Historia Chen. Rozdział 4 – Życie po wojnie

Kolejny piękny rozdział równie pięknej historii autorstwa niezastąpionej Ady. Zapraszam!

~Painted Lady

***

Chen zmarszczyła brwi. Opierała się o ścianę w gabinecie Iroh.
- Co chcesz mi powiedzieć?! Że nie mogę iść walczyć?! – krzyczała. To było nie do pomyślenia! Nikt nie będzie jej dyktował, co ma robić! Była ostatnią arystokratką Narodu Ognia i nie pozwalała sobie na takie traktowanie.
- Uspokój się! – teraz to Iroh podniósł głos – Nie pozwolę ci iść na wojnę! Nie wyślę cię na pewną śmierć!
Oboje zamilkli. Z twarzy Chen znikła złość, pojawił się smutek. Odwróciła się plecami do pułkownika i spojrzała przez uchylone okno na niebo. Tego wieczora nie było ani jednej gwiazdy. Wokół unosiła się napięta atmosfera.
- Nie…. Nie chcę się z tobą kłócić – zaczął mężczyzna, już znacznie spokojniej. Nie chciał jej stracić. Nie miał ojca, ani biologicznego, ani przyszywanego. Został mu tylko brat, matka i ona. Nie wyobrażał sobie życia bez niej. Podszedł do niej i objął w pasie. Dziewczyna dotknęła jego dłoni.
- Poradzę sobie – powiedziała, odwracając się. Spojrzała w jego złote oczy. Mieszały się w nich niepewność i strach. Wtedy Chen uświadomiła sobie, jak bardzo się o nią troszczy. Zapewne opiekuńczość była jego cechą wrodzoną, wyniesioną z domu. Ona nigdy nie miała szansy wynieść czegokolwiek. Nie miała domu. Zamyśliła się. Po raz pierwszy zadała sobie pytanie, co będzie robić po wojnie? Jak potoczą się jej dalsze losy? Zostanie z Iroh, czy znów pogna za Yunem? Czy będzie miała w sobie dość siły, by uciec uczuciom?
- No dobrze – przerwał jej rozmyślania – Ale nie myśl sobie, że tak po prostu puszczę cię z karabinem. Przydzielę co najmniej dziesięciu moich ludzi, którzy będą dbać, by nic ci się nie stało – powiedział z powagą, lecz na twarzy widniał mu uśmiech. Chen roześmiała się. Nie był to śmiech sarkastyczny, czy ironiczny. Śmiała się szczerze. Nie robiła tego od wielu lat.

***

Iroh myślał, że nigdy go nie zobaczy. Patrzył czasem w lustro i zastanawiał się, czy jest do niego choć trochę podobny. Był wściekły, gdy matka zabroniła mu go szukać. Starał się, próbował, ale Renna zawsze była o jeden krok przed nim. Udaremniała każdą próbę, zacierała ślady i paliła mosty. Mężczyzna przypatrywał się jej, gdy mówiła, że zburzy spokojne życie ojca. Zastanawiał się, czy chodziło jej tylko o jego życie? A może nie chciała, by przy Morenie, Meiji poczuł się jak mąż drugiej kategorii. Szanował przybranego ojca, nawet kochał, ale nigdy nie zapomniał kto go spłodził. Krew z krwi, płomień z płomienia. Teraz stał przed nim, oczekując na reakcję. Pewnie myślał, że syn wybuchnie gniewem lub płaczem, ale ten przyjął to dosyć… obojętnie. Cieszył się, nawet bardzo, ale już tak dawno stracił nadzieję na spotkanie z rodzicielem, że czuł się jak we śnie. Ostatnio działo się za dużo. Chen, Moren, wojna. Mężczyzna miał za to wszystko poczucie odpowiedzialności. Był pułkownikiem, musiał zachować zimną krew. Takich sytuacji będzie więcej, gdy zostanie Władcą Ognia. Wszystkie oczy będą zwrócone ku niemu. Zakończy ubóstwo, głód i nędzę. Będzie sprawiedliwy i dobry. Jak Zuko. On i Chen będą tworzyć parę tak idealną, jak jego dziadek i babka. Tak szkoda, że nie zdążył ich poznać. Gdyby nie umarli… jego koronacja byłaby tylko zbędną formalnością. Jak na razie był jedynym męskim potomkiem z rodziny królewskiej, umiejącym tkać ogień. Był świetnym kandydatem. Miał pewność, że ukochana go poprze. Że będzie rządzić po wsze czasy, a ona będzie trwać u jego boku. Ale były to tylko marzenia. Wprawdzie Valje obiecała mu tron, lecz niczego nie mógł być pewien. Teraz stał i nie wiedział co ma powiedzieć. Moren. To imię tak często brzmiało w jego uszach. Renna zabroniła mu o nim mówić przy Meijim. Można powiedzieć, że w ogóle zabroniła mu o nim myśleć. Tylko raz wypowiedziała to imię. W pewną jesienną noc, gdy wówczas siedemnastoletni chłopak cicho wchodził do własnego pokoju przez balkon. W pomieszczeniu panował zupełny mrok, a poduszki pod kołdrą na pokrytym zielenią łóżku sprawiały wrażenie, jakby ktoś słodko spał. Ale tego wieczoru nikt nie spał. Iroh pociągnął za złotą klamkę od balkonowych drzwi i wszedł do środka. Po omacku doszedł do biurka, na którym spoczywała wcześniej przygotowana świeca. Jednym ruchem zapalił ją, dając tym samym trochę światła. Na biurku spoczywały rozmaite książki, od historii całego świata, po atlasy przyrodnicze. Chłopak wziął pergamin spoczywający w małej szufladce, przy okazji sięgając po ptasie pióro i atrament. Zręcznie począł kreślić litery. Pisał szybko, by nic co tamtego wieczora usłyszał, nie umknęło. Miał informacje. Za kilka złotych monet, miejscowy plotkarz dałby się pokroić. Jego poszukiwania były mozolne, ale powoli dawały efekty. Już niedługo go odnajdzie. Choćby miał wyruszyć na koniec świata, nie cofnie się przed niczym, by odnaleźć ojca. Tyle miał mu do powiedzenia! Odgrywał tę scenkę w swojej głowie tysiące razy. Najpierw zapyta, dlaczego go porzucił? Dlaczego, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, nie zaopiekował się nim i jego matką? Dlaczego nie napisał nigdy listu na urodziny? Dlaczego nie był obecny w jego życiu? Wyrzuci z siebie wszystko, co go frustruje. Zada każde pytanie. I będzie oczekiwał odpowiedzi. Przetarł oczy. Jak późno już było? Nie, nie mógł teraz zasnąć. Musiał zatrzeć wszystkie ślady swojej nocnej wyprawy. Renna była czujna. Nic nie umknęło jej uwadze. Wyłoniła się dosłownie znikąd i stanęła nad synem.
- Gdzie byłeś? – zapytała stanowczo, lecz cicho by nie obudzić męża, który już dawno padł w objęcia Morfeusza, jak również służba i młodszy syn Księżniczki. Nim chłopak zdążył schować zapiski, kobieta już trzymała w dłoniach pergamin i czytała. Drżącą dłonią zakryła usta. Starała się opanować emocje.
- Skąd… Skąd to wiesz? – wyszeptała. Iroh z trudem spojrzał w jej ogniste oczy. Malował się w nich strach.
- Myślałaś, że nigdy nie zaczną go szukać? Nie odpowiadałaś na moje pytania, więc sam postanowiłem sobie odpowiedzieć – odparł ze stoickim spokojem.
Usta Księżniczki zadrżały. Nabrała powietrza w płuca, tak jakby chciała coś powiedzieć, ale zrezygnowała. Po chwili ponowiła próbę i zachrypniętym głosem powiedziała:
- Moren.
- Słucham? – zapytał zdezorientowany chłopak.
- Twój ojciec ma na imię Moren – wyszeptała.

***

Chen z niedowierzaniem wpatrywała się w twarz ukochanego. Był taki przystojny. Gęste czarne włosy i te płonące żywym ogniem oczy. Gdyby go nie znała, mogłaby pomyśleć, że w tych oczach czai się szaleństwo. Ale Iroh nie był podobny do swojej matki. Był zbyt dobry, by kogoś zabić. Bez przyczyny, oczywiście. Na wojnie będzie zmuszony zabijać. Ona zresztą też. Dopiero teraz to do niej dotarło. Znów będzie musiała zabijać. Znów otrze się o śmierć. Choć, z drugiej strony, już tak wiele razy jej uciekała, że i tym razem sobie poradzi. Szkoda, że nie umiała tkać własnego żywiołu. Czułaby się wtedy bezpieczniej. Niby Iroh spełnił obietnicę i kazał ją pilnować kilku żołnierzom, lecz ona nie czuła się pewnie. Starała pocieszać się w duchu, ale wiedziała, że nie wszyscy wyjdą z tej bitwy cali i zdrowi.
- Dziwnie się czuję – przerwał jej rozmyślania mężczyzna. No tak. Spotkanie z rodzonym ojcem wywarło na nim spore wrażenie, choć starał się tego nie okazywać.
- To znaczy? – zapytała. W namiocie było duszno. Chen zadbała, by nie dopływało do niego żadne światło. Wtedy miała pewność, że nikt ich nie zobaczy. Spotkania z Iroh, kiedy obok był Yun, były bardzo ryzykowne, ale nie mogła się im oprzeć.
- Nie wiem co mam myśleć. Nie wiem co czuję – odpowiedział. Chen uśmiechnęła się pod nosem. Jak ona doskonale to znała. Codziennie budziła się z myślą, że nie wie, które uczucie wybrać.
- To minie – powiedziała uspokajająco, sama nie wiedziała, czy do niego, czy do siebie – To minie – powtórzyła i cicho westchnęła.

***

- Denerwujesz się? -zapytał Zhong. Stał z karabinem w ręku, czekając na bitwę. Był blady. Wszyscy byli. Każdy drżał o swoje życie. Nic nie było pewne.
- Strach jest uczuciem mi obcym – odpowiedziała pewnie dziewczyna, choć ręce miała spocone od nerwów. Przełknęła ślinę. Żołnierz stojący tuż za nią, wpatrywał się w jej włosy, a ten stojący przed nią, co chwilę się odwracał. Ach, ten Iroh! Zawsze musiał dopiąć swego.
- Powinnam być razem z nim – wyszeptała. Zhong przyjrzał się jej spojrzeniu. Nie wiedział czy wpatruje się w Yuna, czy w Iroh. Od dawna podejrzewał, że łączyło ich coś więcej niż, jak powiedziała przyjaciółka, przyjaźń.
- Przedrę się do niego – powiedziała jak gdyby nigdy nic.
- Co?! Chen nie możesz! – krzyknął Zhong, a żołnierze spojrzeli na nich ze zdziwieniem.
Wtedy Yun podszedł do Iroh. Nie było szans, by dziewczyna usłyszała o czym rozmawiali, ale zabrakło jej tchu, gdy wyobraziła sobie, co mogłoby to być.
Iroh był osłupiały. Ten bezczelny wieśniak najwyraźniej nie wiedział, kto tu dowodził. Nie ufał mu. Niby przyjaźnił się z Chen, ale było w nim coś tak…. niepokojącego, że wolał, by dziewczyna się z nim nie zadawała. Ale pomysł był dobry i Iroh doskonale o tym wiedział. Musiał przyznać mu rację. Ten jeden raz.

***

Wszyscy siedzieli cicho na naradzie, w największym z namiotów, oczekując na Księżniczkę Valje. Nadęła się jak pomidor, pomyślała Chen. Wydaje się jej, że jak jest Księżniczką, to może robić co chce. Dziewczyna chciała choć na moment zamienić się z nią rolami. Nawet nie podejrzewała, że Iroh szykuje dla niej wielką niespodziankę. Mężczyzna wpatrywał się w nią. Miał ochotę przytulić ją do piersi. Gdyby nie siedząca obok niego Renna, już dawno by to zrobił. Był szczęśliwy, że nic się jej nie stało. Po skończonej naradzie zatrzymała go Senna. Potwierdziła aktualność ich umowy. Przez myśl jej nie przeszło, że pilnowanie Chen to dla Iroh czysta przyjemność. Chłopak skierował swe kroki ku namiotowi Chen.
- Mogę?- zapytał, wchodząc. Dziewczyna skinęła głową na znak zgody. Siedziała przed lustrem i rozczesywała włosy. Była zmęczona po walce. Tyle strachu się najadła.
- Możemy się spotkać za godzinę w lesie? – zapytał tajemniczo mężczyzna.
- No nie wiem… A jeśli jesteś seryjnym zabójcą i masz zamiar mnie zamordować? – zapytała sarkastycznie. Iroh roześmiał się głośno. Na widok jego roześmianej buzi Chen też lekko się uśmiechnęła. Miał taki piękny uśmiech. Yun rzadko się uśmiechał. W ogóle, rzadko się cieszył. Iroh był jego całkowitym przeciwieństwem.

***

Było już ciemno, gdy dziewczyna uchyliła poły namiotu. Księżyc wyszedł na niebo i oświetlał ziemię. W wielu namiotach paliły się jeszcze świece. Ludzie nie tracili czasu na spanie, zdając sobie sprawę, że mogą nie przeżyć kolejnej bitwy. Dziewczyna cicho przemknęła między namiotami i skierowała się w kierunku lasu. Na jego skraju wypatrzyła Iroh. Dobrze, że na nią czekał, bo sama bałaby się iść głębiej. Mężczyzna wziął ja za rękę i poprowadził przed siebie.
- Dokąd ty mnie ciągniesz? – spytała, zmęczona wędrówką. Ten nic nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się zagadkowo. Już po chwili oczom Chen ukazała się mała łąka. Na trawie stały owoce i szampan. Dziewczyna patrzyła zdziwiona to na ukochanego, to na niespodziankę.
- Co to jest? – wydukała, podchodząc bliżej. Całe miejsce oświetlały świece, które mężczyzna poustawiał wokół.
- Niespodzianka. Chciałem dać ci troszkę normalności, pośród tej całej wojny – odparł z rozbrajającą szczerością.
- A jak zdobyłeś szampana? – zapytała, lekko przechylając głowę.
- Mam swoje sposoby – szepnął jej do ucha i uśmiechnął się. Oboje usiedli. jedli, pili, śmiali się. Dokładnie tak, jak na swojej pierwszej randce. Szampan szybko zniknął, jak i jedzenie. Chen przyglądała się palącym się świeczkom, kiedy Iroh gorączkowo szukał czegoś w kieszeni munduru. Wyjął małe, czarne pudełeczko i klęknął przed dziewczyną.
- C-co ty robisz? – zapytała zakłopotana.
- Chen… chciałem ci to powiedzieć już dawno. Moje życie bardzo się zmieniło, odkąd cię spotkałem. Nabrało kolorów. Pamiętasz jak dziwnie się zachowywałem po naszej wizycie w labiryncie, w ogrodzie mojego domu, w Ba Sing Se? – zapytał, a dziewczyna pokiwała głową, nie wypowiadając słowa. Ciągle tempo wpatrywała się w mężczyznę – Zachowywałem się tak, ponieważ dojść mogły tam tylko osoby, których los jest połączony przeznaczeniem – wyjaśnił.
- I ja wierzę w to przeznaczenie – kontynuował, a dziewczyna patrzyła na niego nie wiedząc, co powiedzieć.
- Nie proponuję ci małżeństwa – odetchnęła z ulgą – Chcę byś przyjęła ten pierścionek, jako symbol naszego przyszłego życia. Tego po wojnie – dokończył i wsunął jej na palec błyskotkę z rubinem. Była czerwona jak ogień.

Historia Chen. Rozdział 3 – Różne światy

Krwawa Konferencja z perspektywy Chen. Zapraszam na kolejny rozdział autorstwa Ady!

~Painted Lady

***

Dni płynęły jeszcze szybciej. Nim Iroh się obejrzał, już szykowała się kolejna wojna. Należał do wojska i umarłby za ojczyznę, lecz teraz… Gdy miał dla kogo żyć… Martwił się bardziej o nią niż o siebie. Gdyby coś się jej stało… Musiał mieć na nią oko. Każe najlepiej wyszkolonemu żołnierzowi ją pilnować. Każe nie spuszczać jej z oka. Była dla niego priorytetem. Była dla niego ważna. Nawet bardzo. Do pokoju weszła Renna. Widok pierworodnego syna, nie siedzącego nad mapami, tylko z rozmarzeniem wpatrującego się w okno, kompletnie zbił ją z tropu.
- Wszystko w porządku? – zapytała łagodnie, gdy zrozumiała, że nawet nie zauważył jej obecności.
- Och…! – spłoszył się. Nie lubił zbytnio odkrywać uczuć – T-tak, jak najbardziej. Rozmyślam nad wojną – odparł niepewnie. Kobieta od razu pochwyciła nutkę wahania w jego głosie. Nikt inny oprócz niej nie znał go tak dobrze.
- Czy aby na pewno? – zapytała z lekkim śmiechem – Coś podpowiada mi, że inne rzeczy chodzą ci po głowie…
Mężczyzna zachmurzył się. Nie. Nie powie jej. Jeszcze nie teraz.
- Przepraszam mamo, lecz muszę załatwić jeszcze parę ważnych spraw. Trzeba się przygotować do Konferencji Zjednoczonej Republiki Narodów – powiedział przekonująco. Renna udała, że wierzy i wyszła, zostawiając go samego. Nie minęła chwila, gdy wyszedł i pognał do pokoju ukochanej.

***

Chen siedziała na łóżku w samej pidżamie. Wszystkie wydarzenia toczyły się obok niej. Nie była w centrum zdarzeń, jak Valje. Dzięki temu, miała więcej czasu dla Iroh, którego z dnia na dzień zaczynała coraz bardziej lubić. Nie był wprawdzie Yunem, lecz dbał o nią. O wilku mowa. Mężczyzna w czerwieni wszedł do jej komnaty bez pozwolenia.
- Mama nie nauczyła cię pukać? – zapytała złośliwie, lecz w jej oczach czaiła się radość.
- Czytasz? Nie wiedziałem, że lubisz… – powiedział, napotykając wzrokiem okładkę – Książka historyczna? – zapytał z zaciekawieniem.
- Chciałabym poznać lepiej mój świat. Wiedzieć, co miałabym, gdyby…. – przerwała. Czuła wielką gulę w gardle. Nigdy wcześniej przed nikim się tak nie otworzyła. Nawet przed Yunem. Mężczyzna usiadł koło niej i mocno przytulił.
- Wiem, że przeszłości nie można zostawić. Wiem, że nie można o niej zapomnieć. Ale wiem też, że nie można nią żyć. Spróbuj cieszyć się tym co masz teraz. Chen, ja… chciałbym ci coś powiedzieć.
Dziewczyna popatrzyła na niego. Wyrwała się z objęć i usiadła naprzeciwko.
- Ja… pragnę tronu. Chcę rządzić w Narodzie Ognia. Chcę być władcą. I chciałbym, żebyś… – nie dokończył, bo do pokoju wpadła Renna. Zdziwiona patrzyła to na syna, to na Chen. Jej uwadze nie uszło, że jeszcze przed chwilą trzymali się za ręce. „Czy tutaj nikt nie puka?” – pomyślała ze złością Chen. Kobieta odchrząknęła. Była zdumiona całą tą sytuacją. Nie była jednak głupia i w lot zorientowała się o co chodzi.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale pora przygotować się na jutrzejszy dzień – przypomniała. Zakłopotana para wymieniła porozumiewawcze spojrzenia. Iroh cichym głosem pożegnał się i wyszedł.
- Co to miało znaczyć? – fuknęła Renna, gdy byli już na korytarzu – Romansowania ci się zachciało? Iroh, posłuchaj mnie! To nie czas na miłość. To czas na wojnę. Oboje musicie dać z siebie sto procent, lub nawet więcej – skłamała. Szukała racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego nie mogą być razem. Wiedziała, że dziewczyna skrzywdzi jej syna. Nie chciała tego. Widziała jak patrzy na chłopaka Valje. Tylko trójkąta miłosnego brakowało. W sumie, czworokąta. Nie było na to czasu. Miała nadzieję, że Iroh jej posłucha, jednak nie miała wątpliwości – młodzieniec był wierną kopią swego ojca. gdy się na coś uparł, nawet Agni nie mogła go od tego odwieść.

***

Bal był wspaniały. Suknie mieniące się złotem wirowały w tańcu. Senna i Yun zabawiali gości, a raczej sponsorów wojny, Zhong i Tonraq siedzieli przy stole, a Chen razem z nimi. Iroh siedział kilka krzeseł dalej. Dziewczyna cieszyła się, że nie okazują sobie uczuć publicznie. Bała się reakcji Yuna. Pułkownik zerkał na nią od czasu do czasu, mimo karcących spojrzeń matki. Nie mogła zabronić mu kochać. Chen wyglądała jeszcze piękniej, niż podczas ich wspólnej kolacji. Włosy miała upięte wysoko, wpleciono w nie kilka pereł. Czerwona suknia nie była wcale gorsza od stroju Księżniczki Valje. Mieniła się złotem. W końcu mężczyzna przełamał się i poprosił ją do tańca. Dziewczyna zgodziła się z lekką obawą. W duchu powtarzała sobie, że taniec to nic złego. Nikt niczego nie zauważy. Pułkownik delikatnie ucałował jej dłoń. Trzymał ją mocno, tak by nie czuła się onieśmielona. Wirowali w tłumie. Nikt się dla nich nie liczył. Chen doznawała uczuć, o jakie nigdy by siebie nie podejrzewała. Czy się zakochała? Czy obdarzyła uczuciem drugiego człowieka? Czy uciekła przed uczuciem do Yuna? Na żadne z tych pytań nie znała odpowiedzi. Było jej smutno, gdy muzyka ucichła i każde z nich wróciło na swoje miejsce. Zhong dziwnie na nią patrzył.
- Nie wiedziałem, że umiesz tak dobrze tańczyć – powiedział w końcu. Chen przeklęła w duchu. Domyślił się! Musiała zachować zimną krew.
- Staram się dobrze wypaść – odpowiedziała zdawkowo. Spojrzała na miejsce Księżniczki.
- Gdzie Valje? – zapytała. Nie widziała też Tonraqa. Przyjaciel już miał jej odpowiedzieć, gdy stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. W jednej chwili wielką salę zalała fala krwi. Chen nie rozumiała co się dzieje. To była rzeź. Istna rzeź. Iroh rzucił się do obrony ludzi, tak jak pozostali. Dziewczyna spostrzegła, że ktoś chce skrzywdzić Yuna. Szybkim ruchem odepchnęła chłopaka i przyjęła na siebie cios. Ten, nawet jej nie dziękując, pobiegł szukać Senny. Oberwała. Mocno. Jej lewa noga szybko pokryła się krwią. Iroh podbiegł do niej.
- Chen! – krzyknął. Szybko wziął pierwszą, lepszą szmatę i zaczął z całych sił tamować krew – Szybko, leć po pomoc – krzyknął do Zhonga, który się im przypatrywał. Chłopak, potykając się o leżące na ziemi ciała, pobiegł przed siebie.
- N-nic mi nie będzie – wyszeptała dziewczyna – Biegnij… biegnij ratować ojca… – wskazała na Meijiego, którego wlekli napastnicy.
- Nie ma mowy, nie zostawię cię! – uparł się. Przy dziewczynie już klęczał medyk.
- Dam sobie radę – przekonywała go.
- Zaopiekujesz się nią? – zapytał Zhonga. Chłopak zdecydowanie pokiwał głową. Iroh pobiegł do przybranego ojca. Było już jednak za późno.

***

Chen siedziała w swej komnacie z zabandażowaną nogą. Nie wiedziała, co dzieje się poza jej pokojem. Iroh ostrożnie otworzył drzwi i wszedł do środka. Gdyby dziewczyna mogła wstać, zrobiłaby to. Mężczyzna spojrzał jej w oczy.
- Tak mi przykro – powiedziała cicho. Miała wyrzuty sumienia. Jeśli Iroh nie zatrzymałby się przy niej, może zdołałby ocalić ojca. Nagle mężczyzna mocno się do niej przytulił. Nie płakał. Pułkownik nigdy nie mógł pozwolić sobie na łzy. Trzymał ją tak mocno, iż zdawało się jej, że ją udusi.
- Dobrze, że nic ci się nie stało – powiedział, wtulając się w jej włosy. Wtedy Chen ogarnęło dziwne uczucie. Nikt nigdy się o nią nie martwił. Nigdy. Wyrwała się z jego objęć i delikatnie pocałowała. To zawsze on ją całował. Chyba po raz pierwszy ona zaczęła. Teraz on potrzebował pocieszenia.
- Wszystko będzie dobrze – powiedziała słodko, głosem którego rzadko używała. Pogładziła go po policzku. Był taki podobny do swoich przodków.
- Chen… Kocham cię. Nie pozwolę cię nikomu skrzywdzić – powiedział nagle. Dziewczyna sama nie wiedziała, co ma powiedzieć, dlatego milczała. Pogrążeni w smutku, razem zasnęli. Żadne z nich nie chciało być same tej nocy.

***

W całej Federacji Ziemi panował wielki chaos i zamęt. Ludzie nie wiedzieli, co mają robić. Z jednej strony bali się zmian, lecz z drugiej rozumieli, że trzeba walczyć o swoje. Mężczyźni byli gotowi iść na wojnę choćby zaraz. Ich odwaga była imponująca. Chen siedziała w wygodnym fotelu, pokrytym zielenią. Jak Iroh, co chwilę wpatrywała się w Tron Króla Ziemi. Był pusty. Sprawiał wrażenie zimnego i twardego. Tak wiele osób marzyło by na nim zasiąść, lecz dziewczyna za nic tego nie chciała. Chciała tylko, by wróciły dawne czasy. Za panowania Władcy Ognia Zuko żyło się dostatnio. Gdyby urodziła się kilka lat wcześniej, zdążyłaby się tym nacieszyć. Los był tak okrutny! Na szczęście miała Iroh, obok którego czuła się, jak za tamtych starych, dobrych czasów. Co chwila przysłuchiwała się siedzącym przy dużym, drewnianym stole postaciom. Omawiali sprawy związane z wojną. Chen nie chciała wojny. Chciała żyć tak, jak przed krwawą konferencją. Chciała stroić się w wyszukane suknie, chodzić na bale, gdzie Iroh porwałby ją do tańca, chciała mieć służbę i mieszkać w pałacu. Nie chciała wojny. Napatrzyła się już na cierpienie. Na głód. Na ubóstwo. Ciągle czuła, jak gonił ją odór rozkładających się ciał. Nawet najdroższe perfumy nie były w stanie go zatuszować. Ciągle pamiętała to palące uczucie, gdy zabiła człowieka. Może złego, lecz nadal człowieka. Doskonale pamiętała, jak na jej stare szmaty, którymi się okrywała rozbryzgiwała się krew. Szybko odrzuciła tragiczne wspomnienia. Poczuła na sobie czyjś wzrok. Zorientowała się, ze to pułkownik się w nią wpatruje. Nie wiedziała co ma robić. Chciała by przerwał. Nerwowo dorzuciła coś do rozmowy. Chyba było to coś mądrego, bo wszyscy wlepili w nią spojrzenia. Lekko się zarumieniła, a Iroh spojrzał na nią z dumą. Narada toczyła się dalej. Dziewczyna z ciekawością przyglądała się twarzy premiera, która co chwilę przybierała ciekawsze odcienie czerwieni. Widać było, że to on chce być przywódcą, ale w starciu z silnym charakterem Renny nie miał szans. Chen mocno powstrzymywała się by nie wybuchnąć śmiechem. Rozmowa zeszła na temat akolitów powietrza. Dziewczyna znów wtrąciła swe pięć groszy. Atmosfera znacznie zgęstniała. Zrobiło się jeszcze gorzej, gdy Yun postawił się Rennie. Jej nikt się nie stawiał. W tym momencie, dziewczyna przypomniała sobie, za co go tak kochała. Za to, że nie ustępował. Dążył do celu po trupach. Zawsze dopinał swego. Chronił ją, podczas gdy Iroh, nawet jej jeszcze nie znał. Chen spochmurniała. N-nie… Nie kochała go już, ale… ale ciągle była mu coś winna. Z rozmyślań wyrwał ją Iroh. To zawsze jego głos słyszała, gdy myślała o Yunie. To on ją kochał. On pragnął jej szczęścia. Dziewczyna czuła się rozbita pomiędzy dwoma, tak różnymi światami. Plątała się w swoich uczuciach, jak bezbronna mała muszka w pajęczej sieci. Czuła jak palą ją od środka, zagnieżdżają się w umyśle i powodują masę bólu. Nienawidziła swojej bezradności. Nie wiedziała co ma robić.

***

- Chen, możemy porozmawiać? – zapytał Zhong, łapiąc ją za ramię. Narada skończyła się kilka minut temu. Chłopak długo namyślał się, czy wypada rozmawiać o tym, co oczywiste. Dziewczyna starała się uśmiechnąć, ale zamiast tego na jej twarzy pojawił się niewyraźny grymas. Chłopak nabrał powietrza w płuca i zaczął:
- Zauważyłem… Że ty… ty i pułkownik Iroh… – mówił niewyraźnie. Źrenice Chen rozszerzyły się nienaturalnie. Poczuła, że zaschło jej w gardle. Nie… Nie mogło być! Cholera! Coraz więcej osób wiedziało… Dziewczyna przywołała na twarz słodki uśmiech.
- Haha, tak zaprzyjaźniliśmy się – skłamała nerwowo. Musiała zachować zimną krew.
- Tak? To dobrze. Martwiłem się o ciebie. Kiedy Senna, to znaczy Valje – poprawił się – Kiedy ona i Yun zaczęli ze sobą chodzić, przygasłaś. Miałem wrażenie, że ostatnio… znalazłaś to czego szukasz. Ale skoro tylko się przyjaźnicie… To mam nadzieję, że ta przyjaźń nigdy się nie skończy. Widzę, że dała ci nadzieję – skończył, lekko się uśmiechając. Dziewczyna odwzajemniła gest i odetchnęła z ulgą. Jej sekret był bezpieczny. Na razie.

Historia Chen. Rozdział 2 – Jeden pocałunek

Przedstawiam kolejny rozdział Historii Chen pióra Ady. Czy znajomość ostatniej arystokratki Narodu Ognia z pułkownikiem Iroh ma szansę przerodzić się w coś więcej? Zachęcam do czytania i komentowania!

Macie pomysł na własny tekst w dowolnej formie powiązany z moimi opowiadaniami i chcielibyście, żeby ukazał się na blogu? Nic prostszego – wyślijcie mi swoją pracę na adres painted-lady@wp.eu i czekajcie na odpowiedź :)

~Painted Lady

***

Od wydarzeń w labiryncie, Chen jeszcze rzadziej widywała Iroh, a kiedy czasem się spotkali, ten nie patrzył jej w oczy i dziwnie się zachowywał. Dziewczyna niezbyt się tym przejmowała. Odkąd okazało się, że jest prawdopodobnie jedynym żyjącym dzieckiem szlachty, wszyscy traktowali ją z szacunkiem. Była szczęśliwa, że nie tylko Sennę zauważono. Jednak dla Chen największym wydarzeniem była rozmowa z Wieczną Księżniczką Narodu Ognia. Renna, bo tak miała na imię, opowiedziała jej wszystko, dosłownie wszystko co wiedziała o jej rodzicach. Dzięki niej, w głowie dziewczyny nie było już zamglonych, owianych tajemnicą postaci, lecz dwie konkretnie wyglądające twarze osób, które kochały ją najbardziej na świecie. Renna była dla niej wspaniała. Powiedziała jej też o niejakim Jinsenie, który był synem… pierwszej żony ojca Chen. Ciężko się było w tym połapać, ale dziewczyna była na tyle inteligentna, by to zrozumieć. Gdy Księżniczka okazała jej dobroć, ta zrozumiała, że nie może całego swojego życia ustawiać pod mężczyznę, który nawet jej nie kocha! Postanowiła zrobić coś dla siebie. Razem z Zhongiem i pozostałymi postanowiła dołączyć do wojska. Kiedy Iroh to usłyszał, nie posiadał się z radości. Tylko znów jakoś tak dziwnie patrzył na Chen. Dziewczyna odważnie spojrzała mu w oczy, a on… po prostu odwrócił wzrok. Teraz była pewna, że pułkownik jej unika. Tylko… dlaczego? Obraził się? Dziwne. Postanowiła z nim porozmawiać i wyjaśnić nieporozumienie.

***

Iroh siedział w swoim gabinecie i przeglądał mapy, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Z ciekawością otworzył i ujrzał w nich dziewczynę, z którą niedawno rozmawiał. Była ubrana w opinające, ciemno-zielone spodnie do kostek i luźną koszulę w kolorze dojrzałej brzoskwini. Włosy miała rozpuszczone. Co chwilę powiewały na wietrze.
- Witaj. Mogę w czymś pomóc? – zapytał twardo.
- Hmn.. Ja chciałam porozmawiać… Wpuścisz mnie? – zapytała, po czym bez pozwolenia wparowała do ciemnego pomieszczenia. Rozejrzała się dookoła. Na środku stał ogromny globus, ukazujący cały świat. Naprzeciwko mieściło się okno, które wpuszczało światło, a pod nim biurko z rozłożonymi mapami. Dokoła stały półki z geograficznymi książkami. Żadna z nich nie była pokryta kurzem.
- Dużo czytasz? – zapytała od niechcenia.
- Nie mam na to czasu, ale lubię czasem coś przeglądnąć – odparł. Dziewczyna oparła się o biurko wykonane z drewna. Pułkownik przyglądał się przez chwilę jej twarzy, próbując rozszyfrować o czym myśli. Za to ona nadal błądziła wzrokiem po pokoju.
- Unikasz mnie? – zapytała prosto z mostu. Nie miała ochoty bawić się w kotka i myszkę.
- Co…?! N-nie! – oburzył się Iroh. Był pewien, że dziewczyna nie zauważyła jego dziwnego zachowania.
- Na pewno? – zapytała ponownie. Wolała mieć z nim dobre relacje. Nie chciała niczego utrudniać. Mężczyzna zamyślił się. Jakby na potwierdzenie swych słów zaproponował:
- Może wybrałabyś się ze mną na kolację? Znam tu parę ciekawych miejsc.
Chen wahała się. Co by pomyślał Yun, gdyby zobaczył ją z innym mężczyzną? Zaraz! Miała o nim zapomnieć. Życie jest zbyt krótkie by je marnować. Zdecydowanym tonem przytaknęła. Umówiła się z pułkownikiem w jednej z restauracji, niedaleko jego domu.

***

Dziewczyna nie wiedziała w co się ubrać na takie spotkanie. Nigdy nie była na… randce. Zawsze miała nadzieję, że to Yun zaprosi ją na kolację. Nie, dość takiego myślenia! Niespodziewanie do jej pokoju weszła Senna. No tak, Księżniczce wszystko wolno! Chen już miała powiedzieć jej coś niemiłego, ale przypomniała sobie o niby-sojuszu.
- Co robisz? – zapytała wesoło. Cała ona. Wielka Księżniczka, która powinna odnosić się do każdego z wyższością, dalej zachowuje się jak wieśniaczka.
- Wychodzę. Pułkownik Iroh zaoferował, że pokaże mi miasto – skłamała. Bała się, że dziewczyna powie wszystko Yunowi. Może z nim skończyła, ale nie chciała by wiedział, że z kimś się spotyka.
- To fantastycznie! – klasnęła w dłonie – Jeśli chcesz, mogę pożyczyć ci jakąś suknię – zaoferowała. Chen chwilę się wahała. Wstała z łóżka i zajrzała do szafy. Wprawdzie było tam kilka sukienek, ale nic nie nadawało się na taką okazję. Skinęła głową w stronę Senny. Obie udały się w stronę komnaty Księżniczki. Chen była w niej pierwszy raz. Gdy białe drzwi uchyliły się przed nią, zamarła. To nie była komnata. To było mieszkanie! Po drugiej stronie mieściło się wyjście na balkon. Na środku stała żółta sofa i mały, szklany stolik. Było też dużo szafek z książkami, w większości historycznymi. No tak. Jej wysokość musiała się nauczyć wszystkiego o Narodzie Ognia, by wypaść w swej roli wiarygodnie. Następne drzwi, jak powiedziała jej Senna, prowadziły do sypialni. To w niej z kolei mieściła się ogromna garderoba. Chen aż przetarła oczy, gdy ujrzała te wszystkie sukienki. Musiały kosztować majątek! Wydawać tyle na odzienie, to istna głupota! Dziewczyna zaczęła przeglądać ubrania. Wszystko było takie… w stylu Księżniczki. Nic co mogłaby ze spokojem założyć. Już miała wychodzić, gdy jej wzrok przykuła lekka, miętowa sukienka. Troszkę obcisła, ale idealna na nią. Spojrzała na Sennę. Ta ze zgodą skinęła głową i uśmiechnęła się. Była szczęśliwa, że może pomóc przyjaciółce.

***

Iroh stał i czekał pod restauracją punktualnie o 20.00. Co chwila zerkał na zegarek. Miał nadzieję, że dziewczyna go nie wystawi. Gdy ujrzał ją, jego serce szybciej zabiło. Była śliczna. Miętowa sukienka idealnie dopasowała się do jej ciała, podkreślając wszystkie atuty. Włosy miała puszczone na plecy, z jednej strony podpięte wsuwką z wizerunkiem zielonej ważki. Miała lekki makijaż. Wyglądała tak inaczej, niż wszystkie dziewczyny jakie znał pułkownik. Chen też nie mogła zaprzeczyć urodzie mężczyzny. Nie był ubrany w sztywny mundur, jak zazwyczaj, lecz w ciemny garnitur. Dopiero teraz dotarło do dziewczyny, jak jest przystojny. Zarumieniła się, gdy ich spojrzenia się spotkały, jednak on nie mógł tego zobaczyć, było już ciemno. Przywitali się i weszli do lokalu, o wdzięcznej nazwie „Kwiat Wiśni”. W budynku było dosyć ciemno, na stolikach paliły się świeczki. Usiedli, przy wcześniej zamówionym przez mężczyznę stoliku. Iroh podarował Chen piękną, czerwoną różę. Oboje zamówili pieczone jagnię z dodatkami. Jedli, rozmawiali, śmiali się. On z wyrozumieniem słuchał o jej problemach, a ona z ciekawością pochłaniała informacje o jego zainteresowaniach. Po chwili butelka czerwonego wina stała pusta. Potem następna i… następna. Dziewczyna nawet nie zorientowała się, kiedy wypiła to wszystko. Była zupełnie pijana. Iroh również nie grzeszył trzeźwością. Z uśmiechem zaproponował, iż odprowadzi ją do domu. W sumie i tak mieli razem wracać, przecież mieszkali w tym samym budynku, ale pomyślał, że tak będzie grzeczniej. Pomimo, że nie był synem Meijiego, nie był gorszy. Renna zadbała o jego wychowanie. Niczego mu nie brakowało. Kiedyś nawet szukał ojca, lecz gdy usłyszał, że ten ma już szczęśliwe życie i nie potrzebuje syna, po prostu zapomniał. Teraz w jego umysł i serce wkradł się zupełnie kto inny. Ktoś całkowicie inny.

***

Chen nawet nie wiedziała, kiedy to się zdarzyło. To miał być jeden pocałunek… jeden, do cholery! A nie cała noc pocałunków! Miała wyrzuty sumienia… Wykorzystała go, dała mu nadzieję… Ale dalej była Yuna. To jego pragnęła, nie Iroh. Kłamstwem byłoby, że nic do niego nie czuje, ale… To Yuna kochała. Tak bardzo, tak naprawdę. Tak, jak Senna nie potrafiła. Obudziwszy się w objęciach pułkownika, szybko zaczęła się ubierać. Nie powinna była tyle pić! Jak teraz spojrzy mu w oczy? To nieważne. Najważniejsze, by Yun się nie dowiedział! Nagle mężczyzna głośno ziewnął i otworzył oczy. Sam jakby zapomniał, co się wydarzyło. Spojrzał na nią. W jego oczach malowało się… szczęście.
- Chen… ja… – zaczął, lecz ta uciekła. Nie wiedział, co ma myśleć. Nie był pijany do nieprzytomności. Często smakował alkohol, więc taka dawka nie była dla niego zabójcza. Chciał tego. Chciał tego, odkąd ją zobaczył. Pytanie tylko, czy ona chciała?

***

Atmosfera była nerwowa. Nawet bardzo. Wszyscy przygotowywali się do spotkania z Radą Ministrów. Chen jednak to nie interesowało. Całymi dniami wychodziła z siebie, byle tylko Yun się nie dowiedział. Chodziła wokół niego, dbając, by nie tracił czasu na rozmowę z Iroh. Pilnowała, by do jego uszu nie dotarła nawet najmniejsza plotka. Robiła dosłownie wszystko. Z pułkownikiem nie utrzymywała nawet kontaktu wzrokowego. Było jej tak wstyd. Chciała to wyjaśnić, lecz brakowało jej odwagi. To on wykonał pierwszy ruch.
- Możemy porozmawiać? Nie robiliśmy tego od… – szukał odpowiednich słów. Jego wzrok utkwiony był w dziewczynie. Za każdym razem, gdy na nią patrzył, piękniała w jego oczach. Teraz był pewien.
- Nie chciałem cię wystraszyć. Być może za dużo wypiłem tamtego wieczoru, ale nie żałuję tego co się stało – powiedział dumnie. Czekał na reakcję, ale jej oczy nadal były wpatrzone w podłogę. Wziął ją delikatnie za rękę. Bał się, że jest tylko snem, że kiedy jej dotknie, pęknie jak mydlana bańka. Starał się z nią obchodzić delikatnie, dobierać słowa tak, by czuła się komfortowo. By wiedziała, że jest z nim bezpieczna. Po lekko zarumienionym policzku Chen spłynęła łza. Sama nie wiedziała, co robi, lecz przywarła mocno do mężczyzny, który stał przed nią i być może wyznawał miłość. Ten objął ją mocno. Nie mógł jej już wypuścić z rąk. Gdyby to zrobił, odfrunęłaby niczym złoty ptak. Łkała w jego ramionach. Była taka samotna. A w nim znalazła pocieszyciela.

***

Wszystko potoczyło się tak szybko. Jeszcze przed chwilą Senna, wieśniaczka z Bieguna, dziś Valje, Księżniczka, za którą miliony idą na wojnę. Tyle się wydarzyło. Jej wysokość na początku stroiła fochy, ale w końcu zgodziła się na wkroczenie Federacji Ziemi do Królestwa Ognia. Relacja Chen i Iroh nadal była… pogmatwana? To chyba odpowiednie słowo. Publicznie nie okazywali sobie żadnych uczuć, mimo to dziewczyna czuła na sobie wzrok Renny. Matka mężczyzny patrzyła na nią znacząco, jakby o wszystkim wiedziała. O tym, że Chen bawi się jej synem. Że daje mu złudną nadzieję. Że traktuje go, jak tego drugiego, ciągle na pierwszym miejscu stawiając Yuna. Dziewczyna zaczęła się wahać. Być może to co czuje do chłopaka, to nie miłość, a… przywiązanie? Może wdzięczność, za pomoc? Za opiekuńczość? Może ciągle pamięta o ich wspólnych planach? Może trudno wymazać jej z głowy obraz ich, jako małżeństwa? Sama nie wiedziała. Demony czaiły się w jej sercu. Czuła jak uczucia palą ją od środka. Z Iroh spotykali się wieczorami. Czasem dziewczyna pozwalała sobie na czułe gesty, ale głównie rozmawiali. W tym całym zamieszaniu, nawet nie zauważyła, jak bardzo Yun i Senna się od siebie oddalili. Dawniej byłby to powód do radości, ale teraz… Czuła się wolna. Chyba wreszcie zapomniała. Zapomniała o bólu, o cierpieniu, o nienawiści. I wtedy zrobili to drugi raz. Choć Iroh nie mógł się doczekać, jak na dżentelmena przystało, czekał na jej ruch. A ona tego chciała. Nigdzie się nie śpieszyli. Mieli całą noc.