Historia Chen. Rozdział 7 – Uczucia

Zapraszam do lektury najnowszego, emocjonującego rozdziału pióra Ady!

~Painted Lady

***

Nigdy nie chodziła do obozu jeńców. Nie chciała się przyznać, ale przerażał ja smród niemytych ciał. Przypominał jej o ojczyźnie, o ulicach pełnych biedaków, o zapachu biedy i nędzy. Omijała ten obszar szerokim łukiem. Nie to, co Księżniczka Valje. Ona chodziła tam częściej, niż raz dziennie. To nie mogło się skończyć dobrze. Musiało się coś wydarzyć. Chen nie dziwiło, gdy dobroć Księżniczki obróciła się przeciwko niej. Senna została raniona nożem i to dosyć poważnie. Od razu zwołano masę żołnierzy, medyków i zielarzy. Renna cały czas trwała przy bratanicy i leczyła ją swoją magią. Za to Chen cieszyła się po cichu, że wreszcie pozbędzie się odwiecznej rywalki. Teraz drzwi do serca Yuna stoją otworem. Tylko co będzie z Iroh..? Na pewno szybko się pocieszy, był w końcu generałem. Każda kobieta była jego. Dziewczyna pobiegła do obiektu swych westchnień i z niebywałą radością spytała, czy może mu pomóc. Chłopak zgodził się.
- Więc co będziemy robić? – zapytała, choć podejrzewała, że będzie chciał odszukać zamachowca.
- Odpłacimy im pięknym za nadobne. Zabijemy cały obóz – powiedział tak, jakby planował popołudniowe picie herbatki. Dziewczynie zrobiło się gorąco i poczuła, jak oblewa ją zimny pot.
- C-co? – wychrypiała z trudem.
- Posłuchaj, Chen… Tylko ty mnie rozumiesz. Na pewno zrozumiesz. Zabijemy tych brudasów, póki Senna jest nieprzytomna. Oni tylko zajmują niepotrzebne miejsce. Kiedy Senna się obudzi, będzie już po wszystkim – powiedział spokojnie. O ile Senna w ogóle się obudzi – pomyślała Chen. To… to był zły pomysł. Nie chciała znowu zabijać. Ale nie potrafiła przeciwstawić się Yunowi. Była mu coś winna. To on ją ocalił. On był jej wybawicielem. Ze zgodą pokiwała głową, a chłopak uśmiechnął się do niej, tak jak za dawnych czasów. Wtedy, kiedy nic ich nie dzieliło.

***

Iroh zobaczył gęste kłęby dymu i z niepokojem pobiegł w stronę obozu, gdzie trzymali ludzi Jian. To co zobaczył, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Patrzył i nie mógł uwierzyć. Chen. Jego Chen i ten okropny wieśniak zwijali ciała i rzucali na wielki stos. Pomagali im żołnierze. Jego żołnierze. Jak to było możliwe? Co tam się działo?! Mężczyzna podbiegł do Chen i szarpnął ją za ramię.
- Co ty robisz?! Oszalałaś? Pomagasz mu… w tej rzezi? – zaczął krzyczeć. Nie mógł zapanować nad sobą. Dziewczyna odciągnęła go od Yuna. Bała się, że go rozgniewa i Iroh będzie w niebezpieczeństwie. Nadal się o niego bała.
- Yun poprosił mnie o pomoc. Nie… nie mogłam mu odmówić. Zrozum! – błagała, ale generał kręcił z niedowierzaniem głową. Kiedy zrozumiał, że to nie jest koszmar, tylko rzeczywistość, odszedł bez słowa. Chen nie pobiegła za nim, nie zatrzymała. Patrzyła tylko bezradnie, jak odchodzi. W tamtej chwili zrozumiała, że szanse na ich wspólną przyszłość odeszły bezpowrotnie. Wróciła do Yuna, który z dziką satysfakcją przyglądał się, jak żołnierze wykonują jego rozkazy. Był władcą idealnym.
- Co ten twój kochaś chciał? – zapytał z ironicznym uśmieszkiem.
- To nie jest mój kochaś – powiedziała dziewczyna – Już nie – dodała cicho.
- Jeśli Senna nie przeżyje wojny… – zaczął chłopak, dumnie się prostując – Zostaniesz nową Władczynią Miasta Ludów – dokończył. Dziewczyna szeroko otworzyła oczy. Co on wygadywał? Wtedy jej uwagę przykuła inna postać. Przyglądała się, jak Valje z determinacją maszeruje w kierunku Yuna. Starała się ja zatrzymać. Sama nie wiedziała po co, po prostu czuła, że z jej konfrontacji z Yunem nie wyniknie nic dobrego. Ale Księżniczki nie dało się powstrzymać. Sunęła, niczym okręt podczas sztormu. Chen nie słyszała, co do niego mówi, ale cała się trzęsła. Po chwili Yun wymierzył jej siarczysty policzek. Chen nieświadomie rozchyliła usta z oszołomienia. Ten dzień to był jakiś koszmar. Co działo się z Yunem? Czy oszalał? W jednej chwili pokazał, jak niewiele znaczy dla niego czysta krew Senny. Pokazał, jak niewiele znaczy dla niego ona sama. Miłość. Nie mogła na to dłużej patrzeć, musiała zareagować! Stanęła między pokłóconymi kochankami. Yun bez mrugnięcia okiem kazał odprowadzić Valje do namiotów. Był bardzo wzburzony i zirytowany.
- Co tu się stało? – szepnęła mu do ucha Chen, ale ten tylko ją odtrącił. Z nikim się nie liczył.

***

Wieczorem, jak zwykle po kolejnej wygranej bitwie, cała armia poszła świętować. Chen też wyszła ze swego namiotu, jednak obiecała sobie, że tym razem nie tknie alkoholu. Po nim język zbyt bardzo się jej odplątywał i mówiła rzeczy, których nie powinna. Udała się do namiotu biesiadnego, gdzie wódka lała się strumieniami. Nagle Yun stanął na środku i zaczął wygłaszać przemowę. Gdy zaczął mówić o tym, jak poślubi Sennę i jak razem będą panowali w Narodzie Ognia, zrobiło jej się słabo. Dopiero teraz dotarło do niej, że oni nadal są razem. Łudziła się, że to ona zajmie jej miejsce, ale bardzo się pomyliła. Senna żyła i nadal była przyszłą Królową. Nieszczęśliwa dziewczyna wybiegła z namiotu. Oddaliła się kilka metrów i wybuchła niepohamowanym szlochem. Nie zauważyła, że ktoś szedł za nią i był tuż koło niej. Myślała, że to Yun przyszedł ją pocieszyć i zapewnić o swojej miłości. Ale to nie był on. To był ktoś, kto trwał przy niej w każdej chwili, akceptował jej decyzje, nawet te najgorsze. I mimo, że kompletnie nie rozumiał jej wyborów, nadal kochał ją całym sercem. Dziewczyna spojrzała w emanujące dobrem oczy Iroh i przywarła do generała. Oboje nic nie mówili. Stali tak kilka dobrych chwil. Mężczyzna nie pytał, dlaczego płacze, ona nie mówiła o nieszczęśliwym uczuciu. W tym momencie traktowała go jak przyjaciela, nie ukochanego. Gdy pierwsze emocje opadły, Iroh poszedł w kierunku namiotów, a ona została sama ze swoim rozgoryczeniem.

***

- Nie tak się umawialiśmy! – potrząsnął mocno dziewczyną. Była blada jak ściana. Tłumaczyła, że nic nie wiedziała o planach Yuna, że nadal nie chce tronu, ale mężczyzna i tak jej nie wierzył. Kilka metrów dalej rozgrywała się identyczna rozmowa.
- Więc jednak to ona zostanie Królową? – zapytała dziewczyna łamiącym się głosem, choć było to bardziej stwierdzenie, niż pytanie.
- Przecież ci tłumaczyłem. Nie wierzę, że jesteś aż tak głupia. Przecież Senna prędzej czy później i tak zginie. Ja muszę tylko umacniać swoją pozycję – powiedział, nawet się do niej nie odwracając – A nawet, jeśli przeżyje, to sam ją zabiję. Potrzebuję królowej z krwi i kości, a nie popychadła, którym można do woli manipulować – zaśmiał się. Chen odrobinę się uśmiechnęła. Gdy poszła za Yunem do namiotu Senny, nie spodziewała się, że spotka tam Iroh. Było jej głupio, gdy ten znów zobaczył ją w towarzystwie narzeczonego Księżniczki. Nie patrzyła mu w oczy. Jeszcze chwilę temu tonęła w jego ramionach, a teraz stała murem za Yunem. Czy była fałszywa? Po prostu… pogubiła się. Póki nie miała kontaktu z Yunem, była pewna uczuć do Iroh, ale wobec nowych obietnic składanych przez Yuna była bezsilna. Musiała to w końcu przyznać. Kochała go. Niestety.

***

Iroh był wściekły. Miał ochotę spalić cały ten obóz, łącznie z Yunem i jego chorymi gierkami. Zabrał mu wojsko, autorytet, pozycję i Chen. Nawet ona dawała się jego manipulacjom. Nie widziała, że był tylko natrętną muchą. Bezczelnym wieśniakiem, który nagle dorwał się do władzy i uderzyła mu ona do głowy. Kiedy problemu go przerastały, udawał się do matki. Była mądrzejsza od niego i mimo częstych kłótni między tą dwójką, zawsze sobie pomagali. Teraz była razem z nimi Azula. I Moren. Pomimo śmierci Meijiego nie byli sami. Nadal mieli rodzinę. Małą i rozbitą, ale rodzinę. Iroh kompletnie by się załamał, gdyby któremuś z nich coś się stało. Po cichej naradzie poszedł odpocząć, a jego rodzice udali się na mały spacer. Mimo że Moren miał już rodzinę, jego pierworodny liczył na to, że zostanie z nim i jego matką. Zachowywał się egoistycznie, ale tamta druga rodzina miała go na tyle długo, by się nim nacieszyć. On nie. Poza tym, doskonale wiedział, kim jest Song. Azula wszystko mu wyjaśniła. To przez jej knowania ojciec zostawił matkę. A potem bez skrupułów sama się z nim związała. I na dodatek urodziła mu dzieci. Nie znał jej, ale już jej nienawidził.

***

Chen wróciła do swojego namiotu. Była wściekła. Jakim prawem Yun znów poszedł spać z Senną? Sam przecież stwierdził, że jej nie kocha. Dlaczego więc, ciągle utrzymywał z nią dosyć… zażyłe stosunki? W co on do cholery grał? Nagle dziewczynie zakręciło się w głowie. Szybko chwyciła za wiadro postawione w kącie i zwymiotowała do niego. Świetnie. Przez nerwy, jeszcze się pochoruje. Miała dość tego całego koszmaru. Kiedy ta wojna wreszcie się skończy? I na dodatek musi porozmawiać z Iroh. Co mu powie? Kłamstwem będzie stwierdzenie, że go nie kocha. Ale w porównaniu z Yunem, miał o wiele mniejsze szanse. Nienawidziła tego okropnego uczucia. Nienawidziła tej sytuacji. Zmęczona przez natłok emocji, zasnęła.

6 Komentarze

  1. SPAM!
    Nie będę kłamać, że przeczytałam choćby jeden post na Twoim blogu. Obiecuję, że jeśli tylko znajdę chwilę wrócę do Ciebie i przeczytam, co umieszczasz oraz wyrażę moją opinię.
    Serdecznie zapraszam Cię na mojego bloga, gdzie zamieszczam kolejne rozdziały mojej autorskiej książki.
    http://czas-ucieka.blog.pl/
    Zapraszam i liczę na szczerą opinię!
    Pozdrawiam,
    Shee.

  2. Hej :)
    Niedawno napisałem opowiadanie na podstawie Avatara i chciałbym Wam go przedstawić oraz z ciekawością spytać, jak mi to wyszło? :P Historia była pisana, kiedy byłem na 10 odcinku, także chyba nie wszystko jest tam bardzo podobne. Jeżeli Painted Lady masz ochotę to zapraszam, a także innych czytelników! ;) http://cztery-smoki-z-xiaolin.blogpsot.com

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.