Historia Chen. Rozdział 1 – Spotkanie

Kiedy planowałam Legendę Senny, postanowiłam podzielić ją na cztery części. Każda z nich miała się wiązać z miejscem, w którym akurat przebywała główna bohaterka, bowiem to ono stanowiło centrum wydarzeń. I tak w części pierwszej śledzimy losy Księżniczki Biegunów w ogarniętym tyranią Jian Hong Mieście Ludów, w części drugiej przenosimy się do kosmopolitycznego Miasta Republiki, a w trzeciej trafiamy do Ba Sing Se, najwspanialszego miasta na świecie, w którym zapadła decyzja o rozpoczęciu wojny będącej osią wydarzeń ostatniej części opowiadania.

Tworząc Legendę Senny, starałam się, aby wydarzenia w każdym z najważniejszych miast zostały dokładnie opisane. Niestety, nie miałam aż tyle wolnego czasu, ile bym sobie życzyła, więc zdarzało mi się omijać w opowiadaniu długie miesiące, aby popchnąć akcję do przodu. Tak też stało się z częścią trzecią rozgrywającą się w Ba Sing Se. Jestem z niej zadowolona, ponieważ mogłam ukazać w niej bezpośrednią przyczynę wojny, czyli Konferencję Zjednoczonej Republiki Narodów, która przeszła do historii jako Krwawa Konferencja. Jednocześnie żałuję, że nie mogłam poświęcić więcej miejsca bardziej przyziemnym sprawom, takim jak codzienne życie głównych bohaterów w pałacu Meiji Fenga i Renny.

Od czego mam jednak was, czytelników? Wy zawsze przychodzicie mi z pomocą, sprawiając mi prezenty, których nawet bym się nie spodziewała :) Dlatego też chciałam bardzo podziękować Adzie, która zainspirowana literackimi poczynaniami Paranoi96 podjęła się napisania własnego, krótkiego opowiadania o życiu Chen w Ba Sing Se, z którego możemy się dowiedzieć czegoś więcej o jej miłości do Yuna, nienawiści do Senny oraz sympatii do Iroh, która być może – w innych, lepszych czasach – mogłaby się przerodzić w coś więcej. Wszak Chen była ostatnią, w której żyłach płynęła krew arystokracji Narodu Ognia, co czyniłoby z niej idealną potencjalną kandydatkę na żonę dla pierworodnego syna Renny, Wiecznej Księżniczki Narodu Ognia. Nie ulega też wątpliwości, że Chen byłaby o wiele szczęśliwsza bez swojego toksycznego i fatalnego zauroczenia Yunem.

Gdyby nie Ada i jej opowiadanie, nigdy głębiej bym się nie zastanowiła nad tą możliwością. Dziękuję!

UWAGA! Akcja poniższego opowiadania rozgrywa się równolegle z i bezpośrednio po wydarzeniach opisanych w Rozdziale 27 – Valje.

~Painted Lady

***

Chen cierpko wpatrywała się w swoje dłonie. Tej nocy nie mogła zasnąć. Obracała się z boku na bok, aż w końcu usiadła. Tyle myśli kłębiło się w jej głowie. Przeżycia ostatnich dni pozostawiły niezatarte blizny na jej duszy. Oddanie, z jakim poświęciła życie Hua, z tęsknoty za siostrą było niezwykłe. Imponowało jej. Na początku było jej smutno, ale wydarzenia następnych dni zmyły smutek niczym morskie fale zmywały odbicia stóp na piasku. Tyle się wydarzyło. Poznała pułkownika Iroh. Ten gość ją denerwował. Podczas gdy ona musiała radzić sobie z brutalnością życia w Narodzie Ognia, o tyle on mieszkał sobie jak król w wielkim domu, przypominającym pałac. Ba, miał nawet służących! Na myśl o nim Chen robiło się gorąco ze złości. Długo rozmyślała, co by było gdyby…. Ale życie toczyło się tu i teraz. I nie można było temu zaprzeczyć. Jeszcze ten śmieszny sojusz z tą idiotką z bieguna! Nienawidziła Senny. Tak bardzo jej nienawidziła. Kiedy myślała, że ona i Yun, JEJ Yun mogli… spać ze sobą… robiło się jej niedobrze. To ona powinna być na jej miejscu! To ona powinna w chłodne wieczory otulać się ramionami mężczyzny, którego kocha, to ona powinna słuchać pochlebstw z jego ust i czuć ciepłe pocałunki, na swej szyi… To było takie niesprawiedliwe! Spojrzenie dziewczyny powędrowało w stronę winowajczyni jej bezsenności. Spostrzegła, że łóżko było puste… Z rozmyślań wyrwał ją jakiś hałas. Ktoś na dworze rozmawiał. Chen zignorowałaby to, gdyby nie znajome skomlenie… To na pewno ten zwierzak! Dziewczyna założyła buty, zarzuciła na siebie płaszcz i wyszła na dwór. Wtem, nagle zobaczyła Iroh i Sennę! Co oni robili o tej porze? Czyżby to była schadzka? Może Senna zdradza Yuna? To byłoby wspaniałe. Ale raczej nierealne. Senna to potulny piesek, który nigdy nie mógłby zamienić się w demona pożądania. Chen śledziłaby ich, ale odjechali i dziewczyna mogła się tylko wpatrywać, jak znikają w odmętach ciemności.

***

Chen spała niespokojnie. Co chwilę budziła się i zastanawiała, co zrobiła nie tak. Czy czymś zdenerwowała Yuna? Czy go jakoś obraziła, znieważyła? Robiła, co kazał, zawsze stała wiernie u jego boku. Dlaczego więc, on wybrał Sennę? Dlaczego?! Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Szybko otarła ją jednym ruchem ręki, by po chwili zamknąć oczy i spróbować zasnąć. Rano wstała pierwsza. Ze zdziwieniem odkryła, że Senny nadal nie ma w pokoju. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Yun na pewno się zdenerwuje, gdy zobaczy, że jego ukochana wieśniaczka uciekła z tym całym Iroh. Głośno ziewnęła. Wiedziała, że chłopak ma lekki sen i zaraz się przebudzi. W Mieście Ludów nie można było spać spokojnie. Tutaj tez mogło czaić się niebezpieczeństwo. Wtem, czarnowłosy otworzył oczy i jednym ruchem odciągnął od siebie kołdrę w kolorze zieleni. Pierwszym, co zrobił, było pytanie o Sennę. Chen z satysfakcją wyprostowała się i odrzekła, że nie wie, ale w nocy słyszała jak się gdzieś wymyka. Spojrzała na chłopaka. Jego dłonie już zaciskały się w pięści, a na twarzy malowała się złość. Tonraq i Zhong się obudzili. Przetarli oczy ze zdziwieniem i zaczęli zadawać te same pytania, co Yun. Chen nie zdążyła odpowiedzieć, bo do pokoju wpadł posłaniec. Gdy dziewczyna usłyszała, co się stało, szklanka z wodą, którą trzymała w ręce upadła i roztrzaskała się na miliony kawałeczków.

***

Chen wolała nie myśleć o tym, co przed chwilą usłyszała. Ona. Ta wieśniaczka. Z bieguna. Cholera! Znów cały świat będzie się kręcił wokół niej. Jakim prawem?! Dziewczyna opanowała emocje i postanowiła się uspokoić. Musi pomyśleć. Senna Księżniczką Narodu Ognia. Niedobrze.
Gdyby jej rodzice żyli, z pewnością nie byliby z niej dumni. Zawiodła. Ale skąd mogła wiedzieć? Jedynym, co mogła teraz zrobić, było schowanie prywatnych spraw do kieszeni i przeproszenie Senny. To znaczy, Valje. Te słowa ciężko było jej przełknąć. Za każdym razem, gdy patrzyła na Jej Wysokość, uczucia w jej głowie zaczynały wariować. Nienawidziła jej. Ale musiała ją szanować.

***

Od minionych wydarzeń, Chen i jej przyjaciele zamieszkali w domu pułkownika Iroh. Chen nie miała z nim wiele kontaktu. Ciągle gdzieś gonił, coś załatwiał. Widywała go czasem i za każdym razem miała wrażenie, że patrzy na jeden z gobelinów w zniszczonym pałacu, w Mieście Ludów. Był tak podobny do wszystkich tych władców, których zabrał czas, wojny i rebelie. Pewnego wieczoru Chen nudziła się niemiłosiernie. Zhong i Tonraq byli w bibliotece, a Yun i Valje jedli razem kolację. Chen zmarszczyła brwi. Kolejna rzecz, którą Księżniczka jej zabrała. Wspólne wieczory.
Dziewczyna siadła przed toaletką i zaczęła rozczesywać swoje długie włosy, które nabrały trochę koloru i połysku. Upięła koka, a jeden lok puściła swobodnie na twarz. Ubrała suknię w kolorze zieleni i wyszła się przewietrzyć. W domu Księżniczki Renny mieścił się piękny ogród. Mała, kamienista ścieżka prowadziła do labiryntu z żywopłotu. Gdy odnalazło się dobrą drogę, można było dojść do pięknej fontanny z wizerunkiem dwojga kochanków. Chen szukała już kiedyś tej drogi, lecz za każdym razem gubiła się. Wyszła na świeże powietrze i udała się w kierunku ogrodu. Jakież było jej zdziwienie, gdy na kamiennej ławce zobaczyła nikogo innego jak Iroh. Kiedy mężczyzna ją zauważył podniósł się szybko i zaczerwienił. Chen zrozumiała, że nie lubił okazywać przy kimś słabości. Dziewczyna rozumiała go. Pułkownik ukłonił się.
- Dobry wieczór – powiedział, patrząc na rozgwieżdżone niebo – Idziesz do labiryntu?
- Tak – odparła Chen. Nie miała ochoty na towarzystwo i miała zamiar zbyć pułkownika.
- Czy mogę ci towarzyszyć? – zapytał nieśmiało. Dziewczyna zamyśliła się. Mężczyzna może doprowadzić ją do fontanny, która chciała zobaczyć.
- Tylko, jeśli pokażesz mi serce tego miejsca – powiedziała zagadkowo. Iroh od razu domyślił się, o co jej chodziło.
- Masz na myśli fontannę? Nigdy jej nie widziałem – oznajmił.
- Jak to? Mieszkasz tu tyle lat i nie znasz nawet własnego ogródka? – zapytała z irytacją dziewczyna.
- To długa historia – odparł i wskazał jej, by szła pierwsza.

***

Szli już dziesięć minut i żadne z nich się nie odezwało.
- Jak ci się u nas mieszka? – zagadnął Iroh, by przerwać niezręczną ciszę.
- Dobrze, dziękuje. W sumie nigdy nie mieszkałam w lepszym miejscu. W Mieście Ludów spałam albo na brudnej ziemi, albo na zimnej podłodze, jak miałam szczęście – odparła dziewczyna. Nie zatrzymywali się ani na chwilę.
- Ślicznie wyglądasz – powiedział mężczyzna. Mówił szczerze. Dziewczyna zatrzymała się. Spojrzała mu w oczy i zapytała:
- Mówisz tak każdej dziewczynie?
- N-nie… Nie chciałem cię urazić, przepraszam – odparł pośpiesznie. Policzki Chen zaczerwieniły się. Tym razem nie ze złości.
- To ja przepraszam. Wiem, że ciężko się ze mną porozumieć. Nie ufam ludziom. Zbyt wiele danych mi obietnic zostało złamanych, bym mogła być zwykłą dziewczyną.
Iroh zamyślił się. Nie wiedział, co powiedzieć. Nie musiał jednak nic mówić, bo dotarli na miejsce. Mężczyzna nie dowierzał. To nie mogło dziać się na prawdę…
- Jak tu pięknie – wyszeptała Chen. Nie kłamała. W dużych koszach rosły piękne kwiaty, które można było spotkać tylko w tym miejscu. Ułożone w krąg, w którego środku mieściła się fontanna. Umięśniony mężczyzna obejmował czule dziewczynę i patrzył jej w oczy. Było bardzo romantycznie. Chen podeszła bliżej i zobaczyła, że na wodzie pływają zgaszone świeczki w kształcie kwiatu lotosu.
- Zamknij oczy – polecił Iroh. Dziewczyna obróciła się i zakryła oczy rękami. W tym czasie mężczyzna zapalił wszystkie świeczki. Dziewczyna otworzyła oczy i zaniemówiła z wrażenia. Usiadła na skraju fontanny i spojrzała w granatowe niebo. Księżyc srebrzył się pośród gwiazd. Iroh usiadł obok niej. Siedzieli w zupełnej ciszy, aż mężczyzna wstał i powiedział:
- Mam jeszcze dużo pracy. Wybaczysz mi?
- Oczywiście – odparła Chen. Mówiąc to poczuła dziwny ucisk w klatce piersiowej. Nie wiedziała, co to za uczucie. Szybko je zignorowała.
- Dasz sobie radę?
- Przeżyłam w Mieście Ludów to z labiryntu tez wyjdę – uśmiechnęła się.
- A więc… Do zobaczenia – ukłonił się i wyszedł pośpiesznie. Chen wpatrywała się w to niezwykłe miejsce i żałowała, że nie ma tu Yuna. Tak bardzo go kochała. Po chwili poszła w ślady Iroh i również opuściła to czarodziejskie miejsce z zamiarem powrotu.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.