego syna. Wierzą, że dzięki temu złapią kiedyś w sidła samego mistrza czterech żywiołów. One cię teraz nie puszczą, ani ciebie, ani Kenaia. Wierzą, że dzięki wam zwabią tu Avatara… Tak na dobrą sprawę, gdyby nie ich czar, nie przeżylibyście tamtego sztormu. Wyspa przyciągała was mocniej niż objęcia śmierci.

Zuko powoli zaczął wpadać w panikę. Avatar. Ile już przez niego miał w życiu problemów! A teraz w to wszystko jeszcze wplątany został jego syn! Poza tym myśl, że zawdzięcza życie komuś takiemu jak Aeiti, była tak ironiczna i groteskowa, że aż pokręcił głową z niedowierzaniem.

Nagle jego wzrok padł na szramę, która biegła aż od szyi Mineki do prawego ramienia. Wyglądała na świeżą. Teraz zrozumiał, czemu znalazł kobietę nad tym strumieniem. Wyglądało na to, że przyszła ją obmyć.

- Kto ci to zrobił? – spytał, wskazując na ranę. Kobieta zasłoniła się szybko, jednak było już za późno. Zacisnęła usta. Nie odpowiedziała.

- To Aeiti! – domyślił się. Chwycił ją za ramiona. – Dlaczego?! Dlaczego pozwalasz się im tak traktować?! Jesteś wojowniczką, mogłabyś zabić je wszystkie we śnie, i nawet by nie poczuły!

- Zasłużyłam na to – odparła zduszonym głosem. – Źle wykonałam ćwiczenie, które zleciły mi dzisiaj podczas szkolenia.

- Mineka, nie możesz być jedną z nich. To wariatki! Skrzywdziły cię! Musisz stąd uciec…

- Nie mogę! – wykrzyknęła mu w twarz. – Muszę już wracać. Jutro już nie porozmawiamy, bo Aeiti zarządziły, że wracamy do wieży. Wy zostaniecie tutaj, w dolnej wiosce. Ale… Jeśli pozwolisz… Pojawię się w twoich snach. Ostrzegę cię, gdy tylko dowiem się, co dokładnie planują.

- A jeśli któraś z nich cię wyprzedzi? Co wtedy?

- Tego nie musisz się obawiać – uspokoiła go. – Gdy znajdą się tak daleko od ciebie, nie zdołają dostać się do twoich snów. Akurat w tej dziedzinie tylko ja mogę się pochwalić takim talentem. Mogę podróżować po snach dowolnej osoby, bez względu na dzielącą nas odległość. Jedynym warunkiem jest to, czy ją znam.

- Dziękuję – powiedział Zuko. – Sama rozumiesz. Muszę wydostać się stąd jak najprędzej…

- Jesteś Władcą Ognia. Rozumiem.

Odwróciła się, aby odejść, lecz Zuko chwycił ją za rękę.

- Ty też musisz się wyrwać, Mineka – powiedział. – Pamiętaj o tym, kim jesteś. Nie pozwól sobą pomiatać….

Jej dłoń wolno wyślizgnęła się z jego dłoni, gdy zniknęła w ciemnościach.

Zupełnie załamany Zuko wrócił do miejsca, które tymczasowo musiał nazywać domem. Jego syn już tam na niego czekał. Wyglądał na podekscytowanego.

- Tato! Już wiem, jak możemy stąd uciec! – poinformował.

Mężczyzna zwrócił na niego oczy, a Kenai rozpoczął swoją opowieść. Zuko czuł, jak z każdym kolejnym słowem syna rozpiera go coraz większa duma i nadzieja. Na szczęście mieli dużo czasu na rozmowy i ułożenie planu. Tej nocy, ostatniej w tak bliskim sąsiedztwie wszystkich Aeiti Ajaa, nie mogli przespać.

P.S. Bardzo chciałam podziękować wszystkim za wspaniałe, inspirujące komentarze! Bardzo się cieszę, że nie są to zdawkowe, krótkie zdania, lecz prawdziwe dyskusje o fabule opowiadania. Szczególne podziękowania kieruję do Song za jej cudowny wiersz inspirowany moim opowiadaniem, który naprawdę podniósł mnie na duchu!
Zachęcam Was również do odwiedzenia mojej galerii na deviancie. W międzyczasie zajmuję się rysowaniem. Narysowałam już całkiem sporo obrazków z postaciami z A:TLA, a także z bohaterami mojego opowiadania :)

~Painted Lady

5 Komentarze

  1. Wspaniałe!Strasznie się uśmiałam w pewnym momencie,chyba przy tej podstarzałej erotomance hahhaha xD ale bądźmy poważni.Zuko i Kenai znaleźli sposób na uczieszkę z tego wariatkowa,tak?Oby zrobili to jak najprędzej i wzięli ze sobą Minekę.Biedna kobieta,te Aeiti są okrutne!

  2. Dziękuję :) Nie wiedziałam, że tak ci się spodobał mój wierszyk :) Ale się śmiałam przy scenie z Zuko i Alaną :) Komiczne. Z tą erotomanką też :) XD A ta dziewczynka jest the-best! Ale Kenai się chyba nie zakochał, prawda? :) Super. Ciekawa ta scena z Zuko i Alaną… Naprawdę ciekawa… :)

  3. Tak było śmiesznie :)
    Ale mnie bardziej ciekawi po co jest im potrzebny Aang
    cóż trzeba czekać dalej :PP

  4. Jejku, jakie to niesamowite uczucie – czytać to teraz, po raz drugi, gdy zna się już przyszłość… Kto by pomyślał, że to niewinne spotkanie młodego Księcia Narodu Ognia i mieszkanki Galeanu pociągnie za sobą tak daleko idące konsekwencje? Swoją drogą, trudno uwierzyć jaki w przyszłości utworzy się paradoks, to ostatecznie Renna wygra z ciemnością, która spowija teraz jej serce, a to Kenai na wiele lat się w niej zatopi, porzucajac dziecięcą naiwność i dobroć serca…

    • Aż sama nabieram chęci na przeczytanie wszystkich części od początku :) Ja też lubię wracać do czegoś, co już czytałam/oglądałam, i analizować to pod nowym kątem. Wrażenia są zupełnie inne!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.