Historia Chen. Rozdział 2 – Jeden pocałunek

Przedstawiam kolejny rozdział Historii Chen pióra Ady. Czy znajomość ostatniej arystokratki Narodu Ognia z pułkownikiem Iroh ma szansę przerodzić się w coś więcej? Zachęcam do czytania i komentowania!

Macie pomysł na własny tekst w dowolnej formie powiązany z moimi opowiadaniami i chcielibyście, żeby ukazał się na blogu? Nic prostszego – wyślijcie mi swoją pracę na adres painted-lady@wp.eu i czekajcie na odpowiedź :)

~Painted Lady

***

Od wydarzeń w labiryncie, Chen jeszcze rzadziej widywała Iroh, a kiedy czasem się spotkali, ten nie patrzył jej w oczy i dziwnie się zachowywał. Dziewczyna niezbyt się tym przejmowała. Odkąd okazało się, że jest prawdopodobnie jedynym żyjącym dzieckiem szlachty, wszyscy traktowali ją z szacunkiem. Była szczęśliwa, że nie tylko Sennę zauważono. Jednak dla Chen największym wydarzeniem była rozmowa z Wieczną Księżniczką Narodu Ognia. Renna, bo tak miała na imię, opowiedziała jej wszystko, dosłownie wszystko co wiedziała o jej rodzicach. Dzięki niej, w głowie dziewczyny nie było już zamglonych, owianych tajemnicą postaci, lecz dwie konkretnie wyglądające twarze osób, które kochały ją najbardziej na świecie. Renna była dla niej wspaniała. Powiedziała jej też o niejakim Jinsenie, który był synem… pierwszej żony ojca Chen. Ciężko się było w tym połapać, ale dziewczyna była na tyle inteligentna, by to zrozumieć. Gdy Księżniczka okazała jej dobroć, ta zrozumiała, że nie może całego swojego życia ustawiać pod mężczyznę, który nawet jej nie kocha! Postanowiła zrobić coś dla siebie. Razem z Zhongiem i pozostałymi postanowiła dołączyć do wojska. Kiedy Iroh to usłyszał, nie posiadał się z radości. Tylko znów jakoś tak dziwnie patrzył na Chen. Dziewczyna odważnie spojrzała mu w oczy, a on… po prostu odwrócił wzrok. Teraz była pewna, że pułkownik jej unika. Tylko… dlaczego? Obraził się? Dziwne. Postanowiła z nim porozmawiać i wyjaśnić nieporozumienie.

***

Iroh siedział w swoim gabinecie i przeglądał mapy, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Z ciekawością otworzył i ujrzał w nich dziewczynę, z którą niedawno rozmawiał. Była ubrana w opinające, ciemno-zielone spodnie do kostek i luźną koszulę w kolorze dojrzałej brzoskwini. Włosy miała rozpuszczone. Co chwilę powiewały na wietrze.
- Witaj. Mogę w czymś pomóc? – zapytał twardo.
- Hmn.. Ja chciałam porozmawiać… Wpuścisz mnie? – zapytała, po czym bez pozwolenia wparowała do ciemnego pomieszczenia. Rozejrzała się dookoła. Na środku stał ogromny globus, ukazujący cały świat. Naprzeciwko mieściło się okno, które wpuszczało światło, a pod nim biurko z rozłożonymi mapami. Dokoła stały półki z geograficznymi książkami. Żadna z nich nie była pokryta kurzem.
- Dużo czytasz? – zapytała od niechcenia.
- Nie mam na to czasu, ale lubię czasem coś przeglądnąć – odparł. Dziewczyna oparła się o biurko wykonane z drewna. Pułkownik przyglądał się przez chwilę jej twarzy, próbując rozszyfrować o czym myśli. Za to ona nadal błądziła wzrokiem po pokoju.
- Unikasz mnie? – zapytała prosto z mostu. Nie miała ochoty bawić się w kotka i myszkę.
- Co…?! N-nie! – oburzył się Iroh. Był pewien, że dziewczyna nie zauważyła jego dziwnego zachowania.
- Na pewno? – zapytała ponownie. Wolała mieć z nim dobre relacje. Nie chciała niczego utrudniać. Mężczyzna zamyślił się. Jakby na potwierdzenie swych słów zaproponował:
- Może wybrałabyś się ze mną na kolację? Znam tu parę ciekawych miejsc.
Chen wahała się. Co by pomyślał Yun, gdyby zobaczył ją z innym mężczyzną? Zaraz! Miała o nim zapomnieć. Życie jest zbyt krótkie by je marnować. Zdecydowanym tonem przytaknęła. Umówiła się z pułkownikiem w jednej z restauracji, niedaleko jego domu.

***

Dziewczyna nie wiedziała w co się ubrać na takie spotkanie. Nigdy nie była na… randce. Zawsze miała nadzieję, że to Yun zaprosi ją na kolację. Nie, dość takiego myślenia! Niespodziewanie do jej pokoju weszła Senna. No tak, Księżniczce wszystko wolno! Chen już miała powiedzieć jej coś niemiłego, ale przypomniała sobie o niby-sojuszu.
- Co robisz? – zapytała wesoło. Cała ona. Wielka Księżniczka, która powinna odnosić się do każdego z wyższością, dalej zachowuje się jak wieśniaczka.
- Wychodzę. Pułkownik Iroh zaoferował, że pokaże mi miasto – skłamała. Bała się, że dziewczyna powie wszystko Yunowi. Może z nim skończyła, ale nie chciała by wiedział, że z kimś się spotyka.
- To fantastycznie! – klasnęła w dłonie – Jeśli chcesz, mogę pożyczyć ci jakąś suknię – zaoferowała. Chen chwilę się wahała. Wstała z łóżka i zajrzała do szafy. Wprawdzie było tam kilka sukienek, ale nic nie nadawało się na taką okazję. Skinęła głową w stronę Senny. Obie udały się w stronę komnaty Księżniczki. Chen była w niej pierwszy raz. Gdy białe drzwi uchyliły się przed nią, zamarła. To nie była komnata. To było mieszkanie! Po drugiej stronie mieściło się wyjście na balkon. Na środku stała żółta sofa i mały, szklany stolik. Było też dużo szafek z książkami, w większości historycznymi. No tak. Jej wysokość musiała się nauczyć wszystkiego o Narodzie Ognia, by wypaść w swej roli wiarygodnie. Następne drzwi, jak powiedziała jej Senna, prowadziły do sypialni. To w niej z kolei mieściła się ogromna garderoba. Chen aż przetarła oczy, gdy ujrzała te wszystkie sukienki. Musiały kosztować majątek! Wydawać tyle na odzienie, to istna głupota! Dziewczyna zaczęła przeglądać ubrania. Wszystko było takie… w stylu Księżniczki. Nic co mogłaby ze spokojem założyć. Już miała wychodzić, gdy jej wzrok przykuła lekka, miętowa sukienka. Troszkę obcisła, ale idealna na nią. Spojrzała na Sennę. Ta ze zgodą skinęła głową i uśmiechnęła się. Była szczęśliwa, że może pomóc przyjaciółce.

***

Iroh stał i czekał pod restauracją punktualnie o 20.00. Co chwila zerkał na zegarek. Miał nadzieję, że dziewczyna go nie wystawi. Gdy ujrzał ją, jego serce szybciej zabiło. Była śliczna. Miętowa sukienka idealnie dopasowała się do jej ciała, podkreślając wszystkie atuty. Włosy miała puszczone na plecy, z jednej strony podpięte wsuwką z wizerunkiem zielonej ważki. Miała lekki makijaż. Wyglądała tak inaczej, niż wszystkie dziewczyny jakie znał pułkownik. Chen też nie mogła zaprzeczyć urodzie mężczyzny. Nie był ubrany w sztywny mundur, jak zazwyczaj, lecz w ciemny garnitur. Dopiero teraz dotarło do dziewczyny, jak jest przystojny. Zarumieniła się, gdy ich spojrzenia się spotkały, jednak on nie mógł tego zobaczyć, było już ciemno. Przywitali się i weszli do lokalu, o wdzięcznej nazwie „Kwiat Wiśni”. W budynku było dosyć ciemno, na stolikach paliły się świeczki. Usiedli, przy wcześniej zamówionym przez mężczyznę stoliku. Iroh podarował Chen piękną, czerwoną różę. Oboje zamówili pieczone jagnię z dodatkami. Jedli, rozmawiali, śmiali się. On z wyrozumieniem słuchał o jej problemach, a ona z ciekawością pochłaniała informacje o jego zainteresowaniach. Po chwili butelka czerwonego wina stała pusta. Potem następna i… następna. Dziewczyna nawet nie zorientowała się, kiedy wypiła to wszystko. Była zupełnie pijana. Iroh również nie grzeszył trzeźwością. Z uśmiechem zaproponował, iż odprowadzi ją do domu. W sumie i tak mieli razem wracać, przecież mieszkali w tym samym budynku, ale pomyślał, że tak będzie grzeczniej. Pomimo, że nie był synem Meijiego, nie był gorszy. Renna zadbała o jego wychowanie. Niczego mu nie brakowało. Kiedyś nawet szukał ojca, lecz gdy usłyszał, że ten ma już szczęśliwe życie i nie potrzebuje syna, po prostu zapomniał. Teraz w jego umysł i serce wkradł się zupełnie kto inny. Ktoś całkowicie inny.

***

Chen nawet nie wiedziała, kiedy to się zdarzyło. To miał być jeden pocałunek… jeden, do cholery! A nie cała noc pocałunków! Miała wyrzuty sumienia… Wykorzystała go, dała mu nadzieję… Ale dalej była Yuna. To jego pragnęła, nie Iroh. Kłamstwem byłoby, że nic do niego nie czuje, ale… To Yuna kochała. Tak bardzo, tak naprawdę. Tak, jak Senna nie potrafiła. Obudziwszy się w objęciach pułkownika, szybko zaczęła się ubierać. Nie powinna była tyle pić! Jak teraz spojrzy mu w oczy? To nieważne. Najważniejsze, by Yun się nie dowiedział! Nagle mężczyzna głośno ziewnął i otworzył oczy. Sam jakby zapomniał, co się wydarzyło. Spojrzał na nią. W jego oczach malowało się… szczęście.
- Chen… ja… – zaczął, lecz ta uciekła. Nie wiedział, co ma myśleć. Nie był pijany do nieprzytomności. Często smakował alkohol, więc taka dawka nie była dla niego zabójcza. Chciał tego. Chciał tego, odkąd ją zobaczył. Pytanie tylko, czy ona chciała?

***

Atmosfera była nerwowa. Nawet bardzo. Wszyscy przygotowywali się do spotkania z Radą Ministrów. Chen jednak to nie interesowało. Całymi dniami wychodziła z siebie, byle tylko Yun się nie dowiedział. Chodziła wokół niego, dbając, by nie tracił czasu na rozmowę z Iroh. Pilnowała, by do jego uszu nie dotarła nawet najmniejsza plotka. Robiła dosłownie wszystko. Z pułkownikiem nie utrzymywała nawet kontaktu wzrokowego. Było jej tak wstyd. Chciała to wyjaśnić, lecz brakowało jej odwagi. To on wykonał pierwszy ruch.
- Możemy porozmawiać? Nie robiliśmy tego od… – szukał odpowiednich słów. Jego wzrok utkwiony był w dziewczynie. Za każdym razem, gdy na nią patrzył, piękniała w jego oczach. Teraz był pewien.
- Nie chciałem cię wystraszyć. Być może za dużo wypiłem tamtego wieczoru, ale nie żałuję tego co się stało – powiedział dumnie. Czekał na reakcję, ale jej oczy nadal były wpatrzone w podłogę. Wziął ją delikatnie za rękę. Bał się, że jest tylko snem, że kiedy jej dotknie, pęknie jak mydlana bańka. Starał się z nią obchodzić delikatnie, dobierać słowa tak, by czuła się komfortowo. By wiedziała, że jest z nim bezpieczna. Po lekko zarumienionym policzku Chen spłynęła łza. Sama nie wiedziała, co robi, lecz przywarła mocno do mężczyzny, który stał przed nią i być może wyznawał miłość. Ten objął ją mocno. Nie mógł jej już wypuścić z rąk. Gdyby to zrobił, odfrunęłaby niczym złoty ptak. Łkała w jego ramionach. Była taka samotna. A w nim znalazła pocieszyciela.

***

Wszystko potoczyło się tak szybko. Jeszcze przed chwilą Senna, wieśniaczka z Bieguna, dziś Valje, Księżniczka, za którą miliony idą na wojnę. Tyle się wydarzyło. Jej wysokość na początku stroiła fochy, ale w końcu zgodziła się na wkroczenie Federacji Ziemi do Królestwa Ognia. Relacja Chen i Iroh nadal była… pogmatwana? To chyba odpowiednie słowo. Publicznie nie okazywali sobie żadnych uczuć, mimo to dziewczyna czuła na sobie wzrok Renny. Matka mężczyzny patrzyła na nią znacząco, jakby o wszystkim wiedziała. O tym, że Chen bawi się jej synem. Że daje mu złudną nadzieję. Że traktuje go, jak tego drugiego, ciągle na pierwszym miejscu stawiając Yuna. Dziewczyna zaczęła się wahać. Być może to co czuje do chłopaka, to nie miłość, a… przywiązanie? Może wdzięczność, za pomoc? Za opiekuńczość? Może ciągle pamięta o ich wspólnych planach? Może trudno wymazać jej z głowy obraz ich, jako małżeństwa? Sama nie wiedziała. Demony czaiły się w jej sercu. Czuła jak uczucia palą ją od środka. Z Iroh spotykali się wieczorami. Czasem dziewczyna pozwalała sobie na czułe gesty, ale głównie rozmawiali. W tym całym zamieszaniu, nawet nie zauważyła, jak bardzo Yun i Senna się od siebie oddalili. Dawniej byłby to powód do radości, ale teraz… Czuła się wolna. Chyba wreszcie zapomniała. Zapomniała o bólu, o cierpieniu, o nienawiści. I wtedy zrobili to drugi raz. Choć Iroh nie mógł się doczekać, jak na dżentelmena przystało, czekał na jej ruch. A ona tego chciała. Nigdzie się nie śpieszyli. Mieli całą noc.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.