Historia Chen. Rozdział 5 – Znajoma pustka

Kolejny rozdział historii trudnej miłości Chen i Iroh pióra Ady. Zapraszam :)

~Painted Lady

***

Iroh ze skupieniem powtarzał słowa ojca. Musiał nauczyć się tkać pioruny jako pierwszy. Nie zniósłby, gdyby Yun szybciej opanował tą sztukę. Przez chwilę zastanowił się, co robi Chen, lecz szybko wrócił do słuchania. Moren zabawnie tłumaczył, a raczej starał się to robić. Wtem przerwała mu jakaś kobieta. Iroh z zaciekawieniem odwrócił się i ujrzał Azulę. Księżniczkę Azulę. Przybyła, by pomóc im walczyć. To dobrze. Nie będą sami. Wywiązała się miła rozmowa, podczas której Wieczna Księżniczka porównała Iroh do Zuko. Kolejna osoba, która zauważyła to podobieństwo. Będzie idealnym królem. Jak Zuko. Nie popełni błędów Kenaia. On poddał się woli swej Mistrzyni Magii Ognia i stracił wszystko. Władzę, szacunek, życie, ale – co najważniejsze – rodzinę. Zabił własną kobietę. Ukochaną, która obdarzyła go wielkim uczuciem. Matka nie lubiła o tym mówić, ale tą krwawą historię słyszał od Meijiego. Nie spodziewał się, że Sorela zdążyła wydać na świat dziecko. Tym bardziej nie spodziewał się, że okaże się nim Senna. Nie nadawała się na Królową. Lepiej pasowało by do niej życie zakonne. Oddałaby wszystko ubogim i otoczyłaby opieką uciśnionych. Choć z tego, co opowiadał Yun, wynikało, że dziewczyna lubi się zabawić. Kiedy słuchał jak jej kochanek z dumą opowiada o szczegółach ich pikantnych spotkań, odczuwał do niego coraz większe obrzydzenie. Żeby tak targać honor Księżniczki Ognia. Ale to nie była jego sprawa. On miał Chen. Nigdy by jej nie zdradził. Nigdy by nie zawiódł. Zrobiłby wszystko, by była szczęśliwa. Miał nadzieję, że mu na to pozwoli. Przyjrzał się ojcu. Stał przy Rennie. Tak dobrze razem wyglądali. A ona potrzebowała teraz kogoś, kto pozwoli jej zapomnieć o smutku i wyrwać się z chaosu, panującego w jej głowie. Potrzebowała kogoś, kto uratuje ją od szaleństwa.

***

Chen nie rozumiała, co się dzieje, kiedy wszyscy w panice szukali Senny. Jedni zaglądali do namiotów, inni biegali w obozie jeńców. Ona sama nie wierzyła, by stało się jej coś złego. Była przekonana, że znowu polazła kochać się z Yunem. Gdy usłyszała, że ta idiotka znów uciekła mackom śmierci i, że Makked, TEN Makked był zamachowcem na jej niewinne życie, osłupiała. Przypatrywała się, jak tysiące rąk prowadzą ją do medycznego namiotu. Opatrywali rany, których nie było zamiast zająć się biednym Tonraqiem. Chen poniekąd go rozumiała. On też ciągle gonił za niedostępną miłością. Nagle przypomniała sobie, jak w Mieście Republiki udawali, że są sobą zainteresowani, by wzbudzić zazdrość Senny i Yuna. To było tak dawno temu. Tyle się wydarzyło od tego momentu. Poznali ludzi, którzy nie zawsze dobrze im życzyli, napatrzyli się na śmierć niewinnych, odkryli tajemnice, które miały pozostać w grobach, pogrzebane niczym przeszłość, razem ze zmarłymi. Chen oddaliła się od tej całej maskarady i poszła do swojego namiotu. Przeglądnęła się w lustrze. Jej włosy nabrały połysku. Teraz mogła je czesać i układać w wymyślne warkocze. Jej ciało nabrało kobiecych kształtów. Nie wyglądała już jak wątła nastolatka, ale jak dojrzała kobieta. Nie zmieniła się tylko fizycznie. W jej psychice również wiele się działo. Zakochała się. Musiała to w końcu przyznać. Starała się zdusić w sobie to uczucie, ale nie mogła. Pozwoliła mu się rozwinąć, rosnąć i dojrzewać. Nie żałowała tego. Ale ciągle pamiętała o długu, który miała wobec Yuna. Już go nie kochała, ale nigdy go nie zostawi. On był przy niej, gdy tego potrzebowała. Ona też będzie. Poczeka, aż nadarzy się okazja i wtedy mu pomoże. A kiedy dług będzie spłacony, wróci do Iroh.

***

Wszyscy już spali, gdy Iroh przemierzał pole namiotów. Zakradł się do tego, w którym spała Chen. A przynajmniej powinna spać. Był już ubrany w nocne odzienie, tak jak ona. Siedziała na zimnej ziemi, nie zdając sobie sprawy, że może to nadużyć jej zdrowie.
- Dlaczego nie śpisz? Jest już późno – zapytał spokojnie.
- Miałam nadzieję, że przyjdziesz – powiedziała, wstając i przytulając się do niego.
- Hej, co jest? – zaśmiał się, mocno odwzajemniając uścisk. Tak bardzo lubił czuć ją w swoich ramionach. Jej włosy pachniały szczawiem, zapewne od szamponu z tej rośliny.
- Ja… Boję się. Nie wiem co przyniesie jutro. Mogę cię stracić. Nie chcę tej wojny. Wcześniej wszystko było mi obojętne, ale teraz… – otworzyła się. Znów się przed nim otworzyła. Co takiego w sobie miał, że to robiła? Czy to jego umiejętność słuchania? A może rozumienia? Nie wiedziała. Kochała go całego, takiego jakim był. Za błysk w jego oczach, za uspokajający ton głosu, za gęste, czarne włosy, za mądrość, za to jak umiał ją obejmować. Za wszystko. Chciała mu to powiedzieć. Chciała, żeby wiedział. Ale brakowało jej odwagi. Nie była Senną, która od razu wyjawiła, co czuje do Yuna. Nie była Tonraqiem, który jawnie okazywał Valje swoje uczucia. I w końcu, nie była Zhongiem, który wykrzyczał Cahai swe uczucie w publicznym lokalu. Ona tak nie potrafiła.
- Spokojnie – znów usłyszała ten głos, który wprawiał ją w drżenie – Wszystko będzie dob… – nie zdążył dokończyć, bo dziewczyna gwałtownie go pocałowała. Zrzucili z siebie ubrania i spędzili razem całą noc.

***

Takiej radości Chen już dawno nie widziała. Wszyscy pili, jedli i tańczyli. Makked został schwytany. I ona skorzystała z zabawy, zgadzając się na taniec z Iroh. Ku jej zdziwieniu, generał wymienił ją na Valje, a ona została posłana w ramiona Yuna. Obserwowała, jak rozmawiają, zastanawiając się o czym. Spojrzała na swojego partnera. Trzymał ją tak pewnie. Nie. Nie chciała, by uczucia znów powróciły.
- Dawno nie rozmawialiśmy, Chen – powiedział, przekrzykując muzykę i bawiących się ludzi. Położył nacisk na ostatnie słowo. Czyżby czaiła się w nim nutka żalu?
- Byłeś zbyt zajęty zabawą w wojsku i Valje – odcięła się. Nie miała ochoty, by znów dawał jej nadzieję. Niech zajmie się swoją kochanicą.
- Och, przykro mi, że nie miałem dla ciebie czasu – odrzekł. Dziewczyna zastanawiała się, czy mówił poważnie. Chciała coś wyczytać z jego oczu, ale pojawiała się tam tylko znajoma pustka. Przerażająca pustka – Musimy to nadrobić – szepnął jej do ucha. Wykrzywiła się.
- Co masz na myśli? – zapytała, niepewna słów chłopaka. Ten tylko uśmiechnął się do niej. Uśmiech przywołał wszystkie wspomnienia, o których chciała zapomnieć. Znów poczuła dawne uczucie. Wybąkała przeprosiny i wybiegła na świeże powietrze. Niedaleko zobaczyła ogień. Na wpół pijany Tonraq siedział przy ognisku. Podeszła bliżej i zobaczyła butelkę po winie. Chłopak trzymał w ręce piwo, a obok niego stała nienapoczęta wódka. Dziewczyna usiadła obok niego.
- Zabawnie się złożyło – zaśmiała się. Chłopak uniósł brew i popatrzył na nią z ukosa. Nie widział, czy alkohol miesza mu w głowie, czy dziewczyna naprawdę siedzi obok niego. Nawet nie zauważył, kiedy przyszła – Ty kochasz Sennę, której już nie ma, a ja nadal coś czuję do Yuna, ale nie jest to miłość – rzekła, a w jej słowach kryła się prawda. Senna powoli załamywała się pod ciężarem korony. Pozostała już tylko Valje. Yun za to nie mógł dać Chen tego, co dawał jej Iroh, ale miał w sobie coś, co przyciągało. Czy była to wspólna przeszłość? A może przyszłość? Znów te cholerne pytania, na które nie ma odpowiedzi. Dziewczyna otworzyła butelkę trunku i upiła duży łyk. Wnet zaszumiało jej w głowie. Potem urwał się jej film.

***

Iroh zamienił z Księżniczką kilka słów podczas tańca. Rozmawiali o swoich planach i o dalszych etapach wojny. Oboje martwili się o swoich bliskich. Wtedy Iroh zobaczył jak zatroskana Chen wybiega na dwór. Wyszedł za nią, zobaczyć czy wszystko w porządku. Dziewczyna rozmawiała z Tonraqiem, więc uznał, że nie będzie jej przeszkadzał. Wrócił do bawiących się ludzi. Nie pił wiele, rano umówił się z Morenem na ćwiczenia. Po dwóch godzinach zaglądnął do Chen. To co zobaczył, przeraziło go. Wokół dziewczyny walały się puste butelki po mącących umysł napojach. Dziewczyna mocno gestykulowała rękami i krzyczała. Była kompletnie pijana.
- Chen… – generał powiedział sam do siebie – Chodź – wziął ją w pasie. Dziewczyna stała i zatoczyła się. Mężczyzna przytrzymał ją mocno, by się nie przewróciła. Dziewczyna zwymiotowała, ale nie odwrócił się od niej. Kochał ją mimo wszystko i w takich sytuacjach nie mógł jej zostawić. Dziewczyna, ciągle pod wpływem alkoholu rzuciła mu się na szyję i wydukała szczęśliwie:
- Yun… przyszedłeś.
- O czym ty mówisz? – zapytał zdezorientowany.
- Tak bardzo cię kocham. Jesteś mój Yun. Tylko mój – powtórzyła. Iroh bez słowa wziął ją na ręce i odniósł do namiotu. Dziewczyna zasnęła w swoim łóżku. Mężczyzna upewnił się, że wszystko z nią w porządku i wyszedł. Nie wiedział, czy wróci.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.