Historia Chen. Rozdział 5 – Znajoma pustka

Kolejny rozdział historii trudnej miłości Chen i Iroh pióra Ady. Zapraszam :)

~Painted Lady

***

Iroh ze skupieniem powtarzał słowa ojca. Musiał nauczyć się tkać pioruny jako pierwszy. Nie zniósłby, gdyby Yun szybciej opanował tą sztukę. Przez chwilę zastanowił się, co robi Chen, lecz szybko wrócił do słuchania. Moren zabawnie tłumaczył, a raczej starał się to robić. Wtem przerwała mu jakaś kobieta. Iroh z zaciekawieniem odwrócił się i ujrzał Azulę. Księżniczkę Azulę. Przybyła, by pomóc im walczyć. To dobrze. Nie będą sami. Wywiązała się miła rozmowa, podczas której Wieczna Księżniczka porównała Iroh do Zuko. Kolejna osoba, która zauważyła to podobieństwo. Będzie idealnym królem. Jak Zuko. Nie popełni błędów Kenaia. On poddał się woli swej Mistrzyni Magii Ognia i stracił wszystko. Władzę, szacunek, życie, ale – co najważniejsze – rodzinę. Zabił własną kobietę. Ukochaną, która obdarzyła go wielkim uczuciem. Matka nie lubiła o tym mówić, ale tą krwawą historię słyszał od Meijiego. Nie spodziewał się, że Sorela zdążyła wydać na świat dziecko. Tym bardziej nie spodziewał się, że okaże się nim Senna. Nie nadawała się na Królową. Lepiej pasowało by do niej życie zakonne. Oddałaby wszystko ubogim i otoczyłaby opieką uciśnionych. Choć z tego, co opowiadał Yun, wynikało, że dziewczyna lubi się zabawić. Kiedy słuchał jak jej kochanek z dumą opowiada o szczegółach ich pikantnych spotkań, odczuwał do niego coraz większe obrzydzenie. Żeby tak targać honor Księżniczki Ognia. Ale to nie była jego sprawa. On miał Chen. Nigdy by jej nie zdradził. Nigdy by nie zawiódł. Zrobiłby wszystko, by była szczęśliwa. Miał nadzieję, że mu na to pozwoli. Przyjrzał się ojcu. Stał przy Rennie. Tak dobrze razem wyglądali. A ona potrzebowała teraz kogoś, kto pozwoli jej zapomnieć o smutku i wyrwać się z chaosu, panującego w jej głowie. Potrzebowała kogoś, kto uratuje ją od szaleństwa.

***

Chen nie rozumiała, co się dzieje, kiedy wszyscy w panice szukali Senny. Jedni zaglądali do namiotów, inni biegali w obozie jeńców. Ona sama nie wierzyła, by stało się jej coś złego. Była przekonana, że znowu polazła kochać się z Yunem. Gdy usłyszała, że ta idiotka znów uciekła mackom śmierci i, że Makked, TEN Makked był zamachowcem na jej niewinne życie, osłupiała. Przypatrywała się, jak tysiące rąk prowadzą ją do medycznego namiotu. Opatrywali rany, których nie było zamiast zająć się biednym Tonraqiem. Chen poniekąd go rozumiała. On też ciągle gonił za niedostępną miłością. Nagle przypomniała sobie, jak w Mieście Republiki udawali, że są sobą zainteresowani, by wzbudzić zazdrość Senny i Yuna. To było tak dawno temu. Tyle się wydarzyło od tego momentu. Poznali ludzi, którzy nie zawsze dobrze im życzyli, napatrzyli się na śmierć niewinnych, odkryli tajemnice, które miały pozostać w grobach, pogrzebane niczym przeszłość, razem ze zmarłymi. Chen oddaliła się od tej całej maskarady i poszła do swojego namiotu. Przeglądnęła się w lustrze. Jej włosy nabrały połysku. Teraz mogła je czesać i układać w wymyślne warkocze. Jej ciało nabrało kobiecych kształtów. Nie wyglądała już jak wątła nastolatka, ale jak dojrzała kobieta. Nie zmieniła się tylko fizycznie. W jej psychice również wiele się działo. Zakochała się. Musiała to w końcu przyznać. Starała się zdusić w sobie to uczucie, ale nie mogła. Pozwoliła mu się rozwinąć, rosnąć i dojrzewać. Nie żałowała tego. Ale ciągle pamiętała o długu, który miała wobec Yuna. Już go nie kochała, ale nigdy go nie zostawi. On był przy niej, gdy tego potrzebowała. Ona też będzie. Poczeka, aż nadarzy się okazja i wtedy mu pomoże. A kiedy dług będzie spłacony, wróci do Iroh.

***

Wszyscy już spali, gdy Iroh przemierzał pole namiotów. Zakradł się do tego, w którym spała Chen. A przynajmniej powinna spać. Był już ubrany w nocne odzienie, tak jak ona. Siedziała na zimnej ziemi, nie zdając sobie sprawy, że może to nadużyć jej zdrowie.
- Dlaczego nie śpisz? Jest już późno – zapytał spokojnie.
- Miałam nadzieję, że przyjdziesz – powiedziała, wstając i przytulając się do niego.
- Hej, co jest? – zaśmiał się, mocno odwzajemniając uścisk. Tak bardzo lubił czuć ją w swoich ramionach. Jej włosy pachniały szczawiem, zapewne od szamponu z tej rośliny.
- Ja… Boję się. Nie wiem co przyniesie jutro. Mogę cię stracić. Nie chcę tej wojny. Wcześniej wszystko było mi obojętne, ale teraz… – otworzyła się. Znów się przed nim otworzyła. Co takiego w sobie miał, że to robiła? Czy to jego umiejętność słuchania? A może rozumienia? Nie wiedziała. Kochała go całego, takiego jakim był. Za błysk w jego oczach, za uspokajający ton głosu, za gęste, czarne włosy, za mądrość, za to jak umiał ją obejmować. Za wszystko. Chciała mu to powiedzieć. Chciała, żeby wiedział. Ale brakowało jej odwagi. Nie była Senną, która od razu wyjawiła, co czuje do Yuna. Nie była Tonraqiem, który jawnie okazywał Valje swoje uczucia. I w końcu, nie była Zhongiem, który wykrzyczał Cahai swe uczucie w publicznym lokalu. Ona tak nie potrafiła.
- Spokojnie – znów usłyszała ten głos, który wprawiał ją w drżenie – Wszystko będzie dob… – nie zdążył dokończyć, bo dziewczyna gwałtownie go pocałowała. Zrzucili z siebie ubrania i spędzili razem całą noc.

***

Takiej radości Chen już dawno nie widziała. Wszyscy pili, jedli i tańczyli. Makked został schwytany. I ona skorzystała z zabawy, zgadzając się na taniec z Iroh. Ku jej zdziwieniu, generał wymienił ją na Valje, a ona została posłana w ramiona Yuna. Obserwowała, jak rozmawiają, zastanawiając się o czym. Spojrzała na swojego partnera. Trzymał ją tak pewnie. Nie. Nie chciała, by uczucia znów powróciły.
- Dawno nie rozmawialiśmy, Chen – powiedział, przekrzykując muzykę i bawiących się ludzi. Położył nacisk na ostatnie słowo. Czyżby czaiła się w nim nutka żalu?
- Byłeś zbyt zajęty zabawą w wojsku i Valje – odcięła się. Nie miała ochoty, by znów dawał jej nadzieję. Niech zajmie się swoją kochanicą.
- Och, przykro mi, że nie miałem dla ciebie czasu – odrzekł. Dziewczyna zastanawiała się, czy mówił poważnie. Chciała coś wyczytać z jego oczu, ale pojawiała się tam tylko znajoma pustka. Przerażająca pustka – Musimy to nadrobić – szepnął jej do ucha. Wykrzywiła się.
- Co masz na myśli? – zapytała, niepewna słów chłopaka. Ten tylko uśmiechnął się do niej. Uśmiech przywołał wszystkie wspomnienia, o których chciała zapomnieć. Znów poczuła dawne uczucie. Wybąkała przeprosiny i wybiegła na świeże powietrze. Niedaleko zobaczyła ogień. Na wpół pijany Tonraq siedział przy ognisku. Podeszła bliżej i zobaczyła butelkę po winie. Chłopak trzymał w ręce piwo, a obok niego stała nienapoczęta wódka. Dziewczyna usiadła obok niego.
- Zabawnie się złożyło – zaśmiała się. Chłopak uniósł brew i popatrzył na nią z ukosa. Nie widział, czy alkohol miesza mu w głowie, czy dziewczyna naprawdę siedzi obok niego. Nawet nie zauważył, kiedy przyszła – Ty kochasz Sennę, której już nie ma, a ja nadal coś czuję do Yuna, ale nie jest to miłość – rzekła, a w jej słowach kryła się prawda. Senna powoli załamywała się pod ciężarem korony. Pozostała już tylko Valje. Yun za to nie mógł dać Chen tego, co dawał jej Iroh, ale miał w sobie coś, co przyciągało. Czy była to wspólna przeszłość? A może przyszłość? Znów te cholerne pytania, na które nie ma odpowiedzi. Dziewczyna otworzyła butelkę trunku i upiła duży łyk. Wnet zaszumiało jej w głowie. Potem urwał się jej film.

***

Iroh zamienił z Księżniczką kilka słów podczas tańca. Rozmawiali o swoich planach i o dalszych etapach wojny. Oboje martwili się o swoich bliskich. Wtedy Iroh zobaczył jak zatroskana Chen wybiega na dwór. Wyszedł za nią, zobaczyć czy wszystko w porządku. Dziewczyna rozmawiała z Tonraqiem, więc uznał, że nie będzie jej przeszkadzał. Wrócił do bawiących się ludzi. Nie pił wiele, rano umówił się z Morenem na ćwiczenia. Po dwóch godzinach zaglądnął do Chen. To co zobaczył, przeraziło go. Wokół dziewczyny walały się puste butelki po mącących umysł napojach. Dziewczyna mocno gestykulowała rękami i krzyczała. Była kompletnie pijana.
- Chen… – generał powiedział sam do siebie – Chodź – wziął ją w pasie. Dziewczyna stała i zatoczyła się. Mężczyzna przytrzymał ją mocno, by się nie przewróciła. Dziewczyna zwymiotowała, ale nie odwrócił się od niej. Kochał ją mimo wszystko i w takich sytuacjach nie mógł jej zostawić. Dziewczyna, ciągle pod wpływem alkoholu rzuciła mu się na szyję i wydukała szczęśliwie:
- Yun… przyszedłeś.
- O czym ty mówisz? – zapytał zdezorientowany.
- Tak bardzo cię kocham. Jesteś mój Yun. Tylko mój – powtórzyła. Iroh bez słowa wziął ją na ręce i odniósł do namiotu. Dziewczyna zasnęła w swoim łóżku. Mężczyzna upewnił się, że wszystko z nią w porządku i wyszedł. Nie wiedział, czy wróci.

Historia Chen. Rozdział 4 – Życie po wojnie

Kolejny piękny rozdział równie pięknej historii autorstwa niezastąpionej Ady. Zapraszam!

~Painted Lady

***

Chen zmarszczyła brwi. Opierała się o ścianę w gabinecie Iroh.
- Co chcesz mi powiedzieć?! Że nie mogę iść walczyć?! – krzyczała. To było nie do pomyślenia! Nikt nie będzie jej dyktował, co ma robić! Była ostatnią arystokratką Narodu Ognia i nie pozwalała sobie na takie traktowanie.
- Uspokój się! – teraz to Iroh podniósł głos – Nie pozwolę ci iść na wojnę! Nie wyślę cię na pewną śmierć!
Oboje zamilkli. Z twarzy Chen znikła złość, pojawił się smutek. Odwróciła się plecami do pułkownika i spojrzała przez uchylone okno na niebo. Tego wieczora nie było ani jednej gwiazdy. Wokół unosiła się napięta atmosfera.
- Nie…. Nie chcę się z tobą kłócić – zaczął mężczyzna, już znacznie spokojniej. Nie chciał jej stracić. Nie miał ojca, ani biologicznego, ani przyszywanego. Został mu tylko brat, matka i ona. Nie wyobrażał sobie życia bez niej. Podszedł do niej i objął w pasie. Dziewczyna dotknęła jego dłoni.
- Poradzę sobie – powiedziała, odwracając się. Spojrzała w jego złote oczy. Mieszały się w nich niepewność i strach. Wtedy Chen uświadomiła sobie, jak bardzo się o nią troszczy. Zapewne opiekuńczość była jego cechą wrodzoną, wyniesioną z domu. Ona nigdy nie miała szansy wynieść czegokolwiek. Nie miała domu. Zamyśliła się. Po raz pierwszy zadała sobie pytanie, co będzie robić po wojnie? Jak potoczą się jej dalsze losy? Zostanie z Iroh, czy znów pogna za Yunem? Czy będzie miała w sobie dość siły, by uciec uczuciom?
- No dobrze – przerwał jej rozmyślania – Ale nie myśl sobie, że tak po prostu puszczę cię z karabinem. Przydzielę co najmniej dziesięciu moich ludzi, którzy będą dbać, by nic ci się nie stało – powiedział z powagą, lecz na twarzy widniał mu uśmiech. Chen roześmiała się. Nie był to śmiech sarkastyczny, czy ironiczny. Śmiała się szczerze. Nie robiła tego od wielu lat.

***

Iroh myślał, że nigdy go nie zobaczy. Patrzył czasem w lustro i zastanawiał się, czy jest do niego choć trochę podobny. Był wściekły, gdy matka zabroniła mu go szukać. Starał się, próbował, ale Renna zawsze była o jeden krok przed nim. Udaremniała każdą próbę, zacierała ślady i paliła mosty. Mężczyzna przypatrywał się jej, gdy mówiła, że zburzy spokojne życie ojca. Zastanawiał się, czy chodziło jej tylko o jego życie? A może nie chciała, by przy Morenie, Meiji poczuł się jak mąż drugiej kategorii. Szanował przybranego ojca, nawet kochał, ale nigdy nie zapomniał kto go spłodził. Krew z krwi, płomień z płomienia. Teraz stał przed nim, oczekując na reakcję. Pewnie myślał, że syn wybuchnie gniewem lub płaczem, ale ten przyjął to dosyć… obojętnie. Cieszył się, nawet bardzo, ale już tak dawno stracił nadzieję na spotkanie z rodzicielem, że czuł się jak we śnie. Ostatnio działo się za dużo. Chen, Moren, wojna. Mężczyzna miał za to wszystko poczucie odpowiedzialności. Był pułkownikiem, musiał zachować zimną krew. Takich sytuacji będzie więcej, gdy zostanie Władcą Ognia. Wszystkie oczy będą zwrócone ku niemu. Zakończy ubóstwo, głód i nędzę. Będzie sprawiedliwy i dobry. Jak Zuko. On i Chen będą tworzyć parę tak idealną, jak jego dziadek i babka. Tak szkoda, że nie zdążył ich poznać. Gdyby nie umarli… jego koronacja byłaby tylko zbędną formalnością. Jak na razie był jedynym męskim potomkiem z rodziny królewskiej, umiejącym tkać ogień. Był świetnym kandydatem. Miał pewność, że ukochana go poprze. Że będzie rządzić po wsze czasy, a ona będzie trwać u jego boku. Ale były to tylko marzenia. Wprawdzie Valje obiecała mu tron, lecz niczego nie mógł być pewien. Teraz stał i nie wiedział co ma powiedzieć. Moren. To imię tak często brzmiało w jego uszach. Renna zabroniła mu o nim mówić przy Meijim. Można powiedzieć, że w ogóle zabroniła mu o nim myśleć. Tylko raz wypowiedziała to imię. W pewną jesienną noc, gdy wówczas siedemnastoletni chłopak cicho wchodził do własnego pokoju przez balkon. W pomieszczeniu panował zupełny mrok, a poduszki pod kołdrą na pokrytym zielenią łóżku sprawiały wrażenie, jakby ktoś słodko spał. Ale tego wieczoru nikt nie spał. Iroh pociągnął za złotą klamkę od balkonowych drzwi i wszedł do środka. Po omacku doszedł do biurka, na którym spoczywała wcześniej przygotowana świeca. Jednym ruchem zapalił ją, dając tym samym trochę światła. Na biurku spoczywały rozmaite książki, od historii całego świata, po atlasy przyrodnicze. Chłopak wziął pergamin spoczywający w małej szufladce, przy okazji sięgając po ptasie pióro i atrament. Zręcznie począł kreślić litery. Pisał szybko, by nic co tamtego wieczora usłyszał, nie umknęło. Miał informacje. Za kilka złotych monet, miejscowy plotkarz dałby się pokroić. Jego poszukiwania były mozolne, ale powoli dawały efekty. Już niedługo go odnajdzie. Choćby miał wyruszyć na koniec świata, nie cofnie się przed niczym, by odnaleźć ojca. Tyle miał mu do powiedzenia! Odgrywał tę scenkę w swojej głowie tysiące razy. Najpierw zapyta, dlaczego go porzucił? Dlaczego, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, nie zaopiekował się nim i jego matką? Dlaczego nie napisał nigdy listu na urodziny? Dlaczego nie był obecny w jego życiu? Wyrzuci z siebie wszystko, co go frustruje. Zada każde pytanie. I będzie oczekiwał odpowiedzi. Przetarł oczy. Jak późno już było? Nie, nie mógł teraz zasnąć. Musiał zatrzeć wszystkie ślady swojej nocnej wyprawy. Renna była czujna. Nic nie umknęło jej uwadze. Wyłoniła się dosłownie znikąd i stanęła nad synem.
- Gdzie byłeś? – zapytała stanowczo, lecz cicho by nie obudzić męża, który już dawno padł w objęcia Morfeusza, jak również służba i młodszy syn Księżniczki. Nim chłopak zdążył schować zapiski, kobieta już trzymała w dłoniach pergamin i czytała. Drżącą dłonią zakryła usta. Starała się opanować emocje.
- Skąd… Skąd to wiesz? – wyszeptała. Iroh z trudem spojrzał w jej ogniste oczy. Malował się w nich strach.
- Myślałaś, że nigdy nie zaczną go szukać? Nie odpowiadałaś na moje pytania, więc sam postanowiłem sobie odpowiedzieć – odparł ze stoickim spokojem.
Usta Księżniczki zadrżały. Nabrała powietrza w płuca, tak jakby chciała coś powiedzieć, ale zrezygnowała. Po chwili ponowiła próbę i zachrypniętym głosem powiedziała:
- Moren.
- Słucham? – zapytał zdezorientowany chłopak.
- Twój ojciec ma na imię Moren – wyszeptała.

***

Chen z niedowierzaniem wpatrywała się w twarz ukochanego. Był taki przystojny. Gęste czarne włosy i te płonące żywym ogniem oczy. Gdyby go nie znała, mogłaby pomyśleć, że w tych oczach czai się szaleństwo. Ale Iroh nie był podobny do swojej matki. Był zbyt dobry, by kogoś zabić. Bez przyczyny, oczywiście. Na wojnie będzie zmuszony zabijać. Ona zresztą też. Dopiero teraz to do niej dotarło. Znów będzie musiała zabijać. Znów otrze się o śmierć. Choć, z drugiej strony, już tak wiele razy jej uciekała, że i tym razem sobie poradzi. Szkoda, że nie umiała tkać własnego żywiołu. Czułaby się wtedy bezpieczniej. Niby Iroh spełnił obietnicę i kazał ją pilnować kilku żołnierzom, lecz ona nie czuła się pewnie. Starała pocieszać się w duchu, ale wiedziała, że nie wszyscy wyjdą z tej bitwy cali i zdrowi.
- Dziwnie się czuję – przerwał jej rozmyślania mężczyzna. No tak. Spotkanie z rodzonym ojcem wywarło na nim spore wrażenie, choć starał się tego nie okazywać.
- To znaczy? – zapytała. W namiocie było duszno. Chen zadbała, by nie dopływało do niego żadne światło. Wtedy miała pewność, że nikt ich nie zobaczy. Spotkania z Iroh, kiedy obok był Yun, były bardzo ryzykowne, ale nie mogła się im oprzeć.
- Nie wiem co mam myśleć. Nie wiem co czuję – odpowiedział. Chen uśmiechnęła się pod nosem. Jak ona doskonale to znała. Codziennie budziła się z myślą, że nie wie, które uczucie wybrać.
- To minie – powiedziała uspokajająco, sama nie wiedziała, czy do niego, czy do siebie – To minie – powtórzyła i cicho westchnęła.

***

- Denerwujesz się? -zapytał Zhong. Stał z karabinem w ręku, czekając na bitwę. Był blady. Wszyscy byli. Każdy drżał o swoje życie. Nic nie było pewne.
- Strach jest uczuciem mi obcym – odpowiedziała pewnie dziewczyna, choć ręce miała spocone od nerwów. Przełknęła ślinę. Żołnierz stojący tuż za nią, wpatrywał się w jej włosy, a ten stojący przed nią, co chwilę się odwracał. Ach, ten Iroh! Zawsze musiał dopiąć swego.
- Powinnam być razem z nim – wyszeptała. Zhong przyjrzał się jej spojrzeniu. Nie wiedział czy wpatruje się w Yuna, czy w Iroh. Od dawna podejrzewał, że łączyło ich coś więcej niż, jak powiedziała przyjaciółka, przyjaźń.
- Przedrę się do niego – powiedziała jak gdyby nigdy nic.
- Co?! Chen nie możesz! – krzyknął Zhong, a żołnierze spojrzeli na nich ze zdziwieniem.
Wtedy Yun podszedł do Iroh. Nie było szans, by dziewczyna usłyszała o czym rozmawiali, ale zabrakło jej tchu, gdy wyobraziła sobie, co mogłoby to być.
Iroh był osłupiały. Ten bezczelny wieśniak najwyraźniej nie wiedział, kto tu dowodził. Nie ufał mu. Niby przyjaźnił się z Chen, ale było w nim coś tak…. niepokojącego, że wolał, by dziewczyna się z nim nie zadawała. Ale pomysł był dobry i Iroh doskonale o tym wiedział. Musiał przyznać mu rację. Ten jeden raz.

***

Wszyscy siedzieli cicho na naradzie, w największym z namiotów, oczekując na Księżniczkę Valje. Nadęła się jak pomidor, pomyślała Chen. Wydaje się jej, że jak jest Księżniczką, to może robić co chce. Dziewczyna chciała choć na moment zamienić się z nią rolami. Nawet nie podejrzewała, że Iroh szykuje dla niej wielką niespodziankę. Mężczyzna wpatrywał się w nią. Miał ochotę przytulić ją do piersi. Gdyby nie siedząca obok niego Renna, już dawno by to zrobił. Był szczęśliwy, że nic się jej nie stało. Po skończonej naradzie zatrzymała go Senna. Potwierdziła aktualność ich umowy. Przez myśl jej nie przeszło, że pilnowanie Chen to dla Iroh czysta przyjemność. Chłopak skierował swe kroki ku namiotowi Chen.
- Mogę?- zapytał, wchodząc. Dziewczyna skinęła głową na znak zgody. Siedziała przed lustrem i rozczesywała włosy. Była zmęczona po walce. Tyle strachu się najadła.
- Możemy się spotkać za godzinę w lesie? – zapytał tajemniczo mężczyzna.
- No nie wiem… A jeśli jesteś seryjnym zabójcą i masz zamiar mnie zamordować? – zapytała sarkastycznie. Iroh roześmiał się głośno. Na widok jego roześmianej buzi Chen też lekko się uśmiechnęła. Miał taki piękny uśmiech. Yun rzadko się uśmiechał. W ogóle, rzadko się cieszył. Iroh był jego całkowitym przeciwieństwem.

***

Było już ciemno, gdy dziewczyna uchyliła poły namiotu. Księżyc wyszedł na niebo i oświetlał ziemię. W wielu namiotach paliły się jeszcze świece. Ludzie nie tracili czasu na spanie, zdając sobie sprawę, że mogą nie przeżyć kolejnej bitwy. Dziewczyna cicho przemknęła między namiotami i skierowała się w kierunku lasu. Na jego skraju wypatrzyła Iroh. Dobrze, że na nią czekał, bo sama bałaby się iść głębiej. Mężczyzna wziął ja za rękę i poprowadził przed siebie.
- Dokąd ty mnie ciągniesz? – spytała, zmęczona wędrówką. Ten nic nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się zagadkowo. Już po chwili oczom Chen ukazała się mała łąka. Na trawie stały owoce i szampan. Dziewczyna patrzyła zdziwiona to na ukochanego, to na niespodziankę.
- Co to jest? – wydukała, podchodząc bliżej. Całe miejsce oświetlały świece, które mężczyzna poustawiał wokół.
- Niespodzianka. Chciałem dać ci troszkę normalności, pośród tej całej wojny – odparł z rozbrajającą szczerością.
- A jak zdobyłeś szampana? – zapytała, lekko przechylając głowę.
- Mam swoje sposoby – szepnął jej do ucha i uśmiechnął się. Oboje usiedli. jedli, pili, śmiali się. Dokładnie tak, jak na swojej pierwszej randce. Szampan szybko zniknął, jak i jedzenie. Chen przyglądała się palącym się świeczkom, kiedy Iroh gorączkowo szukał czegoś w kieszeni munduru. Wyjął małe, czarne pudełeczko i klęknął przed dziewczyną.
- C-co ty robisz? – zapytała zakłopotana.
- Chen… chciałem ci to powiedzieć już dawno. Moje życie bardzo się zmieniło, odkąd cię spotkałem. Nabrało kolorów. Pamiętasz jak dziwnie się zachowywałem po naszej wizycie w labiryncie, w ogrodzie mojego domu, w Ba Sing Se? – zapytał, a dziewczyna pokiwała głową, nie wypowiadając słowa. Ciągle tempo wpatrywała się w mężczyznę – Zachowywałem się tak, ponieważ dojść mogły tam tylko osoby, których los jest połączony przeznaczeniem – wyjaśnił.
- I ja wierzę w to przeznaczenie – kontynuował, a dziewczyna patrzyła na niego nie wiedząc, co powiedzieć.
- Nie proponuję ci małżeństwa – odetchnęła z ulgą – Chcę byś przyjęła ten pierścionek, jako symbol naszego przyszłego życia. Tego po wojnie – dokończył i wsunął jej na palec błyskotkę z rubinem. Była czerwona jak ogień.

Historia Chen. Rozdział 3 – Różne światy

Krwawa Konferencja z perspektywy Chen. Zapraszam na kolejny rozdział autorstwa Ady!

~Painted Lady

***

Dni płynęły jeszcze szybciej. Nim Iroh się obejrzał, już szykowała się kolejna wojna. Należał do wojska i umarłby za ojczyznę, lecz teraz… Gdy miał dla kogo żyć… Martwił się bardziej o nią niż o siebie. Gdyby coś się jej stało… Musiał mieć na nią oko. Każe najlepiej wyszkolonemu żołnierzowi ją pilnować. Każe nie spuszczać jej z oka. Była dla niego priorytetem. Była dla niego ważna. Nawet bardzo. Do pokoju weszła Renna. Widok pierworodnego syna, nie siedzącego nad mapami, tylko z rozmarzeniem wpatrującego się w okno, kompletnie zbił ją z tropu.
- Wszystko w porządku? – zapytała łagodnie, gdy zrozumiała, że nawet nie zauważył jej obecności.
- Och…! – spłoszył się. Nie lubił zbytnio odkrywać uczuć – T-tak, jak najbardziej. Rozmyślam nad wojną – odparł niepewnie. Kobieta od razu pochwyciła nutkę wahania w jego głosie. Nikt inny oprócz niej nie znał go tak dobrze.
- Czy aby na pewno? – zapytała z lekkim śmiechem – Coś podpowiada mi, że inne rzeczy chodzą ci po głowie…
Mężczyzna zachmurzył się. Nie. Nie powie jej. Jeszcze nie teraz.
- Przepraszam mamo, lecz muszę załatwić jeszcze parę ważnych spraw. Trzeba się przygotować do Konferencji Zjednoczonej Republiki Narodów – powiedział przekonująco. Renna udała, że wierzy i wyszła, zostawiając go samego. Nie minęła chwila, gdy wyszedł i pognał do pokoju ukochanej.

***

Chen siedziała na łóżku w samej pidżamie. Wszystkie wydarzenia toczyły się obok niej. Nie była w centrum zdarzeń, jak Valje. Dzięki temu, miała więcej czasu dla Iroh, którego z dnia na dzień zaczynała coraz bardziej lubić. Nie był wprawdzie Yunem, lecz dbał o nią. O wilku mowa. Mężczyzna w czerwieni wszedł do jej komnaty bez pozwolenia.
- Mama nie nauczyła cię pukać? – zapytała złośliwie, lecz w jej oczach czaiła się radość.
- Czytasz? Nie wiedziałem, że lubisz… – powiedział, napotykając wzrokiem okładkę – Książka historyczna? – zapytał z zaciekawieniem.
- Chciałabym poznać lepiej mój świat. Wiedzieć, co miałabym, gdyby…. – przerwała. Czuła wielką gulę w gardle. Nigdy wcześniej przed nikim się tak nie otworzyła. Nawet przed Yunem. Mężczyzna usiadł koło niej i mocno przytulił.
- Wiem, że przeszłości nie można zostawić. Wiem, że nie można o niej zapomnieć. Ale wiem też, że nie można nią żyć. Spróbuj cieszyć się tym co masz teraz. Chen, ja… chciałbym ci coś powiedzieć.
Dziewczyna popatrzyła na niego. Wyrwała się z objęć i usiadła naprzeciwko.
- Ja… pragnę tronu. Chcę rządzić w Narodzie Ognia. Chcę być władcą. I chciałbym, żebyś… – nie dokończył, bo do pokoju wpadła Renna. Zdziwiona patrzyła to na syna, to na Chen. Jej uwadze nie uszło, że jeszcze przed chwilą trzymali się za ręce. „Czy tutaj nikt nie puka?” – pomyślała ze złością Chen. Kobieta odchrząknęła. Była zdumiona całą tą sytuacją. Nie była jednak głupia i w lot zorientowała się o co chodzi.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale pora przygotować się na jutrzejszy dzień – przypomniała. Zakłopotana para wymieniła porozumiewawcze spojrzenia. Iroh cichym głosem pożegnał się i wyszedł.
- Co to miało znaczyć? – fuknęła Renna, gdy byli już na korytarzu – Romansowania ci się zachciało? Iroh, posłuchaj mnie! To nie czas na miłość. To czas na wojnę. Oboje musicie dać z siebie sto procent, lub nawet więcej – skłamała. Szukała racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego nie mogą być razem. Wiedziała, że dziewczyna skrzywdzi jej syna. Nie chciała tego. Widziała jak patrzy na chłopaka Valje. Tylko trójkąta miłosnego brakowało. W sumie, czworokąta. Nie było na to czasu. Miała nadzieję, że Iroh jej posłucha, jednak nie miała wątpliwości – młodzieniec był wierną kopią swego ojca. gdy się na coś uparł, nawet Agni nie mogła go od tego odwieść.

***

Bal był wspaniały. Suknie mieniące się złotem wirowały w tańcu. Senna i Yun zabawiali gości, a raczej sponsorów wojny, Zhong i Tonraq siedzieli przy stole, a Chen razem z nimi. Iroh siedział kilka krzeseł dalej. Dziewczyna cieszyła się, że nie okazują sobie uczuć publicznie. Bała się reakcji Yuna. Pułkownik zerkał na nią od czasu do czasu, mimo karcących spojrzeń matki. Nie mogła zabronić mu kochać. Chen wyglądała jeszcze piękniej, niż podczas ich wspólnej kolacji. Włosy miała upięte wysoko, wpleciono w nie kilka pereł. Czerwona suknia nie była wcale gorsza od stroju Księżniczki Valje. Mieniła się złotem. W końcu mężczyzna przełamał się i poprosił ją do tańca. Dziewczyna zgodziła się z lekką obawą. W duchu powtarzała sobie, że taniec to nic złego. Nikt niczego nie zauważy. Pułkownik delikatnie ucałował jej dłoń. Trzymał ją mocno, tak by nie czuła się onieśmielona. Wirowali w tłumie. Nikt się dla nich nie liczył. Chen doznawała uczuć, o jakie nigdy by siebie nie podejrzewała. Czy się zakochała? Czy obdarzyła uczuciem drugiego człowieka? Czy uciekła przed uczuciem do Yuna? Na żadne z tych pytań nie znała odpowiedzi. Było jej smutno, gdy muzyka ucichła i każde z nich wróciło na swoje miejsce. Zhong dziwnie na nią patrzył.
- Nie wiedziałem, że umiesz tak dobrze tańczyć – powiedział w końcu. Chen przeklęła w duchu. Domyślił się! Musiała zachować zimną krew.
- Staram się dobrze wypaść – odpowiedziała zdawkowo. Spojrzała na miejsce Księżniczki.
- Gdzie Valje? – zapytała. Nie widziała też Tonraqa. Przyjaciel już miał jej odpowiedzieć, gdy stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. W jednej chwili wielką salę zalała fala krwi. Chen nie rozumiała co się dzieje. To była rzeź. Istna rzeź. Iroh rzucił się do obrony ludzi, tak jak pozostali. Dziewczyna spostrzegła, że ktoś chce skrzywdzić Yuna. Szybkim ruchem odepchnęła chłopaka i przyjęła na siebie cios. Ten, nawet jej nie dziękując, pobiegł szukać Senny. Oberwała. Mocno. Jej lewa noga szybko pokryła się krwią. Iroh podbiegł do niej.
- Chen! – krzyknął. Szybko wziął pierwszą, lepszą szmatę i zaczął z całych sił tamować krew – Szybko, leć po pomoc – krzyknął do Zhonga, który się im przypatrywał. Chłopak, potykając się o leżące na ziemi ciała, pobiegł przed siebie.
- N-nic mi nie będzie – wyszeptała dziewczyna – Biegnij… biegnij ratować ojca… – wskazała na Meijiego, którego wlekli napastnicy.
- Nie ma mowy, nie zostawię cię! – uparł się. Przy dziewczynie już klęczał medyk.
- Dam sobie radę – przekonywała go.
- Zaopiekujesz się nią? – zapytał Zhonga. Chłopak zdecydowanie pokiwał głową. Iroh pobiegł do przybranego ojca. Było już jednak za późno.

***

Chen siedziała w swej komnacie z zabandażowaną nogą. Nie wiedziała, co dzieje się poza jej pokojem. Iroh ostrożnie otworzył drzwi i wszedł do środka. Gdyby dziewczyna mogła wstać, zrobiłaby to. Mężczyzna spojrzał jej w oczy.
- Tak mi przykro – powiedziała cicho. Miała wyrzuty sumienia. Jeśli Iroh nie zatrzymałby się przy niej, może zdołałby ocalić ojca. Nagle mężczyzna mocno się do niej przytulił. Nie płakał. Pułkownik nigdy nie mógł pozwolić sobie na łzy. Trzymał ją tak mocno, iż zdawało się jej, że ją udusi.
- Dobrze, że nic ci się nie stało – powiedział, wtulając się w jej włosy. Wtedy Chen ogarnęło dziwne uczucie. Nikt nigdy się o nią nie martwił. Nigdy. Wyrwała się z jego objęć i delikatnie pocałowała. To zawsze on ją całował. Chyba po raz pierwszy ona zaczęła. Teraz on potrzebował pocieszenia.
- Wszystko będzie dobrze – powiedziała słodko, głosem którego rzadko używała. Pogładziła go po policzku. Był taki podobny do swoich przodków.
- Chen… Kocham cię. Nie pozwolę cię nikomu skrzywdzić – powiedział nagle. Dziewczyna sama nie wiedziała, co ma powiedzieć, dlatego milczała. Pogrążeni w smutku, razem zasnęli. Żadne z nich nie chciało być same tej nocy.

***

W całej Federacji Ziemi panował wielki chaos i zamęt. Ludzie nie wiedzieli, co mają robić. Z jednej strony bali się zmian, lecz z drugiej rozumieli, że trzeba walczyć o swoje. Mężczyźni byli gotowi iść na wojnę choćby zaraz. Ich odwaga była imponująca. Chen siedziała w wygodnym fotelu, pokrytym zielenią. Jak Iroh, co chwilę wpatrywała się w Tron Króla Ziemi. Był pusty. Sprawiał wrażenie zimnego i twardego. Tak wiele osób marzyło by na nim zasiąść, lecz dziewczyna za nic tego nie chciała. Chciała tylko, by wróciły dawne czasy. Za panowania Władcy Ognia Zuko żyło się dostatnio. Gdyby urodziła się kilka lat wcześniej, zdążyłaby się tym nacieszyć. Los był tak okrutny! Na szczęście miała Iroh, obok którego czuła się, jak za tamtych starych, dobrych czasów. Co chwila przysłuchiwała się siedzącym przy dużym, drewnianym stole postaciom. Omawiali sprawy związane z wojną. Chen nie chciała wojny. Chciała żyć tak, jak przed krwawą konferencją. Chciała stroić się w wyszukane suknie, chodzić na bale, gdzie Iroh porwałby ją do tańca, chciała mieć służbę i mieszkać w pałacu. Nie chciała wojny. Napatrzyła się już na cierpienie. Na głód. Na ubóstwo. Ciągle czuła, jak gonił ją odór rozkładających się ciał. Nawet najdroższe perfumy nie były w stanie go zatuszować. Ciągle pamiętała to palące uczucie, gdy zabiła człowieka. Może złego, lecz nadal człowieka. Doskonale pamiętała, jak na jej stare szmaty, którymi się okrywała rozbryzgiwała się krew. Szybko odrzuciła tragiczne wspomnienia. Poczuła na sobie czyjś wzrok. Zorientowała się, ze to pułkownik się w nią wpatruje. Nie wiedziała co ma robić. Chciała by przerwał. Nerwowo dorzuciła coś do rozmowy. Chyba było to coś mądrego, bo wszyscy wlepili w nią spojrzenia. Lekko się zarumieniła, a Iroh spojrzał na nią z dumą. Narada toczyła się dalej. Dziewczyna z ciekawością przyglądała się twarzy premiera, która co chwilę przybierała ciekawsze odcienie czerwieni. Widać było, że to on chce być przywódcą, ale w starciu z silnym charakterem Renny nie miał szans. Chen mocno powstrzymywała się by nie wybuchnąć śmiechem. Rozmowa zeszła na temat akolitów powietrza. Dziewczyna znów wtrąciła swe pięć groszy. Atmosfera znacznie zgęstniała. Zrobiło się jeszcze gorzej, gdy Yun postawił się Rennie. Jej nikt się nie stawiał. W tym momencie, dziewczyna przypomniała sobie, za co go tak kochała. Za to, że nie ustępował. Dążył do celu po trupach. Zawsze dopinał swego. Chronił ją, podczas gdy Iroh, nawet jej jeszcze nie znał. Chen spochmurniała. N-nie… Nie kochała go już, ale… ale ciągle była mu coś winna. Z rozmyślań wyrwał ją Iroh. To zawsze jego głos słyszała, gdy myślała o Yunie. To on ją kochał. On pragnął jej szczęścia. Dziewczyna czuła się rozbita pomiędzy dwoma, tak różnymi światami. Plątała się w swoich uczuciach, jak bezbronna mała muszka w pajęczej sieci. Czuła jak palą ją od środka, zagnieżdżają się w umyśle i powodują masę bólu. Nienawidziła swojej bezradności. Nie wiedziała co ma robić.

***

- Chen, możemy porozmawiać? – zapytał Zhong, łapiąc ją za ramię. Narada skończyła się kilka minut temu. Chłopak długo namyślał się, czy wypada rozmawiać o tym, co oczywiste. Dziewczyna starała się uśmiechnąć, ale zamiast tego na jej twarzy pojawił się niewyraźny grymas. Chłopak nabrał powietrza w płuca i zaczął:
- Zauważyłem… Że ty… ty i pułkownik Iroh… – mówił niewyraźnie. Źrenice Chen rozszerzyły się nienaturalnie. Poczuła, że zaschło jej w gardle. Nie… Nie mogło być! Cholera! Coraz więcej osób wiedziało… Dziewczyna przywołała na twarz słodki uśmiech.
- Haha, tak zaprzyjaźniliśmy się – skłamała nerwowo. Musiała zachować zimną krew.
- Tak? To dobrze. Martwiłem się o ciebie. Kiedy Senna, to znaczy Valje – poprawił się – Kiedy ona i Yun zaczęli ze sobą chodzić, przygasłaś. Miałem wrażenie, że ostatnio… znalazłaś to czego szukasz. Ale skoro tylko się przyjaźnicie… To mam nadzieję, że ta przyjaźń nigdy się nie skończy. Widzę, że dała ci nadzieję – skończył, lekko się uśmiechając. Dziewczyna odwzajemniła gest i odetchnęła z ulgą. Jej sekret był bezpieczny. Na razie.