Mahaya [2]

Witajcie! Wśród was pewnie jest wielu, którzy zwątpili w to, że jeszcze kiedykolwiek na tym blogu pojawi się nowy wpis. Cieszę się, że mogę was zaskoczyć. Choć to nie mnie powinniście dziękować, lecz Paranoi96, która jest autorką poniższego opowiadania o losach Cahai po zakończeniu Wielkiej Wojny. Głównym tematem są jej skomplikowane odczucia wobec Makkeda. I on sam również się pojawi. Nie tylko fani pary Cahaya/Makked powinni być zadowoleni!

Po przeczytaniu tego opowiadania uświadomiłam sobie, jak bardzo tęsknię za moimi bohaterami i umieszczaniem notek na tym blogu. To była dla mnie wspaniała przygoda. Ale o tym już pewnie wiecie ;)

Jeśli ciekawią was moje losy, a także nowinki ze świata Avatara, zachęcam do odwiedzenia oficjalnego fan page’a mojego bloga na Facebooku. Możecie mi też zadawać pytania na Wywiaderze – na wszystkie odpowiadam! A gdybyście po prostu chcieli napisać do mnie prywatną wiadomość lub przesłać swoją pracę (opowiadanie, rysunek) związaną z moimi opowiadaniami, pozostaję do waszej dyspozycji pod adresem mailowym painted-lady@wp.eu.

Wielkie podziękowania dla Paranoi96 i gorące pozdrowienia dla wszystkich czytelników tego bloga!

~Painted Lady

***

— A co się stało z Makkedem? — zapytała nagle Daso.
Cahaya zesztywniała.
— Nie żyje — odparła w końcu, nie wdając się w zbędne szczegóły.[1]

1.
Kiedy Cahaya dowiedziała się, że ciało Makkeda zniknęło, wzruszyła obojętnie ramionami i szybkim krokiem oddaliła się od zatrwożonego posłańca. Nie obchodziło ją to, czy ktoś zdecydował się urządzić pochówek, czy może rodziny ofiar postanowiły rozprawić się ze szczątkami mordercy. Cieszyła się, że nareszcie zyskała spokój, jakiego nie doświadczyła od wielu lat. Na całe szczęście Senna, pomimo swojej naiwności i nieprzewidywalności otaczających ją ludzi, przeżyła. Daso i Kenai zaprzestali prób przejęcia władzy nad odrodzonym Narodem Ognia. Wszystko zaczęło się układać, chociaż blizny powstałe w trakcie walk miały już na zawsze lśnić w umysłach zarówno tych młodych, niedoświadczonych wojowników, jak i weteranów.

2.
Szkoda, że miesiące po tym wydarzeniu, Cahaya wciąż śniła o wojnie.
Uważana była za niewiarygodnie silną kobietę, tymczasem wspomnienia z pola bitwy często doprowadzały ją na skraj załamania nerwowego. Negatywnych odczuć nie wywoływał jednak widok krwi czy rozczłonkowanych ciał. Nie, to podświadomość usiłowała jej przekazać, że w tych wspomnieniach czegoś brakowało, czegoś niebywale istotnego, co uparcie ją męczyło i nie dawało wytchnienia. O czymś zapomniała… Co takiego ważnego wypadło jej z głowy? Co takiego pragnęło o sobie przypomnieć, skoro Cahaya, mimo że niechętnie, pamiętała Wielką Wojnę z jej najdrobniejszymi szczegółami?
Ca… Cahayo… Powiedziałaś, że zabiłaś Makkeda, ale… jego ciało zniknęło.

3.
W dniu ostatecznego zakończenia Wielkiej Wojny, zwracanie uwagi na Makkeda nie należało do jej priorytetów. Wolała zapomnieć, że kiedykolwiek zmusiła się do zabicia; może i mordercy nieposiadającego skrupułów, ale mimo wszystko człowieka. Siedemnastoletniego chłopaka, przed którym roztaczały się ogromne możliwości; gdyby tylko nie popełnił błędów, za jakie przyszło mu zapłacić…
Niefortunnie spotkali się w trakcie wyniszczającej wojny, a wtedy Cahaya była młodsza, zdecydowanie bardziej nieustępliwa i, na dokładkę, ogromnie Makkedem gardziła. Ale nie planowała go zabijać. Niestety czarę goryczy przepełniła próba morderstwa jej siostry, co nie było ze strony Makkeda najlepszym pomysłem. Chciał skrzywdzić Sennę? W oczach Cahai był skończony.

4.
Jednak czasami, kiedy przerażające sny mieszały się z jawą, Cahaya rozpamiętywała moment, w którym Makked jej zaimponował. Zastanawiała się wówczas, czy – jeśli poznaliby się w innych okolicznościach – mógłby on stać się dla niej kimś bliskim. Gdy chciał, potrafił być ujmujący i merytoryczny; idealnie wytykał błędy w rozumowaniu Cahai, nie przejmując się jej wybuchowymi reakcjami. Walczył z niewyobrażalną jak na nie-maga precyzją. Tylko jego dziecinne poczucie humoru nie należało do wysublimowanych, lecz Cahaya zdołałaby je znieść.
Dlaczego była taka sentymentalna w myśleniu o Makkedzie? Nie umiała tego wyjaśnić. Nie darzyła go cieplejszymi uczuciami, więc skąd brały się u niej takie rozważania?

5.
Nieprawdopodobna możliwość uderzyła w nią jak grom z jasnego nieba, niemal zwalając z nóg i uniemożliwiając oddychanie. Brakująca część układanki idealnie wpasowała się w pozostawioną lukę, przez co kostki domina, długo i starannie układane – jedna przed drugą, druga przed trzecią i tak w nieskończoność – runęły, tworząc kompletnie nowy obraz. Czy to z tego powodu od tygodni z dziwną sentymentalnością wspominała postać Makkeda?
A jeśli Makked – niewiarygodnym przypadkiem, wręcz cudem – przetrwał zetknięcie z piorunem i dlatego jego ciało zniknęło z pola walki?
Nie, to nierealne. Cahaya widziała jego gasnące oczy i słyszała słabnący oddech.
Makked umarł. Nic nie mogło tego zmienić.

NIEOKREŚLONY CZAS PÓŹNIEJ

Cahaya wzdrygnęła się, gdy kołatka umocowana do drzwi wejściowych zastukała kilkukrotnie, całkowicie wytrącając ją z zamyślenia. Z roztargnieniem spojrzała na skrojone na desce warzywa i zacisnęła wargi, przerzucając je szybko do dużej miski. Miała ochotę siarczyście przekląć, a nie robiła tego od tak dawna! Nie wypuszczając noża z ręki, podeszła do okna, próbując przez nie dojrzeć, kto zaszczycił ją swoją obecnością. Nie oczekiwała żadnych gości, więc ktokolwiek zaplanował te odwiedziny, spotka się z niemiłym rozczarowaniem.
Cahaya przycisnęła nos do szyby, lecz nikogo nie dostrzegła. Wywróciła oczami z poirytowaniem. „Gość” prawdopodobnie znał ją na tyle, żeby wiedzieć, że nie lubi wpuszczać do domu niezapowiedzianych indywiduów. Niewątpliwie skrył się za kolumienką, której wyburzenie Cahaya planowała od dłuższego czasu.
Ze zmarszczonymi brwiami przeszła przez korytarz, zręcznie omijając nieszczęsny stołek, o który wszyscy się zwykle potykali, żeby zaraz znaleźć się przy jasnobrązowych drzwiach.
Dźwięk metalowej kołatki na powrót wypełnił pomieszczenie.
Cahaya pociągnęła za klamkę, już szykując w myślach odpowiednią tyradę, po której niezapowiedziany gość ani chybi zmieniłby nawyki, ale widok skulonego, czarnowłosego mężczyzny sprawił, że znieruchomiała. Kojarzyła tę okrągłą, nieco dziecinną, ale już tężejącą twarz; te duże, szare, teraz zbyt jasne oczy i kręcone, opadające na czoło włosy.
Omal nie wykrzyknęła „Makked!”, gdy mężczyzna zerknął na nią spod sinych, opadających powiek. Prawie go nie rozpoznała, tak mocno się zmienił! Ale… czy to naprawdę on? Podejrzewała, że nie pomyliła się w swoich wcześniejszych przypuszczeniach, choć wolałaby, żeby tak było. Serce podskoczyło jej do gardła, a żołądek przekoziołkował, co wywołało falę mdłości.
Jeśli Makked przeżył, to jaką cenę za to płacił? Wyglądał jak sama Śmierć – z potarganymi, uwalonymi krwią włosami, pociachaną bliznami twarzą, białymi, niewidzącymi oczami i workowatymi, umazanymi czerwoną posoką ubraniami, które z pewnością widywały lepsze dni. Z ledwością utrzymywał się na trzęsących się nogach. Jedno ramię przyciskał do krwawiącego brzucha, drugim opierał się o szorstką ścianę. Prezentował się żałośnie, a wygląd ten tylko rozmiękczył stwardniałe serce Cahai.
Cahaya nabrała powietrza do płuc, nie wiedząc, jak zareagować. Palce jej prawej ręki, zakleszczone na rękojeści noża, rozluźniały się z każdą mijającą sekundą.
— Co ty… Co ty tutaj robisz?! — zawołała, starając się zapanować nad ogarniającą ją paniką.
— Witaj, Cahayo — wymamrotał Makked, nim osunął się na kolana.
Cahaya wypuściła nóż z dłoni, instynktownie chwytając wychudzonego mężczyznę w ramiona. Teraz była stuprocentowo pewna, że to Makked. Nigdy nie zapomniałaby tego wyjątkowego głosu.
— Wiedziałem, że nie pozwolisz mi upaść — wychrypiał z lekkim rozbawieniem. — Nie po raz drugi.
„Zakochałem się w tobie”, wypowiedziane tuż przed końcem Wielkiej Wojny, dźwięczało w uszach Cahai, kiedy wtargała Makkeda do domu i zatrzasnęła za sobą drzwi.